W ostatni czwartek Nigela Farage’a wybrał się do luksusowego hotelu Raffles przy Whitehall na premierę książki.
Autorem 400-stronicowego tomu był niejaki George Cottrell, chociaż w Westminster jest bardziej znany jako „Posh George”.
A nowy wkład Posh George’a na scenę literacką ma porywający tytuł: „Jak prać pieniądze”.
Cottrell z pewnością wie, o czym mówi – i pisze –. W 2017 r. spędził kilka miesięcy w amerykańskim więzieniu za oszustwa drogą elektroniczną. Jednak jak pokazała obecność Farage’a i jego starszych poruczników, szybko został on ponownie powitany w wewnętrznym kręgu Reform.
Ale dlaczego? W co dokładnie, według przywódcy Reform, gra, publicznie obejmując skazanego oszusta?
W przyszłym tygodniu w Gorton i Denton odbędą się najważniejsze wybory uzupełniające od pół wieku. Okręg wyborczy Manchester, dawne miasto tekstylne i górnicze, jest centralną cegiełką tego, co pozostało Pracarozpadającego się Czerwonego Muru.
Z analiz przeprowadzonych przez Evocation Calculus wynika, że ceny domów są tu znacznie niższe od średniej krajowej. W porównaniu z resztą kraju mieszkańcy Gorton i Denton są młodzi i mają niski poziom wykształcenia. Rzadziej podejmują pracę zawodową, a ich dochody w gospodarstwie domowym są niskie.
Można by pomyśleć, że przywództwo Reform będzie nadwyrężać wszystkie ścięgna i mięśnie, aby wyrwać tę solidną siedzibę klasy robotniczej z uścisku Keira Starmera. Niestrudzenie waląc w drzwi na wietrze i deszczu, aby uwolnić naród od zarazy gwiezdnej.
Bynajmniej. Dwa tygodnie przed dniem głosowania zdecydowali się napić szampana z mężczyzną skazanym za oferowanie korzystania z ciemnej sieci w celu prania pieniędzy dla handlarzy narkotyków.
Dwa tygodnie przed dniem wyborów przywódcy Reform zdecydowali się popijać szampana z mężczyzną skazanym za oferowanie korzystania z ciemnej sieci w celu prania pieniędzy dla handlarzy narkotyków
Aby reforma odniosła sukces, Farage, pokazany w tym tygodniu na wiecu dotyczącym reformy, musi być postrzegany jako mistrz pracującej Wielkiej Brytanii. Nie mistrz eleganckich spiwów i nieudani ministrowie torysów
To powinien być moment Nigela Farage’a na strajk: rząd przechodzi od kryzysu do kryzysu. Premier balansuje na krawędzi. Torysi nadal otrzymują transfuzję krwi po okaleczeniu, którego doświadczyli ze strony elektoratu 18 miesięcy temu.
Prawda jest jednak taka, że marnuje swoją szansę.
W poniedziałek bukmacherzy Ladbrokes ogłosili, że po raz pierwszy od maja 2025 r. Reform nie jest już faworytem do zdobycia większości mandatów w następnych wyborach powszechnych.
Oczywiście bukmacherzy nie są najbardziej wiarygodnymi psefologami. Ale reprezentuje słomkę na wietrze. Wiatr, który zaczyna zwracać się przeciwko Farage’owi i jego drużynie.
Minęło dziewięć miesięcy, odkąd weszli w polityczny strumień odrzutowców, przekraczając 30 procent w ogólnokrajowych sondażach.
Ale od tego czasu ich poziom się wyrównał. 13-punktowa przewaga, jaką cieszyli się nad Partią Pracy, spadła z powrotem do dziewięciu.
Istnieje wiele powodów. Jednym z nich jest ogromny strategiczny błąd, który popełnił Nigel Farage, wprowadzając do szeregu reformatorów szereg ministerialnych opon bieżnikowanych torysów. Nie tak dawno temu Farage oświadczył w mediach społecznościowych: „Moje przesłanie do was jest jasne, jasne i proste. Nigdy nie ufaj torysowi. Czy to zrozumiałeś? Powtórzę to. Nigdy nie ufaj torysowi.
Ale w tym tygodniu odsłonił swój nowy gabinet cieni.
A wraz z mianowaniem Roberta Jenricka i Suelli Braverman na stanowisko, odpowiednio, kanclerza cieni i sekretarza edukacji cieni, nagle zwrócił się do kraju, aby zaufał dwóm z najbardziej znanych członków ostatniego zdyskredytowanego rządu torysów w zakresie ich pracy, przedsiębiorstw i szkół.
Drugi problem polega na tym, że w sytuacji, gdy prawica jest podzielona pośrodku, po prostu nie ma wystarczającej liczby rdzennych członków konserwatywnego plemienia małego „c”, aby reforma mogła utrzymać dynamikę.
Kemi Badenoch skutecznie zatamował krwawienie torysów.
Były poseł do parlamentu Reform Rupert Lowe – jego ego napompowane paliwem rakietowym Elona Muska do mediów społecznościowych z oceną X – kontynuuje swoją misję kamikaze, by zostać brytyjskim Ralphem Naderem (w wyborach prezydenckich w USA w 2000 r. Nader, kandydat Partii Zielonych, wyssał z Demokraty Ala Gore’a wystarczającą liczbę liberalnych głosów, aby zapewnić George’owi W. Bushowi zwycięstwo).
Wszystko to spowodowało, że bukmacherzy przewidywali, że Partia Pracy jest – w jakiś sposób – faworytem do tytułu największej partii po 2029 r., mimo że w sondażach ma zaledwie 19% głosów, a jej przywódca ma najbardziej niepopularnego premiera od czasu, gdy zaczęto prowadzić statystyki.
Istnieje jednak jeszcze jeden czynnik, który można przypisać upadkowi reformy. Nigel Farage uważa, że podstawowe prawa polityki już go nie dotyczą.
Podczas burzy wokół jego zeznań podatkowych Donald Trump zasłynął z wypowiedzi: „Mogłbym stanąć na środku Piątej Alei i kogoś zastrzelić, a nie straciłbym żadnych wyborców”.
To teoria, którą Farage obecnie testuje aż do zniszczenia. Dowodzi tego jego obecność na premierze książki Posh George.
Jak dotąd wyborcy byli gotowi przeoczyć, a nawet zaakceptować niespójności i dziwactwa Farage’a, mówi Dan Hodges
Tak, może się wydawać, że przywódca Reformy pisze na nowo reguły polityczne. Ale to błędne przekonanie.
Zasady są tak naprawdę pisane przez wyborców. I jak dotąd byli gotowi przeoczyć – a nawet zaakceptować – jego niekonsekwencje i dziwactwa.
Jednak otwarcie obnosząc się ze swoim związkiem z skazanym oszustem, w najlepszym przypadku uważa ludzi pracy z okręgów wyborczych takich jak Gorton i Denton za coś oczywistego. A w najgorszym przypadku bierze ich za głupców.
Rzeczywiście są oznaki, że wyborcy się budzą. Akwizytorzy w Gorton powiedzieli mi o dwóch nurtach w postawach wyborców. Silny nastrój anty-Labour – a dokładniej anty-Starmer. Ale także rosnący ruch Stop Reform.
Wybory uzupełniające w Caerphilly w październiku ubiegłego roku, które Plaid Cymru wyrwała Farage’owi spod nosa, były ostrzeżeniem. Po raz pierwszy ludzie taktycznie głosowali dużą liczbą za powstrzymaniem reformy.
Wydaje się jednak, że ich przywódca nie posłuchał tego ostrzeżenia. Zamiast w dalszym ciągu wciskać niezwykle ważne przesłanie, że stanowi alternatywę dla pogardzanego brytyjskiego establishmentu, zaczyna sprawiać wrażenie, że jego główną ambicją jest po prostu stać się jego częścią.
Aby reforma odniosła sukces, Farage musi być postrzegany jako mistrz pracującej Wielkiej Brytanii. Nie mistrz eleganckich spiwów i nieudani ministrowie torysów.
Podejrzewam, że Reforma nadal – po prostu – wygra w Gorton i Denton. Co mogłoby nadać im nowy impuls.
Ale odwróćmy równanie. Reform lubi udawać dzielnych słabszych brytyjskich polityków. Ale obecnie absolutnie wszystko przemawia na ich korzyść.
Pogardzany premier. Podzielona i skłócona Partia Pracy, zwłaszcza na północy, gdzie Starmer uderzył kolanem swojego ulubionego syna. Partia torysów wciąż odradza się z wyborczego zapomnienia.
Gospodarka, która się starzeje. Skandale pedofilii wybuchają codziennie. Dziennikarze oczerniani. Sądy niszczą to, co pozostało ze zrujnowanej wiarygodności rządu. A wszystko to podczas gdy tylko 24 godziny dzielą nas od kolejnego upokarzającego zawrócenia na Downing Street.
Nigel Farage powinien wygrać wybory uzupełniające w przyszłym tygodniu. Właściwie powinien nim chodzić. I lepiej, żeby to zrobił. Ponieważ jeśli Gorton odwróci się od niego plecami, być może nie minie dużo czasu, zanim Wielka Brytania zrobi to samo


















