Steve’a RosenbergaRedaktor BBC Rosja

Sputnik/Aleksander Kazakow/Pool za pośrednictwem Reuters i Reuters Po lewej stronie znajduje się zdjęcie prezydenta Rosji Władimira Putina w czarnym krawacie, garniturze i białej koszuli, z uniesionymi brwiami i wyglądającym poważnie. Po prawej stronie znajduje się zdjęcie prezydenta USA Donalda Trumpa, który również wygląda poważnie, ubranego w niebieski garnitur, czerwony krawat i białą koszulę.Sputnik/Aleksander Kazakow/Pool za pośrednictwem Reuters i Reuters

Tydzień temu miałem wyraźne przeczucie, że to Dzień Świstaka, lub jak to nazywają Rosjanie, Dyen Surka.

W związku z groźbami wywierania przez USA nacisku na Moskwę – poprzez dostarczanie Ukrainie rakiet Tomahawk – Władimir Putin i prezydent Donald Trump przeprowadzili rozmowę telefoniczną. Efekt: zapowiedź szczytu USA-Rosja w Budapeszcie.

W sierpniu ubiegłego roku, w obliczu groźby dodatkowych amerykańskich sankcji wobec Rosji, Putin spotkał się ze specjalnym wysłannikiem Trumpa Stevem Witkoffem. Efekt: zapowiedź szczytu USA-Rosja na Alasce.

Już widziałem.

Wygląda jednak na to, że Dzień Świstaka dobiegł końca.

Spotkanie na Alasce odbyło się przy minimalnym przygotowaniu i niewielkich rezultatach.

Ale szczyt w Budapeszcie się nie odbędzie. Szczerze mówiąc, ledwo miałem czas, aby być „włączonym”. Teraz prezydent Trump je odwołał.

„Nie wydawało nam się, że dotrzemy tam, gdzie musimy” – powiedział dziennikarzom amerykański prezydent.

I to nie wszystko.

Wcześniej Trump nie realizował groźby zwiększenia presji na Rosję, w swoich kontaktach z Kremlem wolał marchewkę od kija.

Na razie odłożył marchewki.

Zamiast tego nałożył sankcje na dwa duże rosyjskie koncerny naftowe, Rosnieft’ i Łukoil.

Jest mało prawdopodobne, aby wymusiło to zawrócenie prezydenta Putina w wojnie. Jest to jednak oznaka frustracji Trumpa niechęcią Kremla do jakichkolwiek kompromisów i ustępstw w celu zakończenia walk na Ukrainie.

Rosjanie nie tolerują patyków.

„Stany Zjednoczone są naszym wrogiem, a ich gadatliwy «rozjemca» w pełni wkroczył na ścieżkę wojny z Rosją” – napisał w mediach społecznościowych były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. „Podjęte decyzje są aktem wojny przeciwko Rosji”.

Czwartkowe poranne wydanie tabloidu „Moskiewski Komsomolec” było nieco mniej dramatyczne, ale oczywiście niepochlebne. Gazeta skrytykowała „kapryśność i zmienność głównego partnera negocjacyjnego (Rosji)”.

Co się zatem zmieniło?

Zamiast spieszyć się na szczyt nr 2, jak to zrobił w przypadku szczytu nr 1, tym razem Prezydent Trump był nieco ostrożniejszy.

Zwrócił się do sekretarza stanu Marco Rubio o przygotowanie podwalin pod szczyt z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem; żeby upewnić się, że jest sens uciekać do Budapesztu.

Wkrótce stało się jasne, że tak się nie stało i że nowy szczyt raczej nie przyniesie przełomu.

Rosja stanowczo sprzeciwia się pomysłowi Donalda Trumpa zamrożenia obecnych linii walki na Ukrainie.

Kreml jest zdeterminowany przejąć kontrolę co najmniej nad całym Donbasem we wschodniej Ukrainie. Zajęło i przejęło znaczną jego część.

Ale prezydent Wołodymyr Zełenski odmawia oddania Rosji tych części Donbasu, które Ukraina nadal kontroluje.

Reuters Dwóch mężczyzn w niebiesko-czarnych zakamuflowanych mundurach, kapeluszach i czarnych kamizelkach rozmawia, idąc przed katedrą z czerwonego kamienia z niebieskimi, zielonymi, czerwonymi i złotymi wzorami na kopułach.Reutera

Członkowie rosyjskiej Gwardii Narodowej patrolują Plac Czerwony w pobliżu soboru Wasyla Błogosławionego w centrum Moskwy 23 października

Moskwa z radością przyjęłaby drugi szczyt USA-Rosja.

Pierwszy, na Alasce, był dyplomatycznym i politycznym zamachem stanu na Kreml. Powitanie na czerwonym dywanie prezydenta Putina w Anchorage symbolizowało powrót Rosji na scenę międzynarodową i niepowodzenie Zachodu w izolowaniu Moskwy.

Przez ostatni tydzień rosyjskie media państwowe delektowały się pomysłem szczytu z prezydentem Trumpem w Europie, ale bez Unii Europejskiej przy stole. Rosyjscy komentatorzy uznali proponowane spotkanie w Budapeszcie za policzek wymierzony Brukseli.

Jednocześnie niewielu tutaj wydawało się wierzyć, że nawet jeśli szczyt w Budapeszcie dojdzie do skutku, przyniesie wynik, jakiego oczekiwała Moskwa.

Niektóre rosyjskie gazety wzywają armię rosyjską do kontynuowania walk.

„Nie ma ani jednego powodu, dla którego Moskwa powinna zgodzić się na zawieszenie broni” – oświadczył wczoraj Moskowski Komsomolec.

Nie oznacza to, że Kreml nie chce pokoju.

To prawda. Ale tylko na swoich warunkach. A w tej chwili są one nie do przyjęcia dla Kijowa i, jak się wydaje, dla Waszyngtonu.

Terminy te dotyczą czegoś więcej niż tylko terytorium. Moskwa domaga się zajęcia się tym, co nazywa „podstawowymi przyczynami” wojny na Ukrainie: jest to wszechogarniające sformułowanie, za pomocą którego Rosja poszerza swoje żądania o zaprzestanie rozszerzania NATO na wschód.

Powszechnie uważa się, że Moskwa nadal stawia sobie za cel zepchnięcie Ukrainy z powrotem na orbitę Rosji.

Czy Donald Trump jest gotowy jeszcze bardziej zwiększyć presję na Rosję?

Prawdopodobnie.

Ale jest też możliwe, że pewnego ranka obudzimy się i znów będziemy mieli Dzień Świstaka.

„W grze w przeciąganie liny z Trumpem Rosja ponownie prowadzi” – napisał Moskowski Komsomolec po ogłoszeniu szczytu w Budapeszcie.

„Na kilka tygodni przed spotkaniem w Budapeszcie Trumpa będą przyciągać telefony i wizyty z Europy w przeciwnym kierunku. Potem Putin ponownie przeciągnie go z powrotem na naszą stronę”.

Source link