Wróciwszy do samochodu, Levin nadrobił zaległości w ostatnich wiadomościach. „Jestem pewien, że niektórzy ludzie, nawet w mojej rodzinie, uznają to za błąd” — powiedział. Tego popołudnia wysłał SMS-a do Norma Ornsteina, umiarkowanego eksperta od polityki w Waszyngtonie i wieloletniego przyjaciela rodziny Levinów, który dowiedział się o jego zaangażowaniu w „niezaangażowaną” kampanię i nie pochwalał tego. „Krytykujcie go za jego politykę” — napisał Ornstein o Bidenie. „Ale osłabianie go teraz może mu tylko zaszkodzić w walce z Trumpem”.
Na długo zanim Biden wycofał się z wyścigu, było jasne, że rok 2024 może wydawać się, przynajmniej pod pewnymi względami, podobny do roku 1968. Wysoka inflacja; wszechobecne poczucie zapału końca czasów; protesty na kampusach, po których nastąpiły masowe aresztowania; urzędujący prezydent z długą listą osiągnięć w polityce wewnętrznej, który mimo to tracił szacunek opinii publicznej. Przez pewien czas był nawet facet o nazwisku Robert F. Kennedy kandydujący na prezydenta. Wojna w Wietnamie była wojną Ameryki w sposób, w jaki obecna wojna Izraela nią nie jest. W 2024 roku nie ma poboru, a duża liczba amerykańskich żołnierzy nie ginie w Gazie. Mimo to wojna pozostaje głęboko podzielona: Amerykanie potępiają ją w większym stopniu niż wojnę w Wietnamie na początku 1968 roku.
„Wszędzie, w 1968 roku, odczuwało się, że sprawy się układają” — pisze Garry Wills w swojej książce „Nixon Agonistes”. „Miasta były w niebezpieczeństwie, podobnie jak kampusy uniwersyteckie”. Kiedy Martin Luther King Jr. powiedział, że „zamieszki są językiem niesłyszanych”, w 1968 roku wygłaszał przemówienie w Grosse Pointe w stanie Michigan i częściowo odnosił się do poprzedniego lata, kiedy mieszkańcy centrum Detroit, wyczerpani segregacją i zaniedbaniem, spalili ponad pięćset budynków w ciągu niecałego tygodnia. W następnym miesiącu King został zamordowany. Tego lata zamordowano Bobby’ego Kennedy’ego, czołowego kandydata antywojennego. Jak mówi Wills, „śmierć senatora Kennedy’ego uświadomiła ludziom, że gorsze rzeczy mogą następować po sobie w nieskończoność, a najgorszego nie widać”.
Lyndon B. Johnson, po kampanii jako kandydat pokojowy, szybko zmienił kurs, eskalując konflikt w Wietnamie i zwiększając liczbę poborowych. Pod względem liczby ofiar śmiertelnych w Ameryce, rok 1968 był najgorszym rokiem wojny, bez bliskiego drugiego miejsca. Students for a Democratic Society, grupa radykałów antywojennych, została założona na Uniwersytecie Michigan w 1960 roku. Zgodnie z oświadczeniem misji, przyjętym w Port Huron, „Amerykański system polityczny nie jest modelem demokratycznym, o którym mówią jego gloryfikatorzy”. Pod koniec lat sześćdziesiątych, na spotkaniu we Flint znanym jako „wargasm”, partyzancki odłam SDS, Weathermen, planował zamordowanie policjantów. Ładunki wybuchowe zostały podłożone w budynku Uniwersytetu Michigan, a samochód eksplodował przed biurem ROTC.
Z Białego Domu Lyndon Johnson mógł słyszeć skandowanie „Hej, hej, LBJ, ile dzieci zabiłeś dzisiaj?”. W biografii zatytułowanej „LBJ: Architekt amerykańskiej ambicji” Randall Woods pisze: „Liberałowie antywojenni wydawali się być gotowi zrobić wszystko, aby powstrzymać wojnę i pozbyć się LBJ, nawet do tego stopnia, że poświęcili rządy Demokratów”. Johnson, najbardziej utalentowany polityk swojej epoki, rozejrzał się i postanowił nie kandydować na reelekcję. Historyk Luke Nichter w „The Year That Broke Politics” podkreśla bardziej osobiste czynniki przyczyniające się do przejścia Johnsona na emeryturę, w tym jego pogarszający się stan zdrowia i jego niemal nadprzyrodzone przeczucie, że rok 1968 nie miał być rokiem Demokratów. Partia musiała zdecydować, czy nominować antywojennego nowicjusza Eugene’a McCarthy’ego, czy Huberta Humphreya, wiceprezydenta Johnsona. „Podziwiałem Humphreya, a osobiście nie lubiłem McCarthy’ego” – powiedział mi Sandy Levin, który był wówczas przewodniczącym Michigan Democratic Party. „Ale wojna była tak dzieląca – nie mogłem poprzeć kogoś, kto nie zerwie z nią całkowicie”.
Humphrey zdobył nominację na Krajowej Konwencji Demokratów w Chicago, ale było to zwycięstwo pyrrusowe. Sieci telewizyjne pokazały materiał filmowy z tzw. Bitwy o Michigan Avenue: policjanci z Chicago bez ładu i składu biją protestujących na ulicy, a gapiący się nazywają policjantów „świniami” i „faszystami”. 30 września 1968 roku, po miesiącach prób unikania tematu, Humphrey wygłosił przemówienie na temat Wietnamu, przedstawiając letni kontrast między polityką Johnsona a swoją własną. To pomogło, ale nie wystarczyło. „Dzięki naszym działaniom w Chicago Richard Nixon zostanie wybrany” — powiedział Abbie Hoffman, lider Yippies. Teatralne wybryki grupy — taniec nago i branie kwasu w Lincoln Park, nominowanie prawdziwej świni na prezydenta — świetnie przyciągały uwagę mediów. Wyborcy z milczącą większością, oglądający telewizję w swoich salonach, widzieli kraj, który wyglądał na coraz bardziej zdezorganizowany, a takie postrzeganie grało na rękę Republikanom.
Ale oczywiście 2024 to nie 1968. Nixon, który jeszcze nie ujawnił narodowi swojej krętactwa i paranoi, był w stanie kandydować jako rozsądny centrysta; Trump kandyduje mniej lub bardziej otwarcie jako mściwy maniak. Nixon miał „tajny plan” zakończenia wojny w Wietnamie i ostatecznie to zrobił, po kilku kolejnych latach brutalności. Stanowisko Trumpa w sprawie wojny w Strefie Gazy nie jest szczególnie spójne, ale prawdopodobnie by ją zaostrzył. Podczas debaty w czerwcu Trump skrytykował Bidena za to, że nie pozwolił izraelskiej armii „dokończyć roboty”.
W latach sześćdziesiątych większość stanów była stanami, w których toczyła się walka, a uraza na ulicach odpowiadała płynności przy urnach wyborczych. Nixon wygrał w Illinois; Humphrey wygrał w Teksasie; George Wallace, biegnąc na prawo od Nixona, wygrał w pięciu stanach południowych — ostatni raz, gdy kandydat trzeciej partii wygrał jakiekolwiek głosy elektorskie. Obecnie niezadowolenie narodu nie ma niezawodnego demokratycznego ujścia. Politolodzy John Sides, Chris Tausanovitch i Lynn Vavreck odnoszą się do zwapnienia — politycy mogą stawać się coraz bardziej szaleni, ale partyjne wierności wyborców pozostają w większości takie same — i do powiązanego zjawiska zwanego parytetem: niemal bez względu na to, co się dzieje, obie partie pozostają w nieustannym konflikcie. W rezultacie nawet kilka tysięcy głosów w odpowiednim stanie może wystarczyć, aby zmienić wynik wyborów krajowych. Wyścig prezydencki w 2000 r., który zakończył się wynikiem pięciuset trzydziestu siedmiu głosów na Florydzie, mógł być przechylony przez „głosowanie karne”—tysiące Amerykanów pochodzenia kubańskiego, którzy oburzeni sposobem, w jaki administracja Clintona potraktowała sprawę Eliána Gonzáleza, zagłosowali jako blok na George’a W. Busha — lub przez muzułmańskich wyborców w tym stanie, którzy w zdecydowanej większości oddali głos na Busha.
Jeśli przeszłość jest prologiem, to co powinna zrobić Harris? Zaatakuj młodzież antywojenną czy zaakceptuj, że większość z nich pozostanie poza zasięgiem? Harris często potwierdza swoje „niezachwiane zaangażowanie” w obronę Izraela, ale wyraźnie widzi też pewne korzyści w dystansowaniu się od premiera Benjamina Netanjahu, który jest teraz poszukiwany przez Międzynarodowy Trybunał Karny. W lipcu, kiedy Netanjahu przybył do Waszyngtonu, aby przemawiać na wspólnej sesji Kongresu, Harris opuściła przemówienie, powołując się na konflikt w harmonogramie; następnie wygłosiła publiczne przemówienie, wyrażając „poważne zaniepokojenie skalą ludzkiego cierpienia w Strefie Gazy”, ale zapowiadając brak zmian w polityce. „Harris nie wyjdzie jutro i nie powie: »Nie wyślę Bibiemu kolejnej bomby«” — powiedział mi Levin. „Ale jeśli niczego nie zmieni i straci kilka tysięcy głosów w Michigan z tego powodu, istnieje szansa, że może to kosztować ją wybory”.
W większości kwestii krajowych — broni, aborcji, zmian klimatycznych — koalicja Demokratów jest, według historycznych standardów, zadziwiająco zjednoczona. Ale polityka zagraniczna, a w szczególności wojna w Gazie, to kwestia, która wydaje się niemal zaprojektowana, aby uwypuklić niezgodę w Partii. Po atakach 7 października Biden wygłosił przemówienie w Gabinecie Owalnym, w którym zasugerował, że Ukraina Wołodymyra Zełenskiego, Izrael Netanjahu i Ameryka Bidena reprezentują rodzaj osi demokracji XXI wieku. Gdy ten pomysł najwyraźniej nie wypalił, najwyraźniej przeszedł na cichszą strategię, która polegała głównie na publicznym wspieraniu Netanjahu, naciskaniu na dyplomację w prywatnych rozmowach i nadziei, że kwestia ta zniknie z umysłów wyborców.
Tymczasem grupa lewicowych strategów politycznych utworzyła grupę Signal, aby wymyślić sposoby, aby zapobiec jej zanikowi. „Ludzie są przeciwni wojnie, ale nie jest to dla nich priorytetowy problem” — powiedział Waleed Shahid, strateg, który pomógł zrekrutować Alexandrię Ocasio-Cortez i Jamaala Bowmana do kandydowania do Kongresu. „Sposób, w jaki staje się to priorytetowym problemem, polega na tym, że musimy nadal podkreślać pilność”. Niedługo po 7 października założył organizację o nazwie Israel Palestine Communications i zaczął wysyłać masowe wiadomości e-mail, wiele razy dziennie, do setek dziennikarzy i rzeczników prasowych ze swojej listy kontaktów. W grudniu producent z MSNBC powiedział mu, że wiadomości kablowe wkrótce przejdą z relacji z wojny na relacje z wyborów. „Gdybyśmy chcieli utrzymać taką samą ilość uwagi mediów na Gazie” — powiedział mi Shahid — „musielibyśmy znaleźć sposób, aby uczynić z tego temat wyborów”. Dla kohorty Shahida nie była to nowa strategia. „W 2016 i 2020 roku, jeśli chcieliśmy zwiększyć zasięg Medicare for All, mieliśmy gotowy schemat: „To priorytet dla Berniego Sandersa, a Bernie Sanders kandyduje na prezydenta” — powiedział. W grudniu członek grupy Signal opublikował artykuł, w którym namawiał Andy’ego Levina, aby kandydował przeciwko Bidenowi jako kandydat protestacyjny. „Nie kandyduję na prezydenta” — powiedział Levin portalowi Politico. Dodał jednak, że osoby, które próbowały go zwerbować, były „poważne” w kwestii swoich obaw.
Pod koniec stycznia grupa zidentyfikowała kolejną okazję: prawybory w Michigan. Abbas Alawieh, trzydziestotrzyletni organizator z ogoloną głową i sylwetką linebackera, zwołał spotkanie liderów społeczności w tylnym pokoju libańskiej restauracji w Dearborn. (Miasto, które znajduje się tuż za Detroit, niedawno stało się pierwszym miastem w USA, w którym większość stanowią Arabowie). Alawieh urodził się w Libanie, a jego rodzina przeprowadziła się do Dearborn, gdy miał sześć lat; po studiach podyplomowych spędził pięć lat jako pracownik ustawodawczy w Kongresie. Niektórzy ludzie na spotkaniu chcieli zobaczyć, jak Demokraci cierpią w wyborach. „Nie kocham Trumpa, ale nie zagłosuję na Bidena, nawet jeśli będzie stał na głowie od teraz do listopada, a nawet nie będzie mógł ustać na nogach” — powiedział Osama Siblani, redaktor lokalnej gazety o nazwie Wiadomości arabsko-amerykańskiepowiedział mi w lutym. „Ostatnio udzieliliśmy mu naszego wsparcia, a on pokazał nam środkowy palec”. Lokalni liderzy już przewodzili kampanii o nazwie Abandon Biden, prosząc wyborców o wybranie dowolnego kandydata innego niż prezydent. Alawieh argumentował, że powinni zmobilizować społeczność, aby głosowała „niezdecydowanie” w prawyborach. Gdyby zdobyli tylko dziesięć tysięcy głosów, czyli taką przewagę, jaką uzyskali w wyborach prezydenckich w 2016 r., mogliby ogłosić zwycięstwo.

