Oczekiwanie – a może strach – było takie, że mecz Manchesteru City z Arsenalem będzie jak dwa spotkania ligowe w zeszłym sezonie: niewątpliwie wysokiej jakości i napięcia, ale nieco letni, pozbawiony krwi i piorunów, które na długo zapiszą się w pamięci neutralnych kibiców. Zamiast tego rozegrano klasykę, grę z milionem wątków pobocznych, kontrowersji, błyskotliwości i drzemki, która ostatecznie stała się niemal powtórzeniem meczu José Mourinho Internazionale eliminuje Barcelonę Pepa Guardioli w półfinale Ligi Mistrzów w 2010 roku.

Arsenal zachował czyste konto w dziewięciu meczach wyjazdowych w tym roku, wygrywając z Tottenhamem w zeszłym tygodniu, po strzale głową z rzutu rożnego po duszącej grze obronnej, co jasno pokazuje, że Mikel Arteta, mimo że odbywał staż jako asystent Guardioli, w żadnym wypadku nie jest klonem Guardioli. Wielu mówiło nawet, że ma w sobie coś z Mourinho (który sam, oczywiście, był kształcony metodą barcelońską przed adaptacją), ale mimo to mało kto przypuszczał, że w niedzielne popołudnie z takim entuzjazmem przyjmie tę rolę.

W 2010 roku Inter przyjechał na Camp Nou z przewagą 3-1 po pierwszym meczu półfinału Ligi Mistrzów i po wyrzuceniu Thiago Motty z boiska po 28 minutach, co było decyzją, którą zaciekle kwestionowali, wycofali się do bunkra, broniąc się głęboko, ledwie przejmując się stwarzaniem zagrożenia w kontratakach, psując i marnując czas na każdym kroku. Inter przegrał 1-0, ale to wystarczyło, aby awansować w sumie, co w jego własnych oczach było najlepszą godziną Mourinho, do tego stopnia, że ​​gdy był menedżerem Realu Madryt, zainstalował w swoim biurze naturalnej wielkości wycinek swojego uniesionego palca w geście triumfu po ostatnim gwizdku.

Inter miał 19% posiadania piłki w tym meczu; Arsenal miał 12% w drugiej połowie w niedzielę. City było przewidywalnie wściekłe na grę Arsenalu (i słusznie – to, co może być niemal komicznie bezczelne w jednorazowym meczu, wkrótce straci swój urok, jeśli stanie się nawykiem) z John Stones ich nazywa „sprytny lub brudny” i Bernardo Silva oskarża ich gry „do granic możliwości i na jakie pozwolił sędzia”.

Ale niezwykłe było to, jak źle City poradziło sobie z tą sytuacją. W drugiej połowie oddano 28 strzałów. 13 z nich pochodziło od obrońców – ostatni z nich, John Stones, późny wyrównujący gol, który nastąpił po golu Gerarda Piqué w 2010 roku. Kolejne cztery były autorstwa Mateo Kovačicia, który strzelił tylko 18 goli ligowych w karierze, która rozpoczęła się sześć miesięcy po triumfie Mourinho na Camp Nou. Osiemnaście z 28 strzałów padło spoza pola karnego. Tylko jeden, przed golem, miał xG wyższy niż 0,1.

Arsenal zdusił Manchester City w drugiej połowie, mimo że drużyna Pepa Guardioli miała większą przewagę w posiadaniu piłki. Zdjęcie: Michael Regan/Getty Images

Częściowo świadczy to o tym, jak dobrze Arsenał bronili, z jaką starannością ustawili się w formacji 5-4-0, czasami 6-3-0, tuż za własnym polem karnym. Był moment w doliczonym czasie gry, gdy piłka została podana do Rúbena Diasa na skraju pola karnego i Arsenal, po raz pierwszy, nie miał nikogo na miejscu, aby go zatrzymać. To była prawdziwa okazja, ale Dias był tak wyczerpany po czterech niecelnych rzutach z dystansu, z których ostatni wywołał pomruki frustracji wśród tłumu, że zatrzymał się i zamiast tego zagrał podaniem bocznym.

Ale podkreśliło to również osobliwość współczesnego City. Guardiola jest wielkim manipulatorem kształtu; cała jego filozofia opiera się na tworzeniu przewagi liczebnej i ustawianiu graczy na pozycjach, na których mogą być najskuteczniejsi. Jednak dwoma graczami, którzy mieli najwięcej kontaktów z piłką w drugiej połowie, byli Dias i Manuel Akanji (152 łącznie, w porównaniu do 120 na każdego obrońcę Arsenalu razem wziętego); chociaż obaj są świetnymi graczami, czy naprawdę są tymi, którzy są najbardziej skłonni przebić się przez niski blok? Z 13 goli ligowych City w tym sezonie, 10 zdobył Erling Haaland, co z jednej strony świadczy o jego niezwykłych umiejętnościach, ale z drugiej strony, ze wszystkimi należnymi zastrzeżeniami dotyczącymi tego, jak mało rozegrano meczów, może sugerować zależność. Przynajmniej świadczy o tym, jak daleko Guardiola odszedł od swojej starej wizji drużyny składającej się z 11 drobnych i niemal wymiennych pomocników.

pomiń promocję w newsletterze

Innym graczem, na którym polega City, jest Rodri, a jego kontuzja może okazać się najpoważniejszą konsekwencją gry. Jedynym zespołem, który City pokonało w lidze bez niego w zeszłym sezonie, był Luton. Jest on kluczowy dla ich gry, a jeśli wypadnie z gry na dłuższy czas, City będzie miało trudności z kontrolowaniem meczów.

Arsenal z pewnością zremisowałby przed rozpoczęciem meczu, a także po czerwonej kartce Leandro Trossarda. Było coś wspaniałego w ich oporze, a jednak okazało się to niewystarczające – co staje się niefortunnym stereotypem dla Arsenalu. Zwycięstwo wyniosłoby Arsenal ponad City; tak jak jest, biorąc pod uwagę przebieg meczu, można odnieść wrażenie, że po raz drugi z rzędu być może zmarnowali okazję na Etihad.

Source link