To, czego Karoline Leavitt, sekretarz prasowa Białego Domu, nie powiedziała w poniedziałek, było ważniejsze od tego, co zrobiła.

Kiedy Leavitt wkroczył na podium w sali odpraw Odnosząc się do śmiertelnego postrzelenia Alexa Prettiego przez agentów federalnych w Minneapolis, uniknęła tego rodzaju tyrady obwiniającej ofiary, która stała się obowiązkowa w administracji Donalda Trumpa.

Zamiast tego rzeczniczka nazwała śmierć Prettiego „tragedią” i stwierdziła, że ​​prezydent USA chce, aby śledztwo toczyło się własnym torem, i, co uderzające, odmówił poparcia doradcy Oszczerstwo Stephena Millera Prettiego jako „niedoszłego zabójcy”.

Leavitt mówił także o „konstruktywnej i produktywnej rozmowie” między Trumpem a gubernatorem Minnesoty Timem Walzem i potencjalnym wycofaniu agentów straży granicznej ze stanu. Biuro Walza potwierdziło, że prezydent „zgodził się rozważyć” zmniejszenie liczby tamtejszych agentów federalnych.

Za wcześnie, żeby mieć pewność, ale brzmiało to jak trzeci przypadek Taco – Trump zawsze stchórzy – za tydzień. Najpierw była Grenlandia, nad którą prezydent upierał się, że Stany Zjednoczone muszą ją kontrolować, dopóki sekretarz generalny NATO Mark Rutte nie przekonał go do przełknięcia niejasnego „ramowego” kompromisu.

Potem był kryzys dyplomatyczny wywołany stwierdzeniem Trumpa, że ​​wojska NATO „trzymały się nieco z tyłu” od linii frontu w Afganistanie, co wywołało zamieszanie w Wielkiej Brytanii, która w wojnie straciła 457 osób. Nagana ze strony Keira Starmera i donoszona asysta króla Karola zmusiły Trumpa do być może najbliższego działania kiedykolwiek przyszedł przeprosić.

Teraz z Minneapolis przypominając niesamowitą dystopię pod butem organów imigracyjnych i celnych (ICE), sygnały przynajmniej wskazują na deeskalację. Trump napisał w mediach społecznościowych, że on i Walz nadają na „podobnych falach”. JD Vance, która tak bombastycznie obwiniała poetkę Renée Good za własną śmierć w Minneapolis na początku tego miesiąca, tym razem była mniej głośna.

A Leavitt, na którego można polegać, jeśli chodzi o artykułowanie programu Trumpa z religijnym zapałem purytanina, wyglądał na niezwykle niespokojnego i defensywnego. Aby zachować twarz, wielokrotnie obwiniała Joe Bidena, przywódców Demokratów w Minnesocie i lewicowych agitatorów za stworzenie warunków, które doprowadziły do ​​tragedii. Ale co ważne, powstrzymała się od obwiniania samego Prettiego.

Kiedy reporter zacytował tweeta Millera i zapytał, dlaczego urzędnicy administracji wyciągają pochopne wnioski jeszcze przed wszczęciem dochodzenia, Leavitt uchylił się: „No cóż, spójrz, przez cały weekend sytuacja była bardzo płynna i szybko rozwijająca się. Jeśli chodzi o prezydenta Trumpa, w imieniu którego mówię, powiedział, że chce, aby śledztwo było kontynuowane i aby w tej sprawie rozstrzygnęły fakty”.

Naciskany ponownie na komentarz Millera o „niedoszłym zabójcy”, Leavitt ustąpił: „Słuchaj, jak mówiłem, nie słyszałem, żeby prezydent scharakteryzował pana Prettiego w ten sposób”.

Sekretarz prasowy odmówił odpowiedzi ani komentarza na temat tego, czy Miller przeprosi rodzinę Prettiego.

Ale Leavitt zauważył: „Nikt tutaj, w Białym Domu, łącznie z prezydentem Stanów Zjednoczonych, nie chce, aby Amerykanie byli ranni, zabijani i tracili życie na amerykańskich ulicach. Opłakujemy rodziców. Oczywiście sama będąc matką nie mogę sobie wyobrazić utraty życia, zwłaszcza utraty dziecka”.

Jeśli Trump się wycofa – a to nadal duże „jeśli” – będzie to mile widziane, ale nie całkowicie zaskakujące. Prezydent to przede wszystkim istota telewizyjna, lepiej nastawiona na siłę obrazu i komentarza na małym ekranie niż wielu jego młodszych akolitów. A telewizja przez ostatnie 48 godzin była nieszczęśliwa: niekończące się filmy pokazujące uliczną egzekucję Prettiego, demaskowanie oficjalnych kont jako kłamstwa.

Co więcej, scenarzysta nie mógł wymyślić bardziej współczującej ofiary niż Pretti, także dla widzów republikańskich: był pielęgniarzem na OIOM-ie opiekującym się weteranami wojskowymi. Rzekomo miał też przy sobie broń, do czego miał prawo w Minnesocie. Republikańscy obrońcy drugiej poprawki niechętnie patrzą na wykorzystywanie tego do usprawiedliwienia nadgorliwej reakcji rządu.

Trump byłby także świadomy pogłosek niezadowolenia wewnątrz własnej partii, a nie tylko ze strony zwykłych podejrzanych. Kongresman James Comer z Kentucky nalegał, aby prezydent wycofał ICE z Minnesoty. Senator Bill Cassidy z Luizjany wezwał do wspólne śledztwo w strzelaninę. Kongresman Bill Huizenga ze stanu Michigan wezwał do przesłuchań w Kongresie.

Wszyscy są świadomi sondaży, z których wynika, że ​​większość Amerykanów uważa, że ​​ICE posunęła się za daleko. The – poinformował „Wall Street Journal”. że Trump „w weekend wykonał dziesiątki telefonów od urzędników administracji i senatorów, a niektórzy obawiali się, że nastroje społeczne zwróciły się przeciwko działaniom administracji w zakresie egzekwowania prawa imigracyjnego”. Imigracja, przez tak długi czas mocna strona Republikanów, stała się obciążeniem.

Ostatecznie Trump nie jest najbardziej skrajną postacią w Białym Domu. Jego były doradca Steve Bannon określił go jako „umiarkowanego” w ruchu Make America Great Again. Miller, sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego Kristi Noem i inni często są skłonni pójść dalej niż sam Trump, choć brakuje mu anteny politycznej i elastyczności.

Atut powiedział reporterom w Białym Domu w październiku ubiegłego roku: „Ale chcę podziękować Stephenowi Millerowi, który znów jest na widowni. Bardzo chciałbym, żeby podszedł i wyjaśnił swoje prawdziwe uczucia, ale – może nie najprawdziwszy uczucia. To może pójść trochę za daleko.

Source link

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj