Wiadomość zawarta w najnowszej książce Boba Woodwarda jest zaskakująca.
Legendarny dziennikarz „Washington Post” doniósł, że w czasie szalejącej pandemii Covida w 2020 r. i przy niedoborach testów w Stanach Zjednoczonych ówczesny prezydent Donald Trump potajemnie wysłane testowania sprzętu prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi do jego osobistego użytku. Tymczasem w swoim kraju Trump bagatelizował – a nawet wyśmiewał – potrzebę przeprowadzania testów przez Amerykanów.
Nawet Putin uważał, że gdyby to wyszło na jaw, byłoby to szkodliwe. „Nie chcę, żebyś nikomu mówił, bo ludzie będą wściekli na ciebie, a nie na mnie” – podobno powiedział Trumpowi.
Od tego czasu, jak donosi Woodward, Trump utrzymuje kontakt z rosyjskim autokratą. Od czasu odejścia ze stanowiska w 2021 r. Trump mógł rozmawiać z Putinem nawet siedem razy.
Czy to będzie miało znaczenie? Na pewno nie dla wiernych Trumpa.
Zdecydowanie stały przy swoim mężczyźnie, bez względu na wszystko. Trump wiedział o tym od lat, gdy na początku 2016 roku wspomniał, że „mógłby stanąć na środku Piątej Alei i kogoś zastrzelić, a ja nie straciłbym wyborców”.
Kiedy na krótko przed wyborami w 2016 r. wypłynęła taśma stacji NBC Access Hollywood i można było usłyszeć, jak Trump przechwala się, że jest taką gwiazdą, że może uchodzić mu na sucho chwytanie kobiecych części intymnych, jego kampania przyjęła to jako dzwon pogrzebowy.
Ale tak nie było. To też mu uszło na sucho.
Dlaczego tak się dzieje, pomimo każdego skandalu i występku, dwóch impeachmentów, 34 wyroków skazujących za przestępstwa, niezliczonych obelg i kłamstw? Dlaczego teflon?
Być może chodzi po prostu o to, że atrakcyjność Trumpa w oczach wyborców nie wynika z etyki, charakteru czy patriotyzmu. Raczej odróżnia się od świata faktów i odpowiedzialności. Pod wieloma względami w ogóle nie chodzi o zachowanie, przynajmniej nie w przypadku tradycyjnego kandydata.

Chodzi o to, kogo on nienawidzi i kogo nienawidzą jego naśladowcy.
„To postać, uosobienie pewnego zestawu skarg” – zauważył niedawno w MSNBC profesor Princeton, Eddie S. Glaude Jr. Skargi mają podłoże w strachu: podejrzliwości wobec „innego”, przedstawianego jako zabójca-imigrant, outsider, który zabierze Twoją pracę i bezpieczeństwo oraz miejsce Twojej córki w drużynie sportowej.
Zjednoczeni w żalu wyborcy i kandydata nie może rozdzielić coś tak stosunkowo bezsilnego, jak zdrada kraju lub brak człowieczeństwa.
Jednak dla tych, którzy nie są w sekcie, każde nowe wykroczenie wydaje się końcem.
Jak mógłbym Ten jeden – na przykład tyrada podczas debaty, że imigranci z Haiti w Ohio „jedzą psy, oni jedzą koty” – nie był końcem?
Jednak koniec nigdy nie nadchodzi.
„Wyobraźmy sobie, że dowiedzieliśmy się dzisiaj, że Kamala Harris regularnie rozmawia z Władimirem Putinem, wysłała mu specjalny zestaw do testów na Covida, fałszywie twierdziła, że odwiedziła Gazę, wielokrotnie kłamała na temat reakcji władz federalnych na huragan i twierdziła, że kraj ma złe geny, ” napisał prawnik sprzeciwiający się Trumpowi, George Conway.
Media wpadłyby w szał, negatywna uwaga byłaby nieubłagana, a wszystko to doprowadziłoby do wywrócenia jej kampanii do góry nogami.
Ale Trump płynie dalej. Wyobraź sobie, że Kamala Harris najpierw zgodził się na wywiad dla „60 minut” stacji CBS, a następnie wycofał się z niego, tak jak zrobił to Trump – przynajmniej częściowo dlatego, że nie chciał być sprawdzany pod kątem faktów ani zadawany trudnym pytaniom.
Do tej pory, osiem lat po nagraniu taśmy Access Hollywood, wdrożono już różne zestawy standardów. Jeden z kandydatów – czy to Biden, czy Harris – był oceniany w starym stylu, a każde jego słowo było analizowane i krytykowane.
Drugi nie podlega prawie żadnym standardom, ponieważ jego baza po prostu nie przejmuje się tym.
A skandale nakładają się na siebie. Nakładają się, przeplatają.
Tym samym doniesienie o utrzymywaniu kontaktu Trumpa i Putina nadaje zupełnie nowy wymiar wiedzy, że były prezydent posiadał w Mar-a-Lago zbiór tajnych dokumentów i niechętnie ich nie przekazał.
Nadaje to zupełnie nowy wymiar naciskom Trumpa Republikanie zablokować pomoc wojskową dla Ukrainy.
Daje głębsze zrozumienie słów Trumpa, które mówią, że za jego rządów konflikt między Ukrainą a Rosją nigdy by się nie zaczął i że zakończy się natychmiast, jeśli wygra kolejną kadencję. Wiemy, co to naprawdę oznacza; Putin po prostu postawiłby na swoim.
Byli urzędnicy Trumpa, aż do byłego wiceprezydenta Mike’a Pence’a, a także niektórzy sumienni Republikanie, potępiali byłego prezydenta, a nawet popierali Harrisa. Wiedzą.
Jednak wyniki sondaży i poparcie dla Trumpa nie wydają się ulegać zmianie. Wierni pozostają wierni, niewzruszeni – pogrążeni w swojej obojętności, jak to ujął liryk Paula Simona.
Trump rzadko mówi prawdę. Ale jeśli chodzi o jego obserwację na temat zastrzelenia kogoś na Piątej Alei, miał rację.


















