IZ wewnętrznego punktu widzenia polityka zagraniczna administracji Bidena okazała się niemal niewyobrażalnie skuteczna – dla Donalda Trumpa, któremu umożliwiła kandydowanie na prezydenta jako przedstawiciel – choć kłamliwej – powściągliwości polityki zagranicznej. Niezbędna jest obecnie głęboka i wnikliwa debata na temat podejścia Partii Demokratycznej do spraw zagranicznych.

Od drugiej wojny światowej rzadko kiedy pojawiała się znacząca różnica między Demokraci i Republikanie o polityce zagranicznej. Najbardziej znacząca rozbieżność dotyczy okresu ostrego sprzeciwu wobec wojny w Wietnamie (zapoczątkowanego przez administrację Demokratów) i Watergate. Trwało to jednak zaledwie dekadę.

Po zakończeniu zimnej wojny Demokraci całym sercem przyjęli „Doktryna Wolfowitza”, zgodnie z którym USA powinny dążyć do bycia hegemonem nie tylko na świecie jako całości, ale w każdym regionie świata: w efekcie rozszerzenie doktryny Monroe na całą planetę. Barack Obama próbował, w ograniczonym stopniu, przeciwstawić się temu, ale był w dużej mierze sfrustrowany przez amerykański establishment ds. spraw zagranicznych i bezpieczeństwa – tzw. „Blob”.

Czy Demokratom uda się wyrwać z uścisku Bloba? Gdyby kierowali się amerykańską opinią publiczną, powinno to być dla nich łatwe. Według niedawnego głosowaniejedynie 56% Amerykanów uważa, że ​​Stany Zjednoczone powinny odgrywać aktywną rolę w sprawach światowych – jest to najniższy poziom odnotowany od zakończenia wojny w Wietnamie. Tylko jedna trzecia Amerykanów ogółem i tylko mniejszość Demokratów uważa, że ​​szerzenie praw człowieka i obrona innych narodów to ważne cele. Zdecydowana większość obu partii przedkłada wydatki krajowe nad zobowiązania zagraniczne.

I rzeczywiście, odpowiadając na te nastroje społeczne, Biden w 2020 r. kandydował na slogan „Polityka zagraniczna dla klasy średniej”. Bardzo szybko dołączyło to do złożonej w 2000 roku przez George’a Busha obietnicy prowadzenia bardziej skromnej i powściągliwej polityki zagranicznej na śmietnik historii, a Biden cytując Madeleine Albright, sekretarz stanu Billa Clintona, o Ameryce jako „narodzie niezastąpionym”.

Nowe podejście Partii Demokratycznej muszą kształtować trzy nadrzędne zasady. Po pierwsze, polityka USA musi nadać priorytet wspólnym zagrożeniom dla ludzkości, wśród których na pierwszym miejscu znajdą się zmiany klimatyczne i współpraca międzynarodowa w celu zaradzenia tym zagrożeniom. Po drugie, aby osiągnąć taką współpracę, Stany Zjednoczone muszą porzucić swoją mesjańską strategię szerzenia „demokracji” za pomocą amerykańskiej potęgi, która w praktyce stała się niczym więcej niż środkiem osłabiania rywalizujących państw.

Zamiast tego powinna powrócić do polegania na sile demokratycznego przykładu Stanów Zjednoczonych – jeśli rzeczywiście uda się ten przykład odnowić. Przecież istnieje pewna sprzeczność w tym, że Demokraci nazywają nowego prezydenta USA faszystowskim niedoszłym dyktatorem wybranym przez większość niepiśmiennych bigotów i namawiają resztę świata, aby przyjęła system amerykański.

Po trzecie, Stany Zjednoczone muszą wycofać się z dążenia do dominacji w każdym regionie świata i zamiast tego przyjąć ograniczoną i realistyczną strategię obrony pozycji Ameryki na arenie światowej jako całości. W Europie oznacza to akceptację porozumienia pokojowego z Rosją (jeśli Trumpowi uda się je osiągnąć), rezygnację z ekspansji NATO i przeniesienie głównej odpowiedzialności za bezpieczeństwo europejskie na Europejczyków, przy czym armia amerykańska będzie jedynie ostatecznym zabezpieczeniem.

Na Dalekim Wschodzie oznacza to wyciągnięcie wniosków z porażki rosyjskiej floty czarnomorskiej za pomocą lądowych rakiet i dronów oraz uznanie, że amerykańska marynarka wojenna wkrótce nie będzie w stanie pokonać Chin blisko ich wybrzeży – choć z drugiej strony pozostaje to całkowicie zdolna do utrzymania dominacji Stanów Zjednoczonych w oceanach świata. Oznacza to, że USA będą musiały to zrobić udział władzę z Chinami i zobowiąże się do ponownego zjednoczenia Chin i Tajwanu, aczkolwiek dopiero w odległej przyszłości.

Wreszcie jest Izrael i Bliski Wschód. Partia postępowa zabiegająca o głosy młodych nie może odnieść sukcesu bez choćby odrobiny idealizmu. Widok administracji Demokratów wspierającej masowe morderstwa i czystki etniczne za granicą, jednocześnie bijącej się w kluby, aresztującej i wydalającej amerykańskich studentów protestujących przeciwko tym zbrodniom, nie przekona młodych Amerykanów o idealistycznych poglądach do głosowania na Demokratów. To, co zrobi i czego dokonała, to przekonanie jeszcze większej liczby z nich, aby zrobiła to, co wielu już zrobiło: pozostało w domu w nastroju odrażającej pogardy dla całego amerykańskiego systemu politycznego. Partia Demokratyczna powinna przynajmniej powrócić do polityki poprzednich administracji USA w zakresie wyznaczania granic izraelskiej agresji.

Takie zmiany w podejściu do świata byłyby dla Demokratów niezwykle bolesne i trudne, jednak pogłębiający się kryzys zachodnich demokracji wymaga radykalnego nowego myślenia. A jeśli porażka wyborcza tego wstrząsu nie skłoni Demokratów do ponownego przemyślenia niektórych ze swoich podstawowych polityk, to nic tego nie zrobi.

Source link