Nawoływania do ochrony przemysłowej siły Ameryki odbiły się echem w USA przynajmniej od czasu, gdy niezależny kandydat na prezydenta Ross Perot poruszył rzekomego „giganta” ssący dźwięk” przyciągniętych stanowisk pracy Meksyk na mocy umowy handlowej Nafta z 1993 r.
Rozkwitły pod Donalda Trumpapierwszą prezydenturę i jego obietnicę przywrócić miejsca pracy przegrał z umowami handlowymi. Joe Bidenatakże w centrum swojego programu umieścił „odbudowę kręgosłupa Ameryki: produkcji, związków zawodowych i klasy średniej”. A w 2024 roku Trump ponownie podtrzymał swoją starą obietnicę, że „miejsca pracy i fabryki z hukiem wrócą do naszego kraju”.
Kask i zatłuszczony kombinezon mają niezaprzeczalny urok; do potu na czole twardych mężczyzn na plakatach w stylu vintage; z powodu ciężkiego dnia pracy na linii produkcyjnej. Jednak amerykańska klasa polityczna dobrze by zrobiła, gdyby przezwyciężyła tęsknotę za przeszłością i zapomniała o obietnicach przywrócenia wspaniałej produkcji.
Obietnice nie mają większego sensu.
Tak naprawdę nie pracowali politycznie. Jedno z badań wykazało, że utrata miejsc pracy w dużych powiatach produkcyjnych nie naciskał na wyborców wobec Trumpa średnio w 2016 r. (Chociaż doprowadziły one do zwiększonego poparcia dla Republikanów na obszarach przeważnie białych, wiązały się ze zmniejszeniem poparcia w różnych hrabstwach). I pomimo usilnych wysiłków Bidena, w 2024 r. na Trumpa głosowały nawet hrabstwa należące do pasa rdzy, które obficie skorzystały z jego zachęt do wspierania produkcji.
Jeśli polityka nie zadziała, wysiłki na rzecz „przywrócenia” produkcji – która zapewnia niecałe 8% miejsc pracy w kraju – będą jeszcze mniej sensowne z ekonomicznego punktu widzenia. Jest to równie rozsądne, jak zobowiązanie do przywrócenia rolnictwa, które zatrudnia mniej niż 2% Amerykanów – do miejsca, które w XIX wieku zajmowało w centrum amerykańskiej gospodarki.
Nakładanie ceł na import, preferowane narzędzie polityki Trumpa, jest szczególnie nieudolnym podejściem. Ponad połowę amerykańskiego importu stanowią w rzeczywistości wyposażenie kapitałowe i dobra pośrednie, które amerykańscy producenci wkładają w gotowe produkty, często na eksport. Około 91% respondentów ankieta przez Krajowe Stowarzyszenie Producentów stwierdziło, że używa importowanych komponentów. Podnosząc ceny takich środków produkcji, cła powodują, że krajowe firmy stają się mniej konkurencyjne. Na przykład stal jest droższa w Stanach Zjednoczonych niż praktycznie gdziekolwiek indziejco utrudnia życie każdemu producentowi, który tego używa.
Choć strategia administracji Bidena nie była aż tak głupia, to jednak była nieskuteczna. Rzeczywiście, pomimo całej pomocy Białego Domu, produkcja przemysłowa nie powróciła do poziomu sprzed pandemii Covid. Pozostaje mniej więcej na tym samym poziomie, co 20 lat temu. A miejsca pracy w przemyśle nie wykazują oznak ożywienia.
Jednym z problemów jest to, że wielomiliardowe wydatki Bidena na politykę przemysłową – poprzez ustawę o ograniczaniu inflacji, ustawę o chipach i nauce oraz ustawę o inwestycjach infrastrukturalnych i miejscach pracy – spowodowały, że produkcja stała się droższa, podnosząc koszty dóbr kapitałowych i innych czynników produkcji, takich jak materiały i płace pracowników fabryk, a także podnosząc stopy procentowe i dolara. Co więcej, Biden usztywnił niektóre bariery handlowe odziedziczone po pierwszej administracji Trumpa, na przykład zaostrzając zasady zamówień rządowych „Kup Amerykę”.
Podczas gdy budowa fabryk przeżywała rozkwit, inwestycje w sprzęt przemysłowy nie. Co więcej, według szacunków realne wydatki na inne elementy infrastruktury, takie jak mosty i autostrady, spadły pomimo ogromnego zastrzyku dolarów federalnych analiza Jasona Furmana z Harvard Kennedy School. A budowa zakładów produkcyjnych zakończyła się fiaskiem pod rządami Trumpa.
Jednakże spadek produkcji nie jest opowieścią o błędach politycznych, ale raczej o długim postępie przemysłu Gospodarka USAktóra w dużej mierze przestała produkować takie rzeczy, jak telefony i samochody, i zajęła się świadczeniem usług, takich jak finanse i opieka zdrowotna – proces podobny do tego, który zastosowały inne kraje, które wspięły się po drabinie sukcesu.
Znaleziono jedno badanie że liczba firm produkcyjnych w USA spadła o 21% w ciągu dwóch dekad od 2002 do 2022 r., mimo że ogólna liczba firm w kraju wzrosła o 10%. Jedynym sektorem przemysłu, który odnotował znaczny wzrost liczby firm i miejsc pracy, był sektor napojów i wyrobów tytoniowych – w dużej mierze wskutek mody na modne napoje, takie jak kombucha w puszkach i fantazyjna woda gazowana.
Przez wiele lat przemysł amerykański charakteryzował się szybkim wzrostem produktywności, co napędzało wzrost produkcji pomimo stabilnego lub spadającego zatrudnienia. Jednak wzrost produktywności w sektorze produkcyjnym zatrzymał się około 15 lat temu, mimo że produktywność w całej gospodarce stale się poprawiała.
Istnieją uzasadnione argumenty za tym, aby naród taki jak Stany Zjednoczone wspierał niektóre gałęzie przemysłu wytwórczego – zwłaszcza te, które okażą się ważne dla bezpieczeństwa narodowego, takie jak zaawansowane półprzewodniki lub zaawansowane technologie energetyczne potrzebne do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych.
Jednak liczne kampanie, które Waszyngton podejmował przez lata, aby przywrócić przemysłowi obraz dawnej świetności, są w dużej mierze napędzane przez niewłaściwie ulokowaną nostalgię. Prawdą jest, że pracownicy produkcyjni zarabiają średnio więcej niż ci zatrudnieni w gospodarce usługowej. Jest to jednak argument przemawiający za polityką mającą na celu podniesienie wynagrodzeń nisko opłacanych pracowników sektora usług. Marzenie o zatłuszczonych kombinezonach i kaskach nie usprawiedliwia polityki protekcjonistycznej, która szkodzi amerykańskim konsumentom, ani innych marnotrawnych zachęt, które nie generują ani miejsc pracy, ani nie produkują niczego wartościowego.


















