TPierwsza i druga kadencja Rumpa naznaczona była ogromnymi protestami, od Marszu Kobiet w 2017 r., przez protesty na rzecz sprawiedliwości rasowej po morderstwie George’a Floyda, aż po tegoroczne demonstracje No Kings. Ale jak skuteczny czy jest to rodzaj działania zbiorowego?
Według historyków i politologów zajmujących się protestem: bardzo. Od emancypacji po prawo wyborcze kobiet, od praw obywatelskich po Black Lives Matter – ruch masowy ukształtował łuk historii Ameryki. Protest doprowadziło do przyjęcia przepisów, które przyznały kobietom prawo do głosowania, zakazały segregacji i zalegalizowały małżeństwa osób tej samej płci. Wywołało to także zmiany kulturowe w sposobie, w jaki Amerykanie postrzegają takie kwestie, jak autonomia cielesna, nierówność ekonomiczna i uprzedzenia rasowe.
Ale jak w przypadku każdego narzędzia, istnieją sposoby na zaostrzenie i stępienie siły protestu. Oto, co dziesięciolecia badań mówią nam o tym, co protest może, a czego nie może zrobić.
Protesty mogą wpłynąć na wybory
Kiedy Carmen Perez-Jordan po raz pierwszy została poproszona o zorganizowanie ogólnokrajowego protestu na rzecz praw kobiet po pierwszym zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich, nie spodziewała się, że stanie się to największym jednodniowym protestem w historii Ameryki. 21 stycznia 2017 r. na ulice Waszyngtonu wyszło ponad 500 000 demonstrantów, a aż 4 miliony wzięło udział w powiązanych demonstracjach w całym kraju.
Patrząc wstecz, Perez-Jordan mówi, że Marsz Kobiet po raz pierwszy zaangażował miliony ludzi w aktywizm, zainspirował inne ruchy, takie jak #MeToo, i popchnął ludzi do spojrzenia na problemy kobiet wykraczające poza prawa reprodukcyjne. „To niewątpliwie miało wpływ” – powiedział Perez-Jordan. „Marsz Kobiet udowodnił, że miliony powstaną, gdy stawką będą demokracja i prawa człowieka”.
Badania potwierdzają, że Marsz Kobiet zapoczątkował wymierne zmiany. W szczególności bezpośrednio skłoniło bezprecedensowy wzrost liczby kandydatek na stanowiska wybieralneczemu uczeni przypisują czując się upoważnieni do zwrócenia uwagi na kwestie, które w przeszłości były ignorowane. W półroczu 2018 r. w wyścigach kongresowych wzięło udział ponad 500 kobietco oznacza niemal dwukrotny wzrost w stosunku do roku 2016.
Protest zmienił także wyniki wyborów. Według jedno badanieW regionach, w których protesty miały wyższą frekwencję, na szczeblu okręgów odnotowano pozytywne zmiany w liczbie głosów na kandydatów Demokratów. Inny pokazało, że wyborcy byli bardziej skłonni wspierać kobiety i kandydatów kolorowych ze względu na wzmacniający efekt protestu.
I nie tylko po lewej stronie widać ten trend. Z tego samego powodu miejscowości, które odnotowały większy udział w protestach Partii Herbacianej w 2009 r., były również świadkami większego wsparcia Republikanów w połowie kadencji w 2010 r., jedno badanie znajdzie. To pokazuje, jak ogromny wpływ może mieć pojedynczy protestujący – twierdzą autorzy badania. Dzieje się tak dlatego, że posiadanie o jednego uczestnika więcej na wiecach demonstracyjnych zapewnia większe poparcie dla sprawy politycznej niż zdobycie o jeden głos więcej podczas wyborów.
Według często cytowanego Zasada 3,5%.jeśli 3,5% populacji zaprotestuje przeciwko reżimowi, reżim upadnie. Opracowana przez politologów Ericę Chenoweth i Marię Stephan, które badały kampanie oporu obywatelskiego od 1900 do 2006 roku, reguła ta spotkała się ostatnio z ponownym zainteresowaniem w kręgach lewicowych, zwłaszcza że protesty No Kings przyciągnęły historyczną liczbę.
„Rozumiem, dlaczego ludzi to przyciąga” – powiedziała Chenoweth w jednym z odcinków podcastu You Are Not So Smart na początku tego roku. „Wygląda jak liczba magiczna, wygląda jak liczba, która daje ludziom pewność i gwarancję. A przy tym jest to liczba zaskakująco skromna.”
Według Chenowetha liczba ta odnosi się do udziału szczytowego, a nie skumulowanego. Mówi również, że 3,5% nie jest wartością bezwzględną – jej zdaniem nawet kampanie pokojowe mogą odnieść sukces przy mniejszym udziale Aktualizacja 2020 do reguły.
Protesty sprzyjają zaangażowaniu obywatelskiemu przez całe życie
Badania pokazują, że pęd zaczyna się od pierwszego protestu. Obywatele biorący udział w jednej demonstracji są bardziej skłonni do wzięcia udziału w drugiej.
Na przykładprotestujący, którzy wzięli udział w Lacie Wolności w 1964 r. – ruchu mającym na celu rejestrację czarnych wyborców w Mississippi w okresie ruchu na rzecz praw obywatelskich – byli bardziej skłonni do angażowania się w aktywizm w ciągu swojego życia niż ci, którzy zamierzali przyłączyć się do protestu, ale ostatecznie tego nie zrobili.
„Mówi nam to, że wpływ protestów zależy bardziej od działań niż od zamiarów” – powiedział Jeremy Pressman, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Connecticut. „Jest coś w byciu w tym miejscu, co uczy cię pewnego zestawu umiejętności i sprawia, że czujesz się komfortowo w tym otoczeniu”.
Z tego powodu protesty mogą budować koalicje i sieci, które można wezwać do przyszłych walk. Pressman nazywa to „sukcesem organizacyjnym” i twierdzi, że można go zmierzyć wzrostem liczby członków organizacji, finansowaniem, a nawet uwagą mediów. „Mogłeś ponieść porażkę w polityce, ponieważ nie przyjęli prawa, ale ta kampania mogła doprowadzić do podwojenia rozmiaru Twojej organizacji, dzięki czemu będziesz lepiej przygotowana i potężniejsza do następnej walki” – powiedział.
Naukowcy twierdzą, że dynamika ta może być szczególnie istotna w mniejszych miastach i zwartych społecznościach, gdzie ludzie mogą obawiać się wyrażania opinii sprzecznej ze zdrowym rozsądkiem. Na przykład w hrabstwie popierającym Trumpa osoba może nie czuć się komfortowo wyrażając stanowisko uważane za postępowe, twierdzi Omar Wasow, adiunkt nauk politycznych na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Jeśli jednak ta sama osoba zobaczy protest przeciwko Trumpowi, może poczuć się zachęcona myślą, że ma sąsiadów, którzy widzą sprawy tak jak oni. „Dzięki temu wiem, że nie jestem sam” – powiedział.
Brak przemocy jest kluczem
Wielokrotnie wykazano, że jedna strategia protestowania jest najskuteczniejsza w USA: niestosowanie przemocy.
Przełomowym tego przykładem jest ruch na rzecz praw obywatelskich, powiedział Robb Willer, profesor socjologii na Uniwersytecie Stanforda. Od odmowy wejścia do autobusu podczas bojkotu autobusów w Montgomery, przez odmowę opuszczenia stanowiska z lunchem przeznaczonego wyłącznie dla białych w Greensboro w Karolinie Północnej, po maszerowanie po miastach w całym kraju – działacze na rzecz praw obywatelskich wykazali się „niezwykłą dyscypliną”, jeśli chodzi o utrzymywanie taktyki pokojowej – stwierdził.
Łącznie te strategie protestu zmierzają do stworzenia ruchu współczucia, który z większym prawdopodobieństwem wpłynie na opinię publiczną, badania pokazują.
W kontekście praw obywatelskich zdolność ruchu do wywoływania przemocy ze strony przeciwników – jak na przykład w 1965 r., kiedy uzbrojona policja brutalnie zaatakowała pokojowych demonstrantów przechodzących przez most Edmunda Pettusa w Selma w stanie Alabama – jedynie zwiększone poparcie społeczne dla tej sprawy. „Kiedy państwo jest postrzegane jako podmiot nadmiernie używający siły, zwykle spotyka się to z bardzo życzliwym przyjęciem i budzi niepokój” – wyjaśnił Wasow.
W ten sam sposób protesty wykorzystujące taktykę przemocy zwykle tracą poparcie społeczeństwa, nawet jeśli w zamieszki zaangażowana jest tylko mniejszość i nawet jeśli dana sprawa jest postrzegana z innego powodu przychylnie. Tak było w przypadku antyrasistowskich kontrdemonstracji, które miały miejsce w odpowiedzi na kampanię w 2017 r Zjednocz prawicę na wiecu w Charlottesville w Wirginii. Chociaż to biały nacjonalistyczny demonstrant przedarł się przez tłum i zabił jedną kobietę, nagrania kontrmanifestantów rzucających przedmiotami i bójek na ulicach obniżyły ich szacunek publiczny.
Inne taktyki, które niekoniecznie są brutalne, ale mimo wszystko destrukcyjne – takie jak niszczenie mienia, podpalanie lub zamykanie autostrad międzystanowych – mogą mieć podobny skutek – wyjaśnił Willer. „Ludzie bardzo negatywnie reagują na taktyki protestu, które uważają za ryzykowne dla ludzi” – stwierdził.
Protesty pomagają ludziom poczuć się bardziej skutecznymi i pełnymi nadziei we własnym życiu
Chociaż zmiany legislacyjne i budowanie ruchu są ważnymi wskaźnikami wpływu, innym sposobem oceny sukcesu jest rozważenie, w jaki sposób demonstracja wpływa na życie jej uczestników. W tym sensie, jak twierdzi Pressman, „ważne jest poszerzenie zakresu tego, jak wygląda sukces i porażka” poprzez mierzenie sukcesu poza ustawodawstwem.
Po pierwsze, protestowanie może poprawić samopoczucie emocjonalne.
Badania pokazuje na przykład, że ludzie, którzy w latach 80. i 90. XX w. byli częścią ruchu Act Up mającego na celu podnoszenie świadomości na temat HIV-AIDS i domaganie się badań nad nim, nadal czuli się docenieni, mimo że po latach uczestniczyli w tak wpływowym ruchu. „Zmieniło to tożsamość i kontekst emocjonalny, w jakim niektórzy protestujący protestowali” – powiedział Pressman.
Jednak przejście do tych ram wymaga mniejszego myślenia o tym, jak protesty mogą kształtować strategię polityczną, a większego skupienia się na tym, czy uczestnicy ruchu czują się skuteczni, pełni nadziei i jakby byli częścią większej społeczności. Wasow powiedział: „Ważne jest, aby nie skupiać się tak na szerszych konsekwencjach, że stracimy z oczu protest jako sposób na utrzymanie swojej sprawczości”.
Jest to również kluczowe, ponieważ protesty rzadko z dnia na dzień podżegają do zmian politycznych lub kulturowych. Często tempo ich oddziaływania jest znacznie bardziej stopniowe. Z tego powodu spojrzenie na nie przez pryzmat historii – kiedy ruchy można rozpatrywać w kategoriach lat, a nawet dziesięcioleci – jest pomocnym sposobem docenienia namacalnego efektu wyjścia na ulice.
„Protesty często mają subtelny efekt kaskadowy” – powiedział Wasow. „To są długotrwałe walki”.


















