Powiedz mi, co jeszcze powinienem był zrobić?
Czyż wszystko nie umiera w końcu i to zbyt wcześnie?
Powiedz mi, co planujesz zrobić
ze swoim jedynym dzikim i cennym życiem?
Wewnętrzna pisarka zdumiewa się, jak Mary Oliver, poetka nagrodzona nagrodą Pulitzera, tak trafnie oddaje pytanie będące sednem wielu moich rozmów z pacjentami. Młodzi i starzy, uleczalni i nieuleczalni, w remisji i na krawędzi śmierci; każdy nowotwór jest tak inny, jak jego leczenie. Ale oczywiście to, co kryje się pod zawiłymi dyskusjami medycznymi, to poszukiwanie sensu.
Mówiony czy nie, każdy pacjent godzi się z wielkimi pytaniami. Co ta diagnoza oznacza dla mnie? Jak mam myśleć o reszcie mojego życia? Co się liczy?
Grudzień jest dla mnie miesiącem nieco niespokojnym. Gdy rok dobiega końca i pojawiają się światełka i bombki, modlę się, aby moi zdrowi pacjenci pozostali zdrowi, chorzy, aby przeżyli święta, a moi aktywnie umierający pacjenci, aby uniknęli śmierci w okolicach Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Niezależnie od tego, czy ludzie upamiętniają te okazje, jest coś bardziej niesprawiedliwego w utracie kogoś, gdy większość świata ma przerwę.
Pacjenci również niepokoją się, że ich świadczeniodawcy mogą być na urlopie – chociaż czasami nie mogę powstrzymać się od myśli, że pomimo naszych największych wysiłków organizm ma swój własny sposób marszu we własnym rytmie.
Dawno, dawno temu w szpitalach odbywały się nabożeństwa żałobne za zmarłych. Podczas mojej pierwszej służby obawiałem się, że stanę się „twarzą” porażki. Ale kiedy krewni spotykali się i wspominali dostawców, poczułem, że obejmuje mnie wspólne człowieczeństwo. To mogła być najmilsza rzecz, jaką zrobiliśmy, aby złagodzić nasz smutek; niestety, kiedy opieka zdrowotna staje się biznesem, takie wydarzenia stają się historią.
Jeśli pracujesz w jakimkolwiek szpitalu, zwłaszcza w ośrodku onkologicznym, każdy rok jest okazją do podsumowania własnego życia.
Oto trzy rzeczy, których nauczyli mnie moi pacjenci w tym roku.
W przebaczeniu kryje się pokój
Na początku tego roku przedwcześnie straciłam pacjenta. Wymagania związane z chorobą nadwyrężyły jej rozpadające się małżeństwo, a potem musiała pogodzić śmierć i rozwód. Obserwując ją, jak zajmuje się setką praktycznych spraw, często czułem się w jej imieniu oszukany. Ale nawet w zaciszu naszych konsultacji nie miała złego słowa na innych. Kiedy oceniałem jej wysiłki jako nadludzkie, uśmiechała się i mówiła, że wyświadcza sobie przysługę. W przebaczeniu kryje się spokój – postaram się zapamiętać tę radę.
Wytrwałość jest osiągalna
Moi pacjenci poddają się licznym badaniom i tomografii, czasem nawet kilka razy dziennie. Grożą im nieoczekiwane przełożenia, odwołania i ciągła niepewność. Żona pacjenta ze łzami w oczach opowiadała, że pomimo postępu medycyny najczęściej słyszeli słowa: „poczekamy, zobaczymy”.
Męstwo definiuje się jako odwagę okazaną przez długi okres trudności. Myślę, że jest to charakterystyczny element bycia pacjentem chorym na raka, wykazywany nawet przez tych, którzy nie uważają, że są do tego zdolni. Wśród moich pacjentów widzę najgorszą biedę, niekorzystną sytuację i potrzebę. A jednak pojawiają się i kontynuują.
Świadczyć o ich postawie oznacza spojrzeć na swoje życie z odpowiedniej perspektywy.
po promocji w newsletterze
Okazuj łaskę pod presją
Żaden pacjent chory na raka nie pozostaje bez leczenia. Od problemów związanych z wyglądem i wytrzymałością po prywatne cierpienia wynikające z dysfunkcji seksualnych, nietrzymania moczu i napięcia psychicznego – pacjenci chorzy na raka mają wiele powodów do niewdzięczności. Dlatego zawsze z pokorą zauważam źródło łaski, które wypływa od moich pacjentów. Noszą się z wrodzoną godnością i opanowaniem, które, szczerze mówiąc, nie zawsze są widoczne u innych, którzy mają więcej szczęścia.
Tak, czasami tracą panowanie nad sobą, molestują dostawców, podejmują wątpliwe decyzje i dodają nowej wigoru określeniu „załamany pacjent”, ale w zasadzie są w mniejszości. Zawsze uważałem, że ośrodki onkologiczne są miejscami pokory i człowieczeństwa. Jeśli się przyjrzysz, znalezienie inspiracji nie będzie trudne.
Na koniec słowo dla bliskich, dla których w tym czasie może pojawić się żal.
Kiedy pisałam ten artykuł, zadzwonił do mnie mąż drogiej pacjentki, który powiedział, że wydała ostatnie tchnienie w chwili, gdy spotykał się z ich przyjaciółmi.
Przypomniałem sobie jej przymioty i zwróciłem uwagę na jego oddanie. Na to powiedział to, co wszyscy: „Panie doktorze, ja tylko robiłem, co do mnie należało”.
Błędem byłoby jednak zapomnieć o miłości, oddaniu i czystym bohaterstwie bliskich, którzy zostali opiekunami. Zbyt często my, lekarze, nie doceniamy Twojego wkładu lub, co gorsza, ignorujemy Twój wkład. Możemy zrobić lepiej.


















