Dupadek onalda Trumpa, po dniach eskalacji, podczas których nie chciał wykluczyć a atak wojskowy mający na celu aneksję Grenlandiibyło spektakularne. W swoim przemówieniu w Davos Trump powtórzył swoje pragnienie posiadania Grenlandii, twierdząc, że nie można bronić tego, czego się nie posiada, po czym oznajmił, że nie podbije wyspy arktycznej siłą. Kilka godzin później stwierdził, że osiągnął bliżej nieokreślone porozumienie w sprawie Grenlandii i w związku z tym powstrzyma się od nałożenia dodatkowych ceł na te kraje europejskie, które miały czelność uczestniczyć we wspólnych ćwiczeniach wojskowych na Grenlandii na zaproszenie Danii.

Nie znamy szczegółów porozumienia ramowego osiągniętego przez Trumpa i sekretarza generalnego NATO Marka Rutte, ani tego, czy ma ono jakąkolwiek wagę, biorąc pod uwagę niestałość amerykańskiego prezydenta. Ale wygląda na to, że umowa choć otwarty na dyskusję na temat bezpieczeństwa Arktyki, praw do złóż minerałów, a być może nawet suwerenności baz amerykańskich, zachowuje suwerenność Grenlandii na terenie Królestwa Danii. Krótko mówiąc, był to niezwykły zwrot.

Istnieje kilka możliwych wyjaśnień tego odwrócenia. Dyskomfort wśród Republikanów i społeczeństwa amerykańskiego w związku z perspektywą ataku na sojusznika NATO, zawirowania na światowych rynkach i pochlebstwo Rutte’a są możliwe. Naciski wewnętrzne w USA mogły odegrać pewną rolę, ale nie były jeszcze na tyle silne, aby w pełni wyjaśnić nagły zwrot sytuacji.

Trump z pewnością docenia służalczość Rutte’a, ale jest mało prawdopodobne, że odwiodło go to od ambicji pozostawienia po sobie śladu jako pierwszy prezydent, który rozszerzył terytorium USA od końca lat pięćdziesiątych. Bardziej przekonującym wyjaśnieniem jest spadek rynków. To nie pierwszy raz: nagłe wycofanie się Trumpa z handlu po jego bombastyczny „dzień wyzwolenia” zeszłej wiosny zbiegło się w czasie z załamaniem rynku i odmową ustąpienia Chin, gotowych wziąć odwet w wojnie handlowej.

Jednak rynki nie przejmują się tym, czy Grenlandia należy do Danii, czy USA, ani nie śpią z powodu naruszeń prawa międzynarodowego. Gdy Trump zaatakował Wenezuelę nawet nie zabiegając o uchwałę Rady Bezpieczeństwa ONZ, reakcja rynku była stłumiona. Rynkami nie wstrząsnęła także sytuacja, gdy wkrótce potem Stany Zjednoczone zagroziły Iranowi kolejną wojną.

Rynki tym razem zareagowały negatywnie, podobnie jak wiosną 2025 r., ponieważ Europa zasygnalizował, że po raz kolejny nie będzie to popychanie.

Wszyscy wiedzą, że Europa nie ma takich samych kart jak Chiny w swoich kontaktach z USA i że Stany Zjednoczone mogą zaszkodzić Europie bardziej niż na odwrót. Ale Europa ma pewien wpływ. Nawet wzmianka o jego zastosowaniu, otwierając tym samym ponownie perspektywę wojny handlowej, wywoływała dreszcze na rynkach, zmuszając Trumpa do wycofania się znad krawędzi.

Lekcja dla Europejczyków jest jasna. Przez rok próbowali udobruchać, uwieść i uspokoić Trumpa. Zaproponowali mu akty urodzenia w złoconych ramachzłamał protokół, aby wysłać zaproszenia królewskie, grał z nim w golfa i wysyłał pochlebne SMS-y. Zaakceptowali okropną umowę handlową i zgodził się podnieść wydatki na obronę do 5% PKB, wiedząc, że wiele krajów nigdy nie osiągnie tego celu. Zrobili to, aby zyskać na czasie, mając nadzieję, że nakłonią Trumpa, aby stanął po ich stronie w sprawie Ukrainy i nadal angażował się w bezpieczeństwo europejskie.

Ale Trump upokarza Ukraińców i kpi z Europejczyków, uparcie odmawiając wywierania jakiejkolwiek presji na Władimira Putina. Tak, USA nadal sprzedają broń Europejczykom, którzy następnie przesyłają ją na Ukrainę. Niedawno otworzyła ona drzwi do zapewnienia Kijowowi gwarancji bezpieczeństwa w scenariuszu powojennym. Jednak wsparcie wojskowe USA dla Ukrainy zmalało, a wszelkie gwarancje bezpieczeństwa mają charakter hipotetyczny, biorąc pod uwagę, że nie widać zawieszenia broni.

Co więcej, jaka jest wartość jakiejkolwiek umowy podpisanej z Trumpem, jeśli w każdej chwili może ją zerwać, co pokazał już w handlu? Europejczycy milcząco tolerowano nielegalnej wojny Trumpa z Iranem i nie były jednoznaczne co do jego równie nielegalnego ataku na Wenezuelę. W zamian otrzymali groźbę aneksji Grenlandii. Stwierdzając to w Davos, amerykański prezydent nie mógł być bardziej szczery nikt nie broni tego, czego nie posiada. Jeśli ktokolwiek nadal miał jakiekolwiek wątpliwości co do jego zaangażowania w NATO, nie było wątpliwości artykuł 5 dotyczący obrony zbiorowej, wyrzucony przez okno.

Europejski rok przyklęknięcia okazał się spektakularną porażką. Ale coś się zmienia. Europejczycy obstawali przy swoim Grenlandia. Europejscy przywódcy indywidualnie i zbiorowo wyrazili solidarność z Danią i poparli jej suwerenność. Grupa krajów europejskich wysłała wojska na Grenlandię na wspólne ćwiczenia wojskowe. Większość krajów UE, z wyjątkiem Węgier i Bułgarii, odrzuciła „radę pokoju” Trumpa.

Parlament Europejski zawiesił ratyfikację umowy handlowej UE-USA w sprawie ceł, a instytucje UE rozpoczęły debatę nad możliwymi środkami odwetowymi w przypadku kontynuowania przez USA przymusu gospodarczego. Należą do nich kontrtaryfy o wartości nieco poniżej 100 mld euro oraz wykorzystanie najpotężniejszej broni handlowej UE, instrumentu przeciw przymusowi, do ograniczenia dostępu do europejskiego jednolitego rynku lub nałożenia innych środków mających na celu ograniczenie możliwości inwestowania amerykańskich firm w Europie.

Wszystko to pozostaje hipotetyczne, biorąc pod uwagę gwałtowny spadek w USA. Nie możemy mieć pewności, czy UE będzie na tyle wytrzymała, by przetrwać, gdyby rzeczywiście doszło do nasilenia amerykańskiego przymusu gospodarczego. Jest też wysoce prawdopodobne, że gdyby UE podjęła działania odwetowe, czyniłaby to stopniowo, szukając konsensusu i zawsze oferując ustępstwa. Innymi słowy, UE nadal będzie działać w sposób typowo europejski.

Ale lekcja, którą Europejczycy powinni wyciągnąć z najnowszego odcinka programu Trumpa, jest taka, że ​​stanowczość, którą wstępnie okazali, działa znacznie lepiej niż podporządkowanie, którego próbowali przez ostatni rok. Temperatura została obniżona, istnieje zatem ryzyko, że europejscy przywódcy powrócą do swojej strefy komfortu, czyli tchórzostwa i bierności. Ale spokój nie potrwa długo, a kiedy wybuchnie kolejny kryzys transatlantycki, powinni pamiętać, że Trump, jak każdy siłacz, rozumie siłę i tylko siłę.

Source link