A wiele może się wydarzyć przez 12 lat. Jeśli jesteś Mikaelą Shiffrin, jako nastolatka możesz zostać najmłodsza osoba w historii, która wygrała slalom olimpijskizdobądź jeszcze kilka medali na następnych igrzyskach olimpijskich, zostań najbardziej utytułowany narciarz Pucharu Świata wszechczasów z rekordowymi 108 zwycięstwami, rozegraj 10 kolejnych wyścigów olimpijskich z rzędu w ciągu trzech Zimowych Igrzysk bez stania na podium, pokonaj dwie największe kraksy w swojej karierze i kolejne bitwy z zwątpieniem, zespołem stresu pourazowego i utratą zaufania do własnej jazdy na nartach, a potem zatoczyć koło z drugim złotem olimpijskim w slalomie.

Możesz też stracić tatę.

Shiffrin, przez wielu uważana za najlepszą narciarkę alpejską w historii, w środę pod poszarpanymi wapiennymi szczytami nad Cortina d’Ampezzo zatoczyła pełne koło, wygrywając swój popisowy wyścig o 1,50 sekundy – to wieczność w slalomie i największa przewaga zwycięstwa we wszystkich olimpijskich zawodach w narciarstwie alpejskim od prawie trzech dekad – do końca ośmioletnia susza medalowa to zaczęło przeważać nad rozmową. W 2014 roku, w wieku 18 lat, została najmłodszą Amerykanką w historii, która zdobyła złoto olimpijskie w narciarstwie alpejskim. Teraz, w 2026 r., będzie najstarszą osobą – ma 30 lat.

Sport uwielbia takie czyste i uporządkowane narracje. Historia od cudownego nastolatka do weterana mistrza. Czysta linia z Soczi do Cortiny. Ale smutek nigdy nie jest czysty. Gdy po środowej sesji emocje opadły, zamyślona Shiffrin opisała, jak zdobyła swoje pierwsze złoto olimpijskie od śmierć ojca w 2020 roku nie miałem ochoty na kontynuację, ale na rozpoczęcie od nowa.

„Wszystko, co robisz w życiu po stracie osoby, którą kochasz, jest jak nowe doświadczenie” – powiedziała. „To jakby narodzić się na nowo. Wciąż mam tak wiele chwil, w których się temu opieram.

„Nie chcę żyć bez taty. Być może dzisiaj po raz pierwszy mogłam zaakceptować to jak rzeczywistość. Zamiast myśleć, że będę żyć w tej chwili bez niego, znaleźć chwilę, aby z nim pobyć w milczeniu. To było po prostu trochę bardziej duchowe niż zwykle, ale jestem za to naprawdę wdzięczna. „

Jeff Shiffrin, anestezjolog i zapalony narciarz rekreacyjny, od początku był głęboko zaangażowany w rozwój swojej córki. Jednak w przeciwieństwie do wielu rodziców w niezwykle konkurencyjnym świecie elitarnych sportów młodzieżowych, był znany ze spokoju, stabilności i nastawienia na perspektywę. Shiffrin często wspomina, jak ojciec zachęcał ją, by pokochała jazdę na nartach samą w sobie. Jeśli wygra, świetnie. Jeśli tego nie zrobiła, cóż, była to część tego sportu. Zawsze kładziono nacisk na wysiłek, przygotowanie i uczciwość.

„Część mojej podróży przez żałobę była trudna, ponieważ nie czuję tego, o czym mówi wiele osób, tego głębokiego duchowego związku” – powiedziała. „Ludzie mówią o odczuwaniu obecności, a ja nie czułem tego w ten sposób. Czuję się z nim związany moimi myślami i mówieniem o nim. „

Dla Shiffrin pójście dalej nie oznaczało poradzenia sobie ze stratą, ale nauczenie się, jak żyć obok niej. Dla sportowca, którego kariera została zbudowana na precyzji i powtarzalności, smutek nie zapewniał takiej struktury. Niektóre dni wydają się łatwe do opanowania. Inni wydają się niemożliwi. Jedyną stałą – stwierdziła – jest niepewność.

„Jedyne, co życie może zagwarantować, to to, że nie można się tego spodziewać” – powiedziała. „Miałem momenty, o których nie myślałem, że przeżyję. W końcu stoję tutaj i mówię o medalu. Życie jest szalone. Jestem za to teraz bardzo wdzięczny. „

Ta niepewność zdefiniowała jej występ na największej scenie sportu. Słuszne czy nie, narracja uległa stwardnieniu. Świetnie spisywała się w wyścigach Pucharu Świata rozgrywanych głównie wtedy, gdy Ameryka spała. Czy nadal byłaby w stanie to zrobić w najbardziej bezlitosnym świetle reflektorów?

Shiffrin nie zdobyła medalu w żadnym z sześciu wyścigów, w których startowała cztery lata temu na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. dotarcie do podnóża góry tylko w połowie z nich. W następnym roku odzyskała siły i zdobyła piąty tytuł mistrza świata we wszystkich dyscyplinach. Ale po niszczycielskim wypadku dwa lata temu w Killington w stanie Vermont było kilka osób ze świata sportu – w tym ona sama – które otwarcie zastanawiały się, czy kiedykolwiek będzie taka sama.

Mikaela Shiffrin w drodze po zwycięstwo w środowym slalomie. Zdjęcie: Julian Finney/Getty Images

Te dręczące pytania powróciły w Cortinie po jej powrocie na olimpijski śnieg podczas zeszłotygodniowych zawodów drużynowych. Po tym, jak Breezy Johnson minęła pierwszą część zjazdu, jedyne, co dzieliło Shiffrin od przełamującego suszę medalu, to pojedynczy przejazd w slalomie, w którym jej znakomite wyniki w tegorocznym Pucharze Świata – siedem pierwszych i drugie miejsce w ośmiu startach – już się zakończyły jej rekordowy tytuł dziewiątego sezonu. Jednak Shiffrin wahała się przed startem i zajęła 15. miejsce z 18 narciarzy, co stanowi jej najgorszy wynik w slalomie, który rozpoczęła i ukończyła od 14 lat. Na ciemnych jak sosny zboczach nad Cortiną praktycznie słyszała krytykę: Łatwo jest być KOZŁEM w sporcie, którego nikt przez większość czasu nie ogląda.

„Wiedziałam po połączeniu zespołów, że będą pewne historie, na które patrzenie będzie naprawdę frustrujące” – powiedziała. „Niekoniecznie da się ich uniknąć. Niekoniecznie da się ich uniknąć. Więc po prostu nie patrzyłem na to, co ktoś mówi. Nie przeglądałem mediów społecznościowych, nie patrzyłem na nic. Po prostu rozmawiałem z (moim zespołem) i ciągle przypominałem sobie, że ważne są momenty pomiędzy startem a metą. „

Lepiej radziła sobie w niedzielnym slalomie gigancie – wyścigu wygrała osiem lat temu w Pyeongchang – jazda na nartach z odnowioną pewnością siebie i zajęcie 11. miejsca, ale tylko 0,30 sek. straty do podium w nietypowo zaciętych zawodach. Jednak środowe trzecie i ostatnie wydarzenie w jej programie olimpijskim, w dyscyplinie, która najbardziej uosabia jej błyskotliwość, było dla Shiffrin ostatnią najlepszą szansą na rozwianie wątpliwości.

Podczas pierwszego biegu na torze Olympia delle Tofane pokonała tragedię, kiedy minęła bramkę, ale doszła do siebie i uzyskała największą przewagę w pierwszym przejeździe w slalomie kobiet na Igrzyskach Olimpijskich od 1960 roku. Kiedy próbowała zapaść się w jedną ze swoich zwyczajowych drzemek między biegami, nie opuszczała jej uspokajająca obecność ojca.

„Zaczęłam trochę płakać, bo myślałam o tacie” – powiedziała. „A potem pomyślałem o tym, że rzeczywiście mogę dzisiaj przyjechać i szczerze powiedzieć w bramce startowej, że mam wszystkie narzędzia, które są niezbędne, aby dawać z siebie wszystko na nartach i zasłużyć na ten moment”.

Po jeszcze jednej zjeździe na stoku ta chwila należała wyłącznie do niej. Shiffrin jest pierwszym amerykańskim narciarzem, który zdobył trzy złote medale olimpijskie. Długie oczekiwanie między złotymi medalami w slalomie to najdłuższa różnica między indywidualnymi złotymi medalami w tej samej konkurencji na Zimowych Igrzyskach. Kiedy znalazła swoją matkę i trenerkę Eileen, które chciały długo objąć w pobliżu mety, wydawało się, że ciężar podróży nagle ustąpił.

Przez 12 lat wiele może się wydarzyć. Rekordy spadają. Wątpliwości stają się coraz głośniejsze. Rodzina ulega nieodwracalnej zmianie. W środę Shiffrin nie tyle zamknął koło, co wytyczył kolejną linię do przodu: dwa czyste przejazdy przez bramki, jedna spokojna chwila na mecie i świadomość, że nawet największe kariery nie buduje się na pewności, ale na pojawieniu się.

Source link

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj