Bhante Saranapala spoglądał z góry na ponad stu mnichów buddyjskich ubranych w szaty w kolorze spalonej pomarańczy, szafranu i bordowego, w większości wełnianych kapeluszach i kilku ściskających kwiaty.

„Ci mnisi są niesamowici!” ryknął Saranapala, który jest znany jako „miejski mnich buddyjski”wywołując wiwaty ogromnej publiczności. „Należy bardzo docenić ich determinację. Podróż z Teksasu do Waszyngtonu, 2300 mil; wymaga dużej determinacji!”

Pomnik Lincolna był świadkiem wielu wydarzeń w ciągu ostatniego stulecia – czarnej śpiewaczki operowej Mariana Andersona, przemówienia Martina Luthera Kinga „Mam marzenie”, Nocna pogawędka Richarda Nixona z antywojennymi demonstrantami – ale rzadko kiedy scena jest tak kolorowa jak w środę.

Dla 19 mnichów i Aloki, psa ratowniczego z Indii, był to ważny przystanek w liczącej 2300 mil podróży „Marsz dla pokoju”opisaną przez siebie duchową podróż przez dziewięć stanów, której kibicowały tysiące ludzi.

Odyseja rozpoczęła się w Teksasie 108 dni temu i podczas jej trwania musieli stawić czoła lodowatym temperaturom i paraliżującej zimowej burzy, czasem bosymi stopami, aby podnieść „świadomość pokoju, miłującej dobroci i współczucia w Ameryce i na świecie”.

Około 100 mnichów i mniszek dołączyło do nich w politycznej stolicy Ameryki, zdeterminowanych, by trzymać się z daleka od polityki, chociaż wśród tysięcy zgromadzonych pod pomnikiem Lincolna był ktoś machający flagą palestyńską, a drugi trzymał duży napis z napisem: „Pokojowy opór”.

Mnisi przeszli ponad 3000 km, aby „podnosić świadomość pokoju, miłującej dobroci i współczucia w Ameryce i na świecie”. Zdjęcie: Jim Lo Scalzo/EPA

Spotkanie odbyło się na terenie ul niedawno zmieniono nazwę Instytut Pokoju Donalda J. Trumpa i w pobliżu również niedawno zmieniono nazwę Centrum Trumpa Kennedy’ego. Jednak nad mnichami znajdowały się trwalsze kamienie probiercze Waszyngtonu, takie jak wysoki na 5 metrów posąg Lincolna, wyrzeźbiony z marmuru z Georgii, oraz wyryte na pomniku dążenie do „opatrzenia ran narodu”.

Mnisi przyjechali z balsamem na obecne rany Ameryki i stwierdzili, że pogoda jest łaskawa, gdy stolica wyszła z niedawnych mrozów, choć utrzymywało się mnóstwo lodu i śniegu. Gdy mnisi zajęli miejsca pod pomnikiem, z głośników zagrzmiała piosenka: „Nieście pokój, miłość i harmonię aż do Waszyngton.”

Kilku wygłosiło przemówienia, podczas gdy nad ich głowami przelatywały ptaki i okazjonalnie samolot. Tencho Gjacosiostrzenica Dalajlamy, najwyższego duchowego przywódcy buddyzmu tybetańskiego, przeczytała list składający hołd mnichom: „Ich zaangażowanie, w tym znoszenie trudności fizycznych i trudnych warunków pogodowych podczas podróży liczącej ponad 3000 km, przyciągnęło uwagę zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i za granicą” – napisał.

„Przesłanie o pokoju i wzajemnym zrozumieniu przekazywane poprzez ich postępowanie, naznaczone pokorą i spokojną obecnością, odbiło się echem wśród wielu osób, które spotkały na trasie… Niech ich spacer pomoże zasiać nasiona większego pokoju, zrozumienia i współczucia w Stanach Zjednoczonych i poza nimi”.

Czcigodny Mnich Pannakara, przywódca grupy, przemawia w pobliżu Pomnika Lincolna. Zdjęcie: Evelyn Hockstein/Reuters

Bhikkhu Bodhi, mnich pochodzący z Brooklynu, określił ten marsz jako jedno z najważniejszych wydarzeń XXI wieku i powiedział: „Wydaje mi się, że ten marsz na rzecz pokoju uwydatnił największą cechę amerykańskiego charakteru, a mianowicie uznanie wyrażone słowami Abrahama Lincolna w jego przemówieniu w Gettysburgu, że jest to naród zbudowany na zasadzie, która – powiedział, że wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi. Musimy to zrewidować i powiedzieć, że wszyscy ludzie są stworzeni ludźmi.

„A ten spacer pokazał, że niezależnie od rasy, pochodzenia etnicznego, wyznawanej wiary i koloru skóry, wszyscy świętujemy pokój”.

Spacery pokojowe są cenioną tradycją w Therawadzie buddyzm. Niektórzy mnisi podczas części podróży chodzili boso lub w skarpetkach, aby bezpośrednio poczuć ziemię i pomóc sobie być obecnymi w tej chwili.

Ale ten wysiłek miał swoje niebezpieczeństwa. W listopadzie pod Houston grupa szła poboczem autostrady, kiedy w ich pojazd eskortujący uderzyła ciężarówka. Dwóch mnichów zostało rannych; Czcigodnemu Maha Dam Phommasanowi amputowano nogę.

Phommasan, opat świątyni w Snellville w stanie Georgia, ponownie dołączył do mnichów w pobliżu Waszyngtonu i siedząc na wózku inwalidzkim, przemawiał do tłumu pod Pomnikiem Lincolna.

Marsz pokojowy wzbudził zainteresowanie milionów ludzi w mediach społecznościowych, a wiele z nich udostępniło wyrazy wsparcia.

Niektórzy mnisi przez część podróży chodzili boso lub w skarpetkach. Zdjęcie: Jim Lo Scalzo/EPA

W środę syn Kinga, Martin Luther King III, zamieścił w serwisie X, że spacer jest „potężnym przypomnieniem, że pokój można praktykować krok po kroku. W podzielonym czasie tak właśnie wygląda stawanie w obronie tego, co najlepsze. Miłość wymaga wytrwałości. Pokój jest siłą”.

Niektórzy zgromadzeni pod pomnikiem Lincolna trzymali róże lub tabliczki z napisami: „Witamy wojowników pokoju”, „Równe prawa dla wszystkich ludzi” i „Każde serce potrzebuje aloki”. Przyłączyli się do skandowania „Dzisiaj będzie mój spokojny dzień” prowadzonego przez Bhikkhu Pannakarę, duchowego przywódcę Marszu Pokoju.

Jacquelyn Gray (64 l.), która pracuje w logistyce budowlanej, powiedziała: „Śledzę ich od dnia, w którym wyjechali i byłam pod wrażeniem, że ktoś tak bardzo się w coś zaangażował. Wiem równie dobrze jak nikt inny, że tu nie dotrą i w magiczny sposób pokój ogarnie planetę, ale podziwiam ich zaangażowanie w tę sprawę”.

Katharine Naujoks, lat 57, nauczycielka przedmiotów ścisłych w szkole średniej, powiedziała: „Świat potrzebuje odrobiny wspólnoty, koleżeństwa, pokoju i dobrej woli. Wiele osób tego szuka. Chcę być częścią tego pozytywnego doświadczenia”.

Wspominając epicki spacer mnichów, który zakończy się w czwartek w pobliskim Annapolis w stanie Maryland, Naujoks dodał: „To dość zdumiewające, fakt, że musieli tu przybyć w najzimniejszym okresie w Wirginii, Maryland i DC. Zwykle nie jest nam aż tak zimno, więc jest to dla mnie niesamowite. To po prostu pokazuje, że to ważna rzecz. Jest to dla nich ważne i ważne dla wszystkich w okolicy”.

Czy waszyngtońscy politycy mogliby się od nich czegoś nauczyć? „Byłoby cudownie” – powiedziała.

Source link

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj