ISiedziałam na niebieskim plastikowym krześle z tyłu sali szkolnej i patrzyłam, jak mój syn chaotycznie kopie manekina sięgającego mi do klatki piersiowej, a w tle rozbrzmiewały dźwięki instrumentalnych utworów syntezatorowych. W końcu musiałam przyznać się do czegoś, co podejrzewałam już od dawna: mam problem z praniem.
Podobnie jak wielu z mojego pokolenia, jestem rozdarta między oczekiwaniami społecznymi końca XX wieku dotyczącymi czystości a lękiem XXI wieku dotyczącym wpływu na środowisko. Jestem zaprogramowana, aby wierzyć, że powinnam prać wszystkie swoje bluzki po jednym założeniu, wiedząc jednocześnie, że rozrzutne wykorzystanie chemikaliów, energii i wody związane z tym bardzo szybko zatruwa planetę. Wrzucam całe rzeczy do kosza na pranie, gdzie szybkie miejscowe pranie szmatką prawie na pewno załatwiłoby sprawę, a następnie stoję nad brzegiem rzeki i rozpaczam nad stanem brudu i powodzi, do których się przyczyniłam.
Według Narodowy Geograficznypralki na całym świecie zużywają rocznie około 19 miliardów metrów sześciennych wody i emitują około 62 milionów ton dwutlenku węgla2– równoważnika gazów cieplarnianych rocznie (dla porównania w 2022 r. samochody osobowe i dostawcze emitowały 3,53 mld ton dwutlenku węgla globalnie). Wiem o tym. Nie lubię tego. I tak sięgam po beznadziejny kompromis, na który decyduje się wielu późnych kapitalistów: piorę w 30°C i używam ekologicznego płynu do prania, który oznacza, że równie dobrze można próbować czyścić ubrania herbatą rumiankową i szeptem. Kiedy mam 17 wolnych godzin, wybieram ustawienie „eco wash”, a zimą staram się nosić cienką warstwę bazową, aby oszczędzić sobie niepotrzebnego prania koszul, swetrów i innych cięższych ubrań. Ale nadal czuję, jak wkrada się we mnie poczucie winy.
W wieku 39 lat trudno to przełknąć. Od kiedy zostałam rodzicem, pranie stanowi, według ostrożnych szacunków, około 98% mojego życia. Posiadam trzy suszarki do ubrań. Ale nawet przez lata przed rozrodem pranie było jednym z moich największych łączników ze zdrowym rozsądkiem. Po wakacjach, wieczornym wyjściu, rozstaniu lub utracie pracy, często pierwszą rzeczą, która sprawiała, że czułam, że znów mogę sobie poradzić ze swoim życiem, było wrzucenie do bębna garści materiału o zapachu cebuli i naciśnięcie „mieszanych kolorów”. Nastawienie prania powiedziało mojemu rozdrażnionemu mózgowi, że nadal jestem produktywna; że we wszechświecie panuje porządek; że niektóre problemy (ketchup pomidorowy, pachy) naprawdę można rozwiązać.
A teraz muszę poradzić sobie z dwoma wannami eko-winy i wątpliwości. Patrząc, jak moje dziecko biega w szarzejącym bawełnianym dwuczęściowym stroju, musiałam zmierzyć się z faktem, że nigdy tak naprawdę nie udało mi się utrzymać białych ubrań, no cóż, białych. Podobnie, moje pranie nigdy nie pachnie tak odurzającą kombinacją letniej łąki i instytutu medycznego, jaką osiągają inni ludzie. Moje ręczniki nie są puszyste, a moje plamy nie znikają.
W potencjalnie powiązanych wiadomościach, nigdy w życiu nie prałam niczego ręcznie, poza majtkami na kempingu. Nigdy nie czytam etykiet, nigdy nie używam płynu do płukania tkanin, rzadko zmieniam ustawienie temperatury; nigdy nie korzystałam z usług pralni chemicznej. Zasadniczo po prostu wrzucam do bębna wszystko, co jest niejasno blade – ręczniki, koszule robocze, ściereczki kuchenne, jedwabne sukienki, słonie-zabawki, biustonosze – wlewam kilka dawek detergentu do jednej z trzech szuflad (nie mam pojęcia, która prowadzi gdzie, kiedy – i podejrzewam, że producenci pralki również nie mają pojęcia), wybieram „krótką bawełnę” i mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Co kilka dni robię to samo ze wszystkim, co w danym dniu uważam za ciemne.
Mimo wszystko mam wielkie szczęście, że żyję w miejscu i epoce, w której jako kobieta pranie nie jest moją główną czynnością. Pamiętam, jak moja babcia-mąż kiedyś opowiadała mi, jak prała ubrania dla swojej ośmioosobowej rodziny w domu komunalnym, bez pralki; poczułam, jak strach przechodzi przez moje ciało. Według Fundacja Whirlpoolokoło 60% światowej populacji polega na myciu rąk, podczas gdy 70% gospodarstw domowych na całym świecie polega na kobietach i dziewczętach w zakresie zbierania wody i prania. Tak więc sam fakt, że mogę wrzucić mój pakiet umazanych jogurtem, pachnących octem piżam, spodni i poszewek na poduszki do pralki, jest przywilejem, którego staram się nie traktować jako coś oczywistego. Nawet jeśli to, co z tego wyjdzie, wygląda jak coś, czego można by użyć do ocieplenia szopy.
Nell Frizzell jest autorką Trzymanie dziecka:Mleko, pot i łzy z pierwszej linii macierzyństwa
-
Czy masz opinię na temat kwestii poruszonych w tym artykule? Jeśli chcesz przesłać odpowiedź do 300 słów e-mailem, aby została ona rozpatrzona pod kątem publikacji w naszym beletrystyka sekcja, proszę Kliknij tutaj.
