Wyniki wyborów w 2024 r. jasno pokazały, że koalicja Obamy taka jest martwy. Jeśli Demokraci mają mieć jakąkolwiek szansę na odzyskanie władzy, takie same muszą być subtelności i obyczaje epoki Obamy.
Tak, Demokraci muszą stać się podli – bezwzględnie, gorzko podli. Nie oznacza to jednak, że muszą po prostu odrzucić niegdyś sławną, a obecnie niesławną opinię byłej pierwszej damy mantra wiadomości. Nie, to, co zalecam, to nie tylko nowe podejście do dyskursu politycznego, ale nową teorię polityki partii opozycyjnych.
Trumpsim skorumpował Amerykę na niezliczone sposoby, ale jednym z najbardziej oczywistych jest to, że wyborcy oczekują obecnie od prawodawców i surogatów, że będą dla nich naprawdę zaciekłymi wojownikami kulturowymi. Przejawy tego można dostrzec w obłąkanym znęcaniu się przez kongresmenkę Nancy Mace nad kandydatką na Kongres Sarah McBride, w niekończącym się i celowym błędnym wymawianiu imienia Kamali Harris oraz w fakcie, że Marjorie Taylor Greene jest jedną z czołowych osobistości zbiórki pieniędzy w Izbie Reprezentantów.
Zjawisko to występuje także na lewicy. The skrzynie się napełniły dla Jasmine Crockett po tete-à-tête ze wspomnianą Taylor Greene, podczas której Crockett naśmiewał się z „wybielanej blond, źle zbudowanej sylwetki”. Można argumentować, że najsilniejszym okresem kampanii Harrisa-Walza – przynajmniej pod względem entuzjazmu Demokratów – był okres „dziwny” I „kanapa” sagi lata Brat.
Ostatnio jako komentator SE Cupp zauważony„nie mówi się o tym wystarczająco dużo, ale trwałe dziedzictwo Trumpa przekona OBIE strony do obniżenia poprzeczki i tego, że posiadanie autorytetu moralnego w jakiejkolwiek kwestii nie jest już walutą, która się liczy”. Demokraci mogą albo ubolewać nad faktem, że zmieniły się podstawowe zasady polityki i dyskursu, albo mogą się do tego dostosować. W ciągu najbliższych czterech lat ośmielone głosy po prawej stronie będzie działać, aby rozwinąć okno Overton. Reakcja Demokratów na ten wysiłek nie może przybrać postaci udawanej – lub poważnej – szkody i przerażenia. Przyjmij cios i odwdzięcz się.
Tę nową, bardziej muskularną strategię przekazu należy połączyć ze znacznie bardziej agresywną postawą wojenną w salach Kongresu.
Demokrata Adama Graya wysiadać republikańskiego kongresmana Johna Duarte w 13. okręgu kongresowym Kalifornii ugruntowało niemal historycznie niepewną sytuację Partii Republikańskiej w Izbie Reprezentantów. Spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson będzie miał większość wynoszącą jedynie 220 mandatów. Republikanie są jednak gotowi stracić trzy mandaty (jeśli nie więcej), gdy członkowie zrezygnują z dołączenia do administracji Trumpa. To pozostawi im większość 217 mandatów, co oznacza, że Johnson może sobie pozwolić tylko na utratę jednego członka w wyniku głosów głównych i mniejszych.
Lista legislacyjnych zadań do wykonania Republikanów nie jest powodem do drwin. Oprócz przedłużenia obowiązywania przez Trumpa obniżek podatków na pierwszą kadencję i ewentualnego nałożenia niezwykle kontrowersyjnych ceł na różne produkty importowane, Johnson będzie musiał uchwalić ustawę mającą na celu finansowanie rządu. Demokraci nie powinni mu pomagać.
Czas I Ponownie Demokraci w Kongresie wkroczyli, by uratować przywódców Partii Republikańskiej – i wyborców Partii Republikańskiej – przed własnymi prawodawcami. Ta hojność musi się skończyć. Demokraci muszą przy każdej okazji wykrwawić Partię Republikańską z jej kapitału politycznego, nawet jeśli oznacza to, że naród amerykański odczuje pewien ból. Na bastionie podcast w tym tygodniu scenarzysta Jonathan V Last nakręcił kultowego antybohatera z komiksu Alana Moore’a Rorchach aby opisać mentalność, jaką powinni przyjąć Demokraci: „Politycy podniosą wzrok i krzykną „ratuj nas”, a ja spojrzę w dół i szepczę „nie”.
Tak, Demokraci powinni uczynić następne cztery lata rządów Republikanów możliwie wyczerpującymi i bolesnymi. Nie pomagaj im uchwalać budżetu (jeśli Johnson, jak Last żartobliwie notatkioferuje państwowość DC jako zachętę do współpracy, możemy odbyć kolejną rozmowę). Nie głosujcie na jednego kandydata do gabinetu – nawet na tych, których można określić jako „dorosłych na sali” (przepraszam, Marco Rubio). W związku z tym nie powstrzymujcie się od uwypuklenia wszystkich najciemniejszych aspektów pochodzenia wspomnianych nominowanych – od rzekomego oskarżenia byłego gospodarza stacji Fox, Pete’a Hegsetha, napaść na tle seksualnym do rzekomego Roberta F. Kennedy’ego rola śmierć kilkudziesięciu osób podczas epidemii odry w Samoa Amerykańskim w 2019 r.
Będąc na wzgórzu, swobodna zażyłość jest w porządku. Ustawodawcy powinni nadal łamać sobie chleb i popijać brandy. To wszystko na korzyść. Należy jednak położyć kres przestarzałemu impulsowi Demokratów, by za wszelką cenę nadawać priorytet dobrym stosunkom z konserwatywnymi kolegami. Przypomnijmy, wielu z tych mężczyzn i kobiet spędziło lata waloryzacja to brutalny tłum próbował zabić ich. Komizm dla żartu jest, cóż, całkowitą komedią.
W tym kontekście nie ma świata, w którym obecność Joe Bidena i Harrisa na inauguracji miałaby podstawowy strategiczny sens. Takie posunięcie mogłoby jedynie podważyć zaufanie do marki Partii Demokratycznej, która jest już podtrzymana przy życiu. Albo Donald Trump jest faszystowski albo nie jest. Nie ma czegoś takiego jak autokrata Schrödingera.
Liberałowie podjęli decyzję o porównaniu byłego i przyszłego wodza naczelnego do Hitlera. Taka retoryka nie może zatrzeć pamięci. Symboliczne wychwalanie ponownego dojścia tego człowieka do władzy nie uchroni zatem Demokratów od reputacji „partii norm”. Wręcz przeciwnie, ugruntuje rosnący sens – szczególnie po pardon Huntera Bidena – że Demokraci handlują kłamstwami i oszustwami z taką samą bezwstydnością jak Republikanie.
po promocji w newsletterze
Te strategiczne zmiany – w przekazie informacji, opozycyjnym zarządzaniu i przestrzeganiu norm – będą dla niektórych trudne do przełknięcia. W końcu, jak często lubił obserwować Robert Frost, „liberał to człowiek zbyt otwarty, aby w kłótni stanąć po swojej stronie”. Demokraci muszą pokonać siebie; stawka jest zbyt wysoka.
Co daje mi teraz nadzieję
W pewnym stopniu optymistycznie patrzę na kolejne cztery lata, moja determinacja opiera się na fakcie, że nadchodząca administracja Trumpa – i szerzej jego koalicja republikańska – prawdopodobnie okaże się bardziej krnąbrna i pełna konfliktów wewnętrznych niż podczas jego pierwszej kadencji termin. Jak widzieliśmy po obłąkanej, przesiąkniętej serialami tyradowymi z lat 90., wygłoszonymi przez szefa „Doge” Viveka Ramaswamy’ego na temat wiz H-1B i „przeciętności” amerykańskiej kultury, obecne małżeństwo OG Maga z klasą technologicznych braci-miliarderów z Doliny Krzemowej nękają głębokie nieporozumienia polityczne.
Steve Bannon jeszcze niedawno obiecał „zwalczyć” „prawdziwie złego” Elona Muska i wyciąć go jak nowotwór z orbity Trumpa. Przez cały ostatni pobyt prezydenta-elekta w Białym Domu konflikt wewnątrzpartyjny toczył się głównie pomiędzy starą a nową gwardią. Od tego czasu Trump zmienił Republikanina w kult jednostki. W związku z tym niewolnicza lojalność wobec króla jest jedyną monetą królestwa – a wśród jego zwolenników istnieją obecnie główne konkurencyjne interesy polityczne. Połącz to z faktem, że Trump jest kiepskim kretynem, a elity partyjne będą nieustannie zabiegać o to, by postrzegano je jako potencjalnego następcę tronu, a jego legowisko żmij może po prostu się pochłonąć.
