Myślisz jesteś wykluczeni z rynku mieszkaniowego? The Chicagowskie Niedźwiedzie wynajmują od czasu, gdy Warren G. Harding został prezydentem.

Zaczynali w NFL jako najemcy stadionu Wrigley Field, dzieląc katedrę baseballową z Cubs przez 50 sezonów, zanim liga nalegała, aby wszystkie drużyny grały na stadionie mogącym pomieścić co najmniej 50 000 widzów. Tak więc w 1971 roku Bears przenieśli się na Soldier Field, gdzie przebywają do dziś – z wyjątkiem sezonowej „wycieczki” w 2002 roku na stadion Memorial Stadium Uniwersytetu Illinois w czasie remontu. Soldier Field to najlepsza nieruchomość piłkarska: neoklasyczna, nad jeziorem w centrum miasta, z pięknymi widokami na jedną z najwspanialszych panoram Ameryki. Ale warunki najmu są szalonedzielnica City Park (do której należy stadion) to dzielnica slumsów na pograniczu, a drużyna Bears – zachwycona grą na najstarszym i najmniejszym stadionie ligi, a jednocześnie reprezentująca trzeci co do wielkości rynek – wyrosła z tego miejsca.

Zatem Niedźwiedzie robią to, co każdy zrobiłby w takiej sytuacji: badają dostępne opcje. Dom na zawsze poza miastem. Droga na zewnątrz. W Indiana.

W zeszłym tygodniu prawodawcy ze stanu Indiana jednomyślnie uchwalono poprawka otwierająca drogę Bears do opuszczenia Illinois i przez granice stanu do Hammond. Wiadomość ta była równie dotkliwa jak porażka z Green Bay Packers. Ankieta fanów Axios wykazało, że 74% „chowałoby urazę”, gdyby franczyza opuściła miasto. Byli zawodowcy James Harrison i Joe Haden nazwali to kolejnym klasycznym przypadkiem drużyn NFL przedkładających pieniądze nad społeczność. Analityczka Fox Sports, Rachel Nichols, nalegała, aby rodzina, która jest właścicielem zespołu od czasu prohibicji, sprzedała „jeśli nie masz środków, aby utrzymać Bears w Chicago”. Lokalne media wdzierają się na opuszczony obszar przemysłowy, gdzie tak zwane „niedźwiedzie z Indiany” mają nadzieję zatknąć swoją flagę, aby udowodnić szaleństwo tego pomysłu. Ale co, jeśli mają to odwrócone? A co, jeśli Hammond przez cały czas był rozwiązaniem?

Ludzie słyszą „Indianę” i wyobrażają sobie Indianapolis lub Bloomington – trudne centra miast wyrastające z pól kukurydzy i rzędów soi. Jednak dla wielu mieszkańców południowych przedmieść Chicago Hammond to rutynowy przystanek, ucieczka od wysokich cen benzyny w Illinois. To pół godziny jazdy samochodem lub pociągiem z centrum Chicago, bliżej San Francisco niż 49ers i krótsza droga do pracy z Manhattanu niż Giants i Jets – w których, jak spieszę zauważyć, grają w New Jersey.

Podobnie jak Wielkie Jabłko, Drugie Miasto wystawiało kiedyś dwa NFL zespoły. Ale Cardinals również nie mogli sprawić, by ich wypożyczony zestaw w Comiskey Park działał. Dziesięciolecia chronicznie słabej frekwencji wygnały ich w 1960 roku do St Louis, zanim w końcu dotarli do swojego obecnego domu w Arizonie. Kiedy w przyszłym sezonie drużyna Bills przeniesie się na stadion New Highmark, w drużynie AFC East nadal nie będzie ani jednej drużyny grającej w dużych miastach, w których się wykluli. Powiedz to wiele o Bears, którzy zaczynali życie jako półprofesjonalny zespół z siedzibą w Decatur w kolejowym mieście Illinois: przynajmniej nadal starają się trzymać swoich metropolitalnych korzeni.

Pomiędzy nimi nie stoją żadne większe mosty ani tunele Chicago i Hammonda; Jeśli zapuścisz się zbyt daleko na wschód w stronę 142. ulicy, możesz wpaść prosto na nią. A jeśli zdarzy się, że Twoje radio samochodowe jest dostrojone do Power 92, po prostu wiedz, że ta chicagowska instytucja hiphopowa nadaje ze studiów w Hammond od ponad dwudziestu lat. Hammond zawsze był częścią „większego Chicagolandu”, półksiężyca metra obejmującego jezioro Michigan od granicy Wisconsin do Gary w stanie Indiana – siostrzane miasto Hammond również brało udział w loterii w stanie Indiana, w której wylądowano Niedźwiedzie. Hammond jest cholernie bliżej niż Champaign w stanie Illinois, a kibice z Chicago przejechali 240 km do pracy, kiedy Bears grali na własnym boisku Fighting Illini, podczas gdy Soldier Field był odnawiany. Nie żeby bilans zespołu 3-5 sprawiał, że było warto.

Hammond nie jest dalej od Chicago niż Arlington Heights, północne przedmieścia, które do zeszłego tygodnia był faworytem być nowym domem Niedźwiedzi. Wizualizacja science fiction przewidywała pałacowy kryty stadion, który miałby pełnić funkcję całorocznego centrum rozrywki z koncertami i grami – zabawy, która jest obecnie niedostępna dla Bears, ponieważ dzielnica parków miejskich kontroluje Soldier Field i teren pod nim. Jednak szacunkowy koszt całego projektu Arlington Heights wynoszący 5 miliardów dolarów stawia go w porozumieniu ze stadionem SoFi w Inglewood w Kalifornii, najdroższym obiektem sportowym, jaki kiedykolwiek zbudowano.

Właściciel Rams, Stan Kroenke, przewodził budowie SoFi za pieniądze z Walmartu – ale McCaskeys, rodzina, która odziedziczyła zespół po Papa Bear George’u Halasie, choć dobrze wyposażeni, nie są To bogaty jak na standardy NFL. Większość ich majątku jest związana z Bears, rzadką drużyną NFL, wciąż kontrolowaną w większości przez potomków jej założyciela. Wynajem w Soldier Field nie pozostawia dużej ilości gotówki na megaprojekty definiujące epokę. Bears byli gotowi wyłożyć z własnej kieszeni jedynie około 2 miliardów dolarów na sam stadion Arlington Heights, prosząc o pomoc rządu na pokrycie reszty.

Nic dziwnego, że ich prośba spotkała się z oporem lokalnych podatników i stał się głównym punktem spornym dla prawodawców stanu Illinois, którzy chcieli kontroli nad wielofunkcyjną częścią projektu Arlington Heights w zamian za wsparcie finansowe. Ostatecznie ta umowa nie jest dużo lepsza od tej, jaką zawarli na Soldier Field, gdzie miasto nadal wisi na ich karze za setki milionów w ramach remontów oprócz rocznej umowy najmu – co plasuje się tuż obok sprzedaży przez miasto parkometrów państwowemu funduszowi majątkowemu Zjednoczonych Emiratów Arabskich na wykresie epickich błędnych ocen władz miejskich.

Hammond oczywiście obiecuje bardziej zieloną trawę. W Arlington Heights plany rozwoju wielofunkcyjnego obiektu Bears opierały się na znalezieniu partnerów prywatnych i wsparciu publicznym na sfinansowanie pozostałych 3 miliardów dolarów poza samym stadionem. Jednak zeszłotygodniowe głosowanie w Izbie Reprezentantów stanu Indiana stanowiło pierwszy, kluczowy krok w kierunku stworzenia władz stadionowych z uprawnieniami do finansowania i budowy wymarzonego domu drużyny – takiego, nad którym Niedźwiedzie mieliby całkowitą kontrolę przy tej samej inwestycji wartej 2 miliardy dolarów. Jeśli wydaje Ci się to jak przerzucenie ciężaru podatkowego za granicę, rozważ efekt domina.

The Bears grali na Wrigley Field od 1921 do 1970. Zdjęcie: Archiwum Bettmanna/Bettmanna

Northwest Indiana pogrążyła się w pułapce nieustannego upadku, odkąd w 1970 roku fabryki samochodów, huty stali i huty żelaza zaczęły zamykać swoje zakłady – w tym samym roku Bears zostali zmuszeni do rozegrania meczu na stadionie Dyche Stadium Northwestern University podczas remontu Wrigley, co dodawało świeżego upokorzenia ich pozornie wiecznej dzierżawy. Hammond z jednego z największych miast Indiany zamienił się w proch, a sąsiadujące z nim Gary – rodzinne miasto Michaela Jacksona i niezliczonych innych luminarzy muzyki – stało się pocztówka przedstawiająca ruinę przemysłową.

Stadion Hammonda nie tylko wygląda na układ, który może sprawić, że Bears będą bardziej konkurencyjni na boisku i poza nim. Może pomóc w odnowieniu zardzewiałego klejnotu koronnego i tchnąć nowe życie w społeczność południowego Chicago, nękaną bocznymi wiatrami gospodarczymi. W czasach, gdy drużyny reprezentujące profesjonalne sporty wylatują z miast, które rzekomo reprezentują – Golden State Warriors opuszczają Oakland i przenoszą się do San Francisco, A’s przeprowadzają się z Oakland do Sacramento, a następnie do Las Vegas, Chiefs planują opuścić Arrowhead i udać się na poszukiwania glitchów w Kansas City w stanie Kansas – Bears byliby w rzeczywistości pogłębianie swoje więzi społeczne poprzez opuszczenie stanu.

Gdzie to prowadzi do Arlington Heights? Tamtejsi kibice Bears byliby oddaleni od Hammond o około godzinę jazdy samochodem, w zależności od ruchu na drogach, a wszelkie opłaty drogowe byłyby pobierane przez północny przedmieścia. JB Pritzker, gubernator Illinois, obiecał przełamać szok związany z krystalizacją planów Bears w stanie Indiana i współpracować z prezesem zespołu Kevinem Warrenem nad utrzymaniem franczyzy w stanie, nawet gdy publicznie napomina pochwała zespołu dla postępów legislacyjnych stanu Indiana. Jednak dla tych, którzy drwią z pomysłu, aby stadion Bears stał się trzecim obiektem pierwszej ligi w stanie Indiana finansowanym ze środków publicznych, po stadionach Lucas Oil Stadium Colts i Gainbridge Fieldhouse drużyny Pacers – w sumie podatnicy zostali wyceniono na ponad 33 miliardy dolarów na pokrycie kosztów budowy stadionów w USA i Kanadzie w latach 1970–2020 – warto zauważyć, że te wcześniejsze ustalenia miały na celu generowanie przychodów od osób, które w nie najwięcej zainwestowały: kibiców, którzy chętnie oglądają mecze. Jeśli zamierzasz działać na rzecz dobra sportu, równie dobrze możesz przenieść koszty na tych, którzy są najbardziej zaangażowani w sprawę.

Nie, Caleb Williams, Ben Johnson i chłopcy nie będą mieli „Bear Weather” po swojej stronie na kontrolowanym przez klimat, sztucznie trawionym polu marzeń. Ale nadal mieliby brzeg jeziora, panoramę miasta i bezpłatne zdjęcia z gigantycznego stoiska z hotdogami Fasola i Wiener’s Circle, które mogłyby zaoferować chętnym producentom telewizyjnym. Nadal mieliby kibiców ubranych w granatowe i palone pomarańcze, czekających latami na bilety okresowe i masowo gromadzących się na nowym, błyszczącym stadionie. „Nadal uważam, że najlepszym miejscem dla Chicago Bears jest Chicago” – powiedział burmistrz Brandon Johnson po tej wiadomości. „Powiem to tak: Arlington Heights i Indiana to nie Chicago. To nie w porządku.” (Tymczasem nieważne, że dzielnica parkowa opracowuje plany życie po Niedźwiedziach.) To jednak wydaje się pewne: czy to Arlington Heights, czy Hammond, Bears się wyprowadzają.

Tak długo jak mają miasto za plecami i Wishbone-C na hełmie, Bears pozostaną flagową drużyną Chicago – bez względu na to, jak głośno protestują krytycy i kibice przeciwnika. Kopuła Hoosiera byłaby tylko kwestią semantyki – miejscem, które naprawdę można nazwać domem.

Source link

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj