Ljadłem w zeszłym roku, Biały Dom Donalda Trumpa opublikował nowy Strategia Bezpieczeństwa Narodowego (NSS) przedstawiając swoją wizję świata. W tamtym czasie plan wzbudził alarm odrzucając sojusze europejskie (obecnie w dużej mierze potwierdzony po Trumpie groził sojusznikom z NATO nad Grenlandia), podgląd interwencji w Ameryce Łacińskiej (również w dużej mierze potwierdzone przez niedawne działania wojskowe w Wenezuela) i ściśle powiązane z priorytetami Kreml.
Dokument także demonizuje imigrantów. W jednym szeroko cytowanym fragmencie stwierdza się nawet, że „niekontrolowana migracja” wymknęła się spod kontroli do tego stopnia, że Europa stoi w obliczu nieuchronnego „wymazanie cywilizacyjneZ tego powodu plan uznaje zakończenie „ery masowej migracji” za najwyższy priorytet dla Stanów Zjednoczonych.
Jednym z największych cudów naszych czasów jest to, że w świecie, w którym istnieją rządy wydawać więcej na bezpieczeństwo granic niż kiedykolwiek wcześniej, buduj kolejne kilometry ogrodzenia granicznego niż kiedykolwiek wcześniej, wdrażaj więcej technologia na poziomie wojskowym aby zatrzymać migrację niż kiedykolwiek wcześniej, wydawaj więcej na zatrzymania i deportacji niż kiedykolwiek wcześniej i świadomie powodują tysiące zgonów, którym można było zapobiec co roku odcinając bezpieczne szlaki migracyjne, rządzący mogą spojrzeć na katastrofalne skutki tego systemu i bez ironii ogłosić: „Wiecie, na czym polega nasz problem? Otwarte granice!”
Zasadniczo to właśnie twierdzi NSS, choć szczerze mówiąc, to nie on zapoczątkował ten cud współczesnego absurdu. Na przykład za rządów Bidena po aresztowania na granicy osiągnął rekordowe poziomy, nasiliły się deportacjei nagrywaj liczby osób ubiegających się o azyl piętrzyły się w przepełnionych schroniskach i hotelach (de facto ośrodkach detencyjnych, odkąd istniały nie wolno legalnie pracować lub w inny sposób swobodnie uczestniczyć w społeczeństwie), republikański senator z mojego rodzinnego stanu Teksas skarżył się, że wszystko to sprowadza się do „radykalny eksperyment w sprawie otwartych granicNie do prześcignięcia, jego Przeciwnik Demokratów w tamtym czasie wysuwał podobne twierdzenia.
NSS nadal jednak wyróżnia się tym, że stosuje ten odwrócony sposób myślenia daleko poza lata Bidena, aż do dokonywania daleko idących uogólnień na temat historii narodów. Jako historyk polityki granicznej uważam tę część KIS za szczególnie godną uwagi.
Możesz znaleźć dany fragment na dole strony 11, gdzie NSS obwinia „niekontrolowaną” migrację za szereg problemów społecznych, w tym: nadwyrężanie zasobów krajowych, zakłócanie rynków pracy, wzrost przestępczości, osłabienie spójności społecznej i podważanie bezpieczeństwa narodowego. Zamiast jednak próbować wyjaśnić, w jaki sposób imigracja powoduje te problemy, argumentacja ta szuka dowodów w ciekawej reinterpretacji przeszłości. Cytując: „Na przestrzeni historii suwerenne narody zabraniały niekontrolowanej migracji i rzadko przyznawały obywatelstwo obcokrajowcom, którzy również musieli spełniać wymagające kryteria. Doświadczenie Zachodu z ostatnich dziesięcioleci potwierdza tę niezachwianą mądrość. „
Żeby było jasne, ta wersja historii jest nonsensowna. Moje własne badania bada, w jaki sposób państwa narodowe w obu Amerykach faktycznie spędziły więcej czasu z otwartymi granicami niż z zamkniętymi. W Ameryce Łacińskiej wiele krajów przyjęło deklaracje potwierdzające ochronę prawa do imigracji, często posuwając się nawet do zapisania tych praw w konstytucjach. Na przykład w Ameryce Środkowej konstytucja z 1824 r. uznawała cały region za „święty azyl dla wszystkich”. Dalecy od postrzegania niezakłóconej migracji jako zagrożenia dla projektu narodowego, decydenci z Ameryki Środkowej z dumą wykorzystali otwarte granice jako sposób na zademonstrowanie suwerenności nowo utworzonego rządu.
W Stanach Zjednoczonych otwarte granice były raczej domyślną polityką zrodzoną z braku ograniczeń prawnych, ale tak było nadal przez prawie pierwsze 150 lat istnienia kraju. Iimigranci byli domyślnie uznawani za dopuszczalnych, a rząd federalny w ogóle nie wprowadził ograniczeń imigracyjnych aż do końca XIX wieku, kiedy to wyróżnił chińskich imigrantów do wykluczenia, chociaż poza tym granice pozostały otwarte i nawet wielu Chińczyków było w stanie ominąć te prawa, naturalizując się najpierw w innych krajach, takich jak Meksyk. Dopiero w latach dwudziestych XX wieku ustawodawcy federalni eksperymentowali z systemem całkowicie zamkniętych granic (definiowanym jako system, w którym każdy imigrant jest uznawany za niedopuszczalnego, dopóki nie wykaże, że pasuje do jednej z ograniczonych, wcześniej zdefiniowanych kategorii, które czyniłyby go dopuszczalnym i którego dopuszczalność została oficjalnie uznana przez państwo). Było to ogromne rozszerzenie uprawnień federalnych i w ramach tego nieporadnego nowego systemu w niektórych dziesięcioleciach egzekwowanie prawa było bardziej rygorystyczne niż w innych – szczególnie w przypadku grup rasowych, takich jak Meksykanie I Haitańczycy – jeszcze w latach 80. zamknięte granice były na tyle elastyczne, że a program amnestii na szeroką skalę można przejść bez stosunkowo niewielkich kontrowersji.
Zatem prawdziwym historycznym odchyleniem „ostatnich dziesięcioleci” NIE były otwarte granice. W rzeczywistości prawdziwym eksperymentem było ich bojowe zamknięcie: tendencja, która przyspieszył w latach 90 pod administracją Clintona i nasiliła się jeszcze bardziej po 11 września.
Podsumowując, właściwie zgadzam się z NSS, że nasz system imigracyjny był katastrofalny w ciągu ostatnich kilku dekad. Zgadzam się również, że próbując wyobrazić sobie lepszą przyszłość, nie jest złym pomysłem czerpanie inspiracji ze sposobu, w jaki pierwsze narody zarządzały granicami.
Oznaczałoby to oczywiście przyjęcie „trwałej mądrości” otwartych granic.
Warto również zauważyć, że zgodnie z dużą liczbą potwierdzających dowodów problemy przypisywane przez NSS otwartym granicom są w rzeczywistości spowodowane zamkniętymi granicami. Świadczą o tym przytłaczające dowody imigranci nie kosztują rządowi zasobów więcej, niż kosztują obywatele. Kosztowne jest jednak arbitralne łapanie ich, przetrzymywanie i deportacja. Otwarcie granic w rzeczywistości zmniejszyłoby obciążenie zasobów.
Zamknięte granice zakłócają także rynki pracy. Przy zamkniętych granicach pracownicy nie mają swobody przemieszczania się w poszukiwaniu najlepszej pracy, a mimo to międzynarodowe korporacje mogą swobodnie rozglądać się za „najtańszą” uwięzioną siłą roboczą. Tak jak pisałem wcześniejjest to masowa przestępczość, raniąca pracowników po wszystkich stronach granicy. Otwarcie granic złagodziłoby te zakłócenia.
Co więcej, zamknięte granice stwarzają optymalne warunki dla przestępczości zorganizowanej. Chociaż sama imigracja nie zwiększa przestępczości – na przykład badania w USA konsekwentnie pokazują, że średnio imigranci popełniają mniej przestępstw niż ludność tubylcza – fakt, że bezbronni ludzie na całym świecie muszą się przemieszczać, aby zapewnić sobie środki do życia, choć nie wolno im tego robić legalnie, motywowane kartele wykorzystać sytuację. Otwarcie granic ograniczyłoby przestępczość zorganizowaną.
Należy również wykazać, że zamknięte granice – a może bardziej szczegółowo retoryka nawołująca do zamkniętych granic – w rzeczywistości osłabiają spójność społeczną. Badania pokazują, że ludzie, którzy mają relacje osobiste lub inne formy pozytywny kontakt z imigrantami rzadziej mają negatywne poglądy na temat nielegalnej imigracji. Z drugiej strony dla osób, którym brakuje tego typu interakcji, obrazy medialne mają zwykle większe znaczenie. A w USA jesteśmy bombardowani ciągłym atakiem strumień zniesławiających wiadomości nazywając imigrację kryzysem, nawet z politycznie „neutralnych” mediów. W związku z tym nie jest wielkim nadużyciem postawić hipotezę, że zastąpienie retoryki prowadzącej do podziałów świadomymi dyskusjami na temat korzyści płynących z otwartych granic może faktycznie wzmocnić spójność społeczną.
Wreszcie, właśnie w tym momencie obserwujemy, jak zamknięte granice podważają bezpieczeństwo narodowe, narażając skądinąd pokojowe społeczności na największe zagrożenie dla bezpieczeństwa ze wszystkich: samo państwo. Kiedy gorliwość o zamknięte granice powoduje roje ciężko uzbrojony agentów do szturm na społeczności, oddzielne rodzinyprzetrzymuj ludzi w niebezpiecznie opłakane warunkii wdrażaj coraz bardziej bez ograniczeń przemoc wobec osób, które się sprzeciwiająnikt nie jest bezpieczniejszy.
Biorąc pod uwagę te dowody, tym bardziej irytujące jest to, że ludzie sprawujący władzę tak łatwo przypisują niepowodzenia naszego systemu imigracyjnego widmu „otwartych granic”. Sama śmiałość obwiniania czegoś, co nie istnieje, już jest zadziwiająca. Ale cała sprawa jest jeszcze bardziej absurdalna, biorąc pod uwagę, że przyczyną tych problemów są zamknięte granice. Od dłuższego czasu staram się wyjaśnić to w kategoriach akademickich, chociaż ostatnio zaczynam się do tego zwracać surrealistyczna fikcja spróbować wyrazić, jak absurdalny jest to w rzeczywistości. Logika naszego systemu imigracyjnego jest odwrotna! Jak decydenci sobie z tym radzą?
Warto jednak zauważyć, że ostatnio wydaje się, że uchodzi im to na sucho znacznie rzadziej. Jeszcze przed rozpoczęciem zabójstwa Renee Good protesty w Minneapolis, kilka dużych miast widziałem masowe protesty na rzecz ochrony imigrantów i były niezliczone mniejsze miasta w całym kraju również się zmobilizowały. Ostatecznie te działania pokazują mi, że jesteśmy gotowi na poważną rozmowę na temat źródła problemu: naszego nieudanego eksperymentu z zamkniętymi granicami.

















