’Ito się nie skończy, dopóki nie zaśpiewa gruba dama” – to dobrze znane, choć przestarzałe amerykańskie powiedzenie sportowe – może zapewnić Kamali Harris odrobinę komfortu ostatnie dni próby przed wyborami prezydenckimi w USA zaplanowanymi na 5 listopada. Konkurs jest zbyt blisko, aby ogłosić. I tak było od tygodni, jeśli nie miesięcy. The najnowsze średnie sondaże ogólnokrajoweco potwierdza, że Harris i jej republikański rywal Donald Trump mają po około 48 punktów każdy. Impas rozciąga się na siedem najściślej stoczonych pól bitewnych lub stanów wahadłowych.
A jednak w ostatnich dniach narastało wrażenie, uczucie i strach – nazwij to, jak chcesz – że Trump może mieć przewagę. Być może Demokraci niepotrzebnie się straszą. Być może to szum medialny. Może to prawda. Pewne jest to, że ten obgryzacz paznokci schodzi na sam dół. Mamy nadzieję, że kiedy to się skończy, będzie o czym śpiewać i że Harris zostanie pierwszą kobietą i kobietą kolorową wybraną na prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Jeśli Harrisowi się to uda, będzie to niezwykłe osiągnięcie, sukces wbrew wszelkim przeciwnościom. W związku z nieoczekiwanym implozją kampanii reelekcyjnej prezydenta Joe Bidena w lipcu, wywołaną obawami dotyczącymi jego wieku i sprawności psychicznej, jej kampania była niezwykle krótkotrwała. Jako wiceprezydent Harris nadawała się najlepiej do przyjęcia nominacji Partii Demokratycznej i zrobiła to ze śmiałością. Jej pozycja narodowa w ciągu jednej nocy spektakularnie wzrosła.
Jednak od początku miała trudności ze względu na niepopularne dziedzictwo Bidena i niezdolność lub niechęć do zdystansowania się od jego osiągnięć. Harris zmagała się również z przekonaniem, że brakuje jej rozeznania politycznego, jest stosunkowo nieznaną osobą, która ma niejasne i niepewne poglądy na te kwestie oraz że zawiodła jako wiceprezydent lub coś w tym stylu Republikanie domagają się ograniczenia nielegalnej migracji transgranicznej.
Szczęśliwy talent łączenia
Wątpliwości te nie zostały całkowicie rozwiane w ciągu kolejnych trzech miesięcy. Harris sprawia wrażenie sympatycznego, energicznego, godnego zaufania i włączającego polityka. Myląca krytyka, że mówi „sałatką słowną”, pokonała Trumpa w ich jedynej debacie telewizyjnej na żywo, do tego stopnia, że odmówił rewanżu. Wydaje się, że Harris ma szczęśliwy talent do nawiązywania kontaktu na poziomie osobistym z ludźmi, których spotyka. Emanuje radością, humorem i pokorą.
Jednak Harris nie jest wielką kobietą stanu, nie jest imponującą, nieco odstraszającą postacią jak Hillary Clinton, która przegrała z Trumpem w 2016 r. Nie jest też charyzmatyczna jak Barack Obama. Jej narodowa oceny akceptacji są historycznie niskie. A to częściowo wskazuje na w dużej mierze ukryte pytanie, jak jej płeć może wpłynąć na wynik. Sondaże pokazują Trump radzi sobie lepiej wśród mężczyzn, zwłaszcza białych. Kobiety i mniejszości skłaniają się ku Harrisowi, choć w tym roku w mniejszym stopniu. Tak więc, choć jest oczywiste, że te wybory nie będą wsadami, używając innej metafory amerykańskiego sportu, równie jasne jest, że Harris, jeśli zostanie wybrany, będzie przyzwoitym, uczciwym, być może pionierskim prezydentem, silnym sojusznikiem Wielkiej Brytanii i niewyjątkowym ale niezawodny przywódca demokratycznego świata.
Nic takiego nie można powiedzieć o Trumpie – i tylko to się w tej chwili liczy. To jest sedno, wokół którego obracają się wybory. Amerykańscy wyborcy mogą myśleć, że mają wybór. Ale jeśli cenią swoją demokrację, jeśli cenią swoje prawa, instytucje i konstytucję, jeśli cenią wolność osobistą, bezpieczeństwo swojego kraju oraz międzynarodowy pokój i bezpieczeństwo, a nawet jeśli mają nadzieję, że kiedykolwiek jeszcze będą głosować, to tak naprawdę nie. Jedynym wyborem jest Harris.
Prezydentura zemsta
Przesada? Zupełnie nie. Trump ma plan na drugą kadencję, który może oznaczać jego pierwsze zaklęcie w Gabinecie Owalnym – kiedy jego były szef sztabu, John Kelly, twierdzi, że zachował się jak faszysta – wyglądać normalnie. Narcystyczny Trump twierdzi, że będzie to prezydentura zemsta. Dla niego liczy się tylko wyrównanie rachunków. Jeśli jednak do tego dojdzie, będzie to także kwestia nadużycia władzy na skalę niespotykaną dotąd w Ameryce.
Spójrzcie tylko, co obiecuje: masowe deportacje imigrantów; więzienie przeciwników politycznych i wszystkich osób, których nie lubi; użycie armii amerykańskiej przeciwko ludności cywilnej, luźno definiowanej jako „wewnętrzni wrogowie”; oficjalnie zatwierdzony czujność; oraz ponowne porzucenie porozumienia klimatycznego z Paryża.
Ogłoszony program Trumpa obejmuje możliwą, niszczycielską akcję wojskową mającą na celu zniszczenie miast wrogich krajów, takich jak Iran; dezercja sojuszników USA, takich jak Wielka Brytania i Ukraina oraz uspokojenie Rosji Władimira Putina; prawdopodobna światowa wojna handlowa obejmująca karne cła importowe, wymierzone głównie w Chiny; oraz, ogólnie rzecz biorąc, całkowite lekceważenie zobowiązań traktatowych Ameryki, odpowiedzialności globalnej, prawa międzynarodowego i systemu ONZ.
Nawet jeśli Trump nie zrobi połowy tego, czym grozi, zwycięstwo dla niego byłoby katastrofą dla Ameryki i świata – i tym razem będzie niewielu, jeśli w ogóle, „dorosłych na sali”, którzy go powstrzymają. Jego pierwszą ofiarą może być demokracja w USA, która 6 stycznia 2021 r. stała się celem jego gangsterów Maga, a teraz ponownie jest na jego celowniku. Zasadniczo Trump chce zmienić przepisy federalne, stanowe i lokalne, aby zapewnić, że przyszłe wybory przyniosą „właściwe” wyniki.
Trump wydaje się być bardzo szczęśliwy, że może jeszcze bardziej osłabić Sąd Najwyższy i Departament Sprawiedliwości w dążeniu do tego celu. Prawa do aborcji, kluczowa dla Harrisa kwestia, ulegną dalszej erozji, jeśli Trump wygra, przy wsparciu konserwatywnych chrześcijańskich ewangelików i stanowych organów ustawodawczych pod przewodnictwem Republikanów. Ucierpią także prawa człowieka w ogóle, niezależnie od tego, czy będą to prawa imigrantów i ich rodzin, czarnych mężczyzn i innych mniejszości, czy też osób homoseksualnych i transpłciowych. Zagrożona będzie także wolność słowa i niezależne dziennikarstwo. Trump nie może tolerować sprzeczności. Żąda pochlebstwa lub milczenia.
Perspektywa Trumpa nr 2 powinna wywołać dreszcze wśród sojuszników Ameryki. To człowiek, który kłaniał się dyktatorom Rosji, Korei Północnej i Arabii Saudyjskiej, zerwał przełomowe porozumienie nuklearne z Iranem, groził opuszczeniem NATO i nieustannie kłócił się z przywódcami Europy. Atut zachęcał skrajnie prawicowego premiera IzraelaBenjamina Netanjahu, aby ignorował Palestyńczyków, zerwał zarobkowe interesy z Arabami z Zatoki Perskiej i nazwał to pokojem.
po promocji w newsletterze
Głupota i chciwość Trumpa w przeszłości odegrały dużą rolę w podsyceniu kryzysu na Bliskim Wschodzie, który nasilił się wraz z Ostatnie izraelskie bombardowanie Iranu. W sprawie Chin, najważniejszych światowych stosunków Ameryki, Trump obiecuje jedynie większą konfrontację, zwłaszcza po zeszłotygodniowych doniesieniach, że Chińscy hakerzy zaatakowali go i jego dziwny kolega z biegu, JD Vance. Na Ukrainie jego polityka to zdrada i kapitulacja.
Można i należy tego wszystkiego unikać, jednakże przyjaciele i sojusznicy Ameryki, patrząc bezsilnie (pomimo pełnych dobrych intencji interwencji niektórych działaczy Partii Pracy), nie mają nic do powiedzenia, aby zapobiec katastrofie. W rzeczywistości nie robi tego także większość Amerykanów ze względu na anachroniczny, skandalicznie niezreformowany system kolegiów elektorów. Wynik Harrisa-Trumpa w co najmniej 40 z 50 stanów jest przesądzony.
Brutalne, desperackie ataki osobiste
Te wybory mogą zależeć od wyborów dokonanych przez kilka tysięcy osób w Pensylwanii, Michigan, Gruzji i Arizonie. Może się zdarzyć, że tak jak Clinton w 2016 r. Harris zdobędzie ogólnokrajowe głosowanie powszechne, ale straci kolegium elektorów. Albo ten zwariowany system może dać odwrotny skutek. Szacuje się, że około 15% wyborców pozostaje niezdecydowanych. To więcej niż wystarczy, aby przesądzić o wyniku. Wszystko jest jeszcze do zdobycia.
Zrobi się szaleńczo. To może być przerażające. Spodziewaj się, że w ostatnich dniach zdominowane zostaną kwestie gospodarcze chleba i masła – ceny żywności, miejsca pracy i mieszkalnictwa – wraz z aborcją i migracją, a nie ważne kwestie zarządzania, etyki i polityki zagranicznej. I spodziewajcie się coraz bardziej brutalnych, desperackich ataków osobistych, gdy każdy kandydat demonizuje drugiego.
Takie zachowanie jest dla Trumpa czymś naturalnym. Nie Harris, chociaż nie powstrzyma to jej od podtrzymywania uzasadnionego przekonania, że ten niezrównoważony skazany przestępca, starzejący się roué i najbardziej powodujący podziały, niemoralny i mściwy z polityków jest w rzeczywistości faszystą, który dba tylko o siebie i poświęci demokrację, wolność i konstytucję w egoistycznej orgii samouwielbienia. Harris niewątpliwie przypomni także wyborcom, że Trump ponownie odmawia obietnicy uznania wyniku w przypadku przegranej. Niekończące się, irytujące spory sądowe i wściekłe spory są pewne. Przemoc jest wyraźną możliwością.
To ironia losu – ale 5 listopada Amerykanie, którzy naprawdę wierzą w demokrację, tak naprawdę nie mają żadnego wyboru. Stany Zjednoczone pozostają wspaniałym krajem. Ma wiele mocnych stron. Ma też wiele problemów. Trump nie jest odpowiedzią. On tylko pogorszy sprawę. Głosuj na Harrisa!
