Ton historyk Stevena Shapina otworzył swoje konto Rewolucja naukowa z następującym wersem: „Nie było czegoś takiego jak rewolucja naukowa i jest o tym książka”. Kuszące jest powiedzenie tego samego o „liberalnym porządku międzynarodowym” (LIO), że „nie ma czegoś takiego jak liberalny porządek międzynarodowy i są na ten temat setki książek”. I ta kolumna też.
Nastąpiła rewolucja naukowa. Od drugiej wojny światowej istniały globalne ramy, które pomogły uporządkować stosunki międzynarodowe. Ale czy te ramy można określić jako „liberalne”, czy też ucieleśniają to, co twierdzą zwolennicy LIO – „otwarty świat połączony swobodnym przepływem ludzi, towarów, pomysłów i kapitału”, to było: słowami Antony’ego Blinkenaodchodzącego sekretarza stanu USA, „największy wkład Ameryki w pokój i postęp” – budzi wątpliwości.
Powrót do Białego Domu Donalda Trumpa z jego polityką „America First” i pogardą dla organizacji międzynarodowych i traktatów wskrzesił obawy o przetrwanie LIO. „Po raz pierwszy od lat trzydziestych XX wieku” G. John Ikenberry, czołowy liberalny internacjonalista, ostrzegał w 2018 r., rok po pierwszej kadencji Trumpa stwierdzono, że „Stany Zjednoczone wybrały prezydenta, który jest aktywnie wrogi liberalnemu internacjonalizmowi”. Ameryka nie będzie już zapewniać „hegemonicznego przywództwa” niezbędnego do „wspierania współpracy i bronienia wartości „wolnego świata””.
Bombastyczne komentarze Trumpa na temat użycia siły w celu zapewnienia amerykańskiej suwerenności nad Grenlandią i Kanałem Panamskim, jego niechęć do dalszego zbrojenia Ukrainy, jego podziw dla Władimira Putina i dyskredytacja traktatów międzynarodowych – wszystko to w przededniu jego drugiego przyjścia zaostrzyło lęki.
Część problemu w zrozumieniu tej debaty i tych obaw polega na tym, że LIO jest śliską bestią, rozumianą na wiele sposobów i stale zmieniającą kształt. Dla tych, jak Blinken, którzy go wychwalają, jego początki sięgają końca drugiej wojny światowej wraz z utworzeniem zestawu wielostronnych traktatów i instytucji, od NATO po Bank Światowy, których celem było związanie narodów i zapobieżenie kolejnemu globalnemu konfliktowi.
Nikt jednak nie mówił wówczas o „liberalnym internacjonalizmie”. Nowe instytucje i traktaty zostały ustanowione przede wszystkim po to, by umocnić potęgę Stanów Zjednoczonych po ich stronie zimnej wojny, powstrzymać sowiecką ekspansję i pomóc w przejściu od świata imperiów do jednego z suwerennych państw pod kuratelą amerykańskiego „hegemona”. Jako historyk zimnej wojny zaobserwował John Lewis Gaddis: „Bez niczyjego zamysłu… narodom epoki powojennej udało się stworzyć system stosunków międzynarodowych, który – ponieważ został oparty na realiach władzy – służył sprawie porządku – jeśli nie sprawiedliwości – lepiej, niż można było się spodziewać .”
Dopiero w latach 70. i 80., w obliczu traumy amerykańskiej porażki w Wietnamie, historyk Samuel Moyn twierdzikoncepcja zyskała większą popularność, a „liberalny internacjonalizm przyjął obecną formę, kładąc nacisk na zasady i prawa”. Potem przyszedł upadek Związku Radzieckiego i nadejście tego, co nazywał Francis Fukuyama „koniec historii” i pozorny triumf demokracji liberalnej. Teraz pojawiła się idea „liberalnego porządku międzynarodowego”.
To była jednak nie tyle epoka, ile moment. Triumfalizm był krótkotrwały i po 11 września większość zachodnich przywódców zaakceptowała fakt, że wszelka obrona porządku liberalnego wymaga użycia najbardziej nieliberalnych narzędzi, od tortur i wydawania więźniów po zabójstwa i inwazje. W ciągu dziesięciu lat załamanie finansowe w 2008 r. i wzrost chińskich wpływów na arenie międzynarodowej wywołały przygnębiające ostrzeżenia o „końcu liberalnego porządku, który nigdy nie istniał”, jak politolog Michael N. Barnett kwaśno to ująć.
po promocji w newsletterze
W całej swojej historii LIO przeplatało kwestie gospodarcze i geopolityczne. I w obu wątkach pragnienie porządku wzięło górę nad jakąkolwiek wiarą w „liberalizm”. Celem gospodarczym było zapewnienie światu bezpieczeństwa dla globalnych wolnych rynków, nie poprzez prowadzenie polityki leseferyzmu, ale – jak zauważył historyk – Quinn Slobodian pokazałpoprzez „projektowanie instytucji… w celu zaszczepienia kapitalizmu przeciwko zagrożeniom demokracji” i ustanawianie „zasad ustalonych przez organy ponadnarodowe działające poza zasięgiem jakiegokolwiek elektoratu”. Był to projekt neoliberalizmu, który narodził się w latach trzydziestych XX wieku za sprawą ekonomistów takich jak Friedrich Hayek i Ludwig von Mises, a urzeczywistnił się w okresie pozimnowojennym, dzięki instytucjom i mechanizmom liberalnego porządku międzynarodowego.
Konsekwencją tego jest wzrost nierówności, erozja społeczeństwa obywatelskiego i rosnące poczucie urazy w obrębie części elektoratu na całym świecie z powodu pozbawienia go głosu politycznego. Trump, podobnie jak inni przywódcy populistyczni, był beneficjentem ostrej reakcji wobec „elity liberalnej”.
Sukces takich postaci jak Trump ze swoim antyglobalistycznym stanowiskiem doprowadził wielu do tego świętować „koniec neoliberalizmu”. Jednak wielu z tych, którzy zyskali na porządku neoliberalnym, również znajduje się w centrum projektu Trumpa; nie tylko „techniczni bracia”, tacy jak Elon Musk. Być może triumfalny globalizm epoki postzimnowojennej już nie istnieje, ale wiele elementów neoliberalizmu jest obecnie odbijanych przez pryzmat asertywnego nacjonalizmu.
Geopolityczne aspekty LIO są równie sprzeczne. Zachodni przywódcy mogli głosić liberalizm, demokrację i rządy prawa, ale od Chile po Kongo, od Indonezji po Arabię Saudyjską chętnie podważali wszystkie trzy i popierali nieliberalizm i autorytaryzm, gdy odpowiadało to ich potrzebom.
Zwolennicy LIO chwalą ją jako zapewniającą pokój. „Pokój” nie oznacza jednak braku wojny, a jedynie zapobieganie bezpośredniej wojnie między głównymi mocarstwami. Według Uniwersytetu Tufts Projekt interwencji wojskowejz prawie 400 amerykańskich interwencji wojskowych za granicą w latach 1776–2019 większość miała miejsce od 1945 r., a jedna czwarta od 1989 r.
Na długo przed chwalebnymi proklamacjami Trumpa „America First” przywódcy amerykańscy realizowali to, co Monica Duffy Toft, założycielka Projektu Interwencji Wojskowej nazywa „dyplomacja kinetyczna” – „dyplomacja przy użyciu siły zbrojnej”; jest to „wyraźny trend” XXI wieku, promowany między innymi przez takich liberalnych internacjonalistów, jak Barack Obama i Joe Biden.
Z pewnością istnieje wiele powodów do obaw związanych z polityką Stanów Zjednoczonych w nadchodzącym okresie. Jednak rzucanie wyzwania Trumpowi nie wymaga od nas idealizowania tego, co było wcześniej, ani wychwalania liberalnego porządku, jakiego nigdy nie było. Musimy raczej przemyśleć na nowo, co rozumiemy przez internacjonalizm w epoce asertywnego nacjonalizmu.


















