Takwiesz jak to jest, gdy myślisz, że masz genialny pomysł, a potem on gryzie cię w tyłek jak wysportowany, ale wredny jack russell? Zasugerowanie, że mógłbym „pożyć jak pies przez jeden dzień, żeby sprawdzić, czy są szczęśliwsi” okazało się jednym z takich.

Wydawało się to tak obiecujące. Kiedy usłyszałem tytuł książki filozofa Marka Rowlandsa Szczęście psów: Dlaczego życie nieprzeanalizowane jest najbardziej warte przeżyciauderzyło mnie to jak frisbee w głowę. Rowlands nie napisał poradnika – raczej jest to piękna medytacja na temat tego, jak to jest w głowach naszych psich towarzyszy – ale napełniło mnie to pilną tęsknotą.

Każdy, kto siedział kiedyś przy biurku, mając przed oczami coś futrzastego, co nie zwracało na niego uwagi, leniwie liżąc swoje genitalia, a może, co bardziej prawdopodobne, śpiąc, pomyślał sobie mniej więcej to samo, co autor książki Rowlands: czyż te stworzenia nie są szczęśliwsze od nas? Psymówi Rowlands, są „olśniewające w swoim braku samooceny”; niezawodnie zdolne do uzyskania dostępu do „nieokiełznanego szczęścia”. Psy nigdy nie poczuły adrenaliny, otwierając gniewnego e-maila lub próbując wstawić obraz do dokumentu Word. Nie pytają siebie, jaki jest sens ani nie zastanawiają się, czy są dobrymi psami: one wiedzieć Są (ludzie ciągle im to mówią).

Oczywiście, nie jest to takie proste: są psy, których potrzeby nie są zaspokajane i które nie mają możliwości wyrażania swoich instynktownych zachowań; psy lękliwe i zaniedbaneW 2021 roku Króliczek, wyglądający na zaniepokojonego owczarek, który naciska przyciski, aby mówić podobno miał kryzys egzystencjalny, ciągle powtarzając „pies, co to jest pies?”

A jednak, kto nie byłby psem, gdyby mógł? Pragnę nieprzeanalizowanego życia. Bycie człowiekiem jest tak skomplikowane – wszystkie te wątpliwości, lęki, wstręt do siebie i świadomość własnej śmiertelności. Uważam, że życie w mojej głowie jest wyczerpujące, a mój najbardziej niezawodny dostęp do radości pochodzi z fizycznych, zwierzęcych rzeczy: kopania, chodzenia, jedzenia, przytulania.

Stając się psem na jeden dzień, mam kilka ludzkich twardych zasad: żadnego wąchania tyłka, sikania na zewnątrz ani mięsa. „Czy ktoś będzie sprzątał twoją kupę?” pyta moja najlepsza przyjaciółka; również nie. Następnie sugeruje, abym „wydawała jęczące dźwięki”, aby karmić ją w regularnych odstępach czasu, ale nie chodzi o smakołyki: chcę po prostu poczuć smak życia pełnego czystych doznań.

Zaczyna się idyllicznie. Wychodzę na zewnątrz i kładę się, bo kiedyś miałam psa i to właśnie on robił. Słońce ogrzewa mi plecy, pode mną czuć łaskotanie suchej trawy; ptaki ćwierkają w żywopłocie. Wiewiórka przeskakuje obok i moja najbardziej psia cecha – nieprzejednana nienawiść do wiewiórek – wyłania się, gdy odganiam ją z dziką radością. Później jem tak, jakbym mogła już nigdy nie dostać jedzenia i tłumię natrętne lęki przed snem, mówiąc sobie, że nic z tego nie dotyczy mnie, psa. Rano jem śniadanie składające się z czterech crumpetów, ponieważ psy nie robią wyrzeczeń motywowanych zdrowiem, a potem wychodzę na spacer.

Ale kiedy wracam, życie ludzkie wciąż mnie wtrąca, przygnębiający bufet niepsich doświadczeń: „terminy”, „obowiązki” i „zmartwienia”. Zamiast drzemać i tarzać się w trawie, znajduję się w ponurym przewijaniu (ach, żeby nie mieć przeciwstawnych kciuków). I pomimo regularnych przekąsek i rozciągania, czuję frustrację z powodu mojej marnej pracy w toku, niepokój o przeszłe i przyszłe zadania i zasadzkę smutku, gdy moi synowie wyjeżdżają na uniwersytet (można to uznać za lęk separacyjny, który jest dość psi). Przeczytałam też książkę Rowlandsa, która jest na przemian smutna i głęboka: przypomina mi się, jak bardzo tęsknię za moim psem, gdy opowiada o śmierci jednego ze swoich, i smutno przewijam zdjęcia mojego jedwabistego głupca. Psy, jak mówi Rowland, „kochają swoje życie bardziej niż my nasze”, co wydaje się bardzo prawdziwe i dość rozdzierające serce. Kończę dzień w tak głębokim upadku, że myślę o poproszeniu męża, żeby rzucił mi piłkę, ale zadowalam się zwinięciem się w kłębek w łóżku; może drapanie po uchu pomoże.

Bycie psem jest o wiele trudniejsze niż się wydaje – w rzeczywistości niemożliwe. Nie potrafię wyłączyć samoświadomości, refleksji, rozmyślań, bez względu na to, jak bardzo gonię wiewiórki lub wyleguję się na słońcu. Dobra wiadomość jest taka, że ​​obiecano mi smakołyk, gdy skończę opowiadać tę smutną prawdę. Więc: hau!

Emma Beddington jest felietonistką Guardiana

Source link