Ludzie, którzy próbowali obalić Wybory 2020 mają więcej władzy niż kiedykolwiek – i planują z niej skorzystać.
Wspierani przez prezydenta, odgrywają znaczącą rolę w kluczowych częściach rządu federalnego. Harmeet Dhillon, prawnik, który pomógł awansować Twierdzenia Donalda Trumpa dotyczące sfałszowanych wyborów w 2020 r. przewodzą obecnie wydziałowi praw obywatelskich w departamencie sprawiedliwości. Negatorka wyborów, Heather Honey, teraz służy jako zastępca podsekretarza ds. uczciwości wyborów w resorcie bezpieczeństwa wewnętrznego. Kurt Olsen, prawnik zaangażowany w ruch „zatrzymaj kradzież”, jest obecnie specjalnym pracownikiem rządowym bada wybory w 2020 r.
Ruch, który niegdyś wywierał presję na wybranych urzędnikach, aby podporządkowali się jego kaprysom, jest teraz częścią rządu.
„Rozmowa dochodzi dosłownie z wnętrza domu” – powiedziała Joanna Lydgate, współzałożycielka i dyrektor naczelna United Democracy Center w Stanach Zjednoczonych. „Teraz ma swoje macki w Białym Domu, w Kongresie i agencjach federalnych, a także z grupami zewnętrznymi, które naprawdę zasilają tę infrastrukturę”.
Administracja Trumpa zwraca się do stanów z wątpliwymi wnioskami o udostępnienie danych wyborców, które mogłyby usidlić wykwalifikowanych wyborców i posłużą jako podstawa do przyszłych roszczeń o oszustwo. Pracują nad wprowadzeniem zasad ograniczających dostęp wyborców lub zasiewających ziarno nieufności co do tego, kto i jak może głosować. Trump rozmieścił agentów federalnych w miastach w całym kraju, wzbudzanie lęków że funkcjonariusze mogą być wykorzystywani do celów wyborczych.
„Wszystko to, choć koncentruje się na przeszłych wyborach, stanowi wprowadzenie w błąd co do rzeczywistego prawdopodobnego zamierzenia, które polega na ingerencji w wybory w 2026 r. i próbie ich delegitymizacji, jeśli partia prezydenta nie wypadnie dobrze” – powiedział David Becker, dyrektor wykonawczy Centrum Innowacji i Badań nad Wyborami. Wyniki wyborów poza rokiem 2025, w których Demokraci odnieśli duże zwycięstwa, prawdopodobnie „wzmocnią determinację administracji do ingerencji w wybory stanowe i dalszego siania wątpliwości co do ich wyników” – stwierdził.
Niektórzy urzędnicy ds. wyborów stanowych i lokalnych twierdzą, że nie utrzymują już stosunków roboczych z rządem federalnym i nie ufają wiedzy specjalistycznej, z której korzystali w zakresie bezpieczeństwa wyborów.
„Rząd federalny nie jest już zaufanym partnerem w demokracji” – powiedziała Guardianowi Jena Griswold, sekretarz stanu Demokratów w Kolorado.
Sekretarz stanu stanu Arizona, Adrian Fontes, powiedział: „Musiałaby nastąpić znacząca zmiana w retoryce i nastawieniu ze strony kierownictwa wyższego szczebla w administracji, zanim otworzę drzwi i powiem: «Tak, chłopaki, wejdźcie». Byłoby głupio z mojej strony, gdybym wpuścił lisa do kurnika.
Poproszony o komentarz Biały Dom nie odpowiedział na pytania dotyczące tego, jaką władzę według Trumpa ma nad wyborami ani czy skorzystałby z uprawnień nadzwyczajnych, aby przejąć kontrolę nad wyborami, czego obawiają się eksperci ds. wyborów.
Co oni zrobili ze swoją mocą?
Zwycięstwo Trumpa w 2024 r. zapoczątkowało promocję zaprzeczania wyborom, zarówno w szeregach prezydenta, o którym wiadomo, że nagradza lojalność, jak i w grupach zewnętrznych, które od dawna lobbowały na rzecz nowych przepisów i polityk zgodnych z ich fałszywymi twierdzeniami o szerzących się oszustwach wyborczych.
Pierwszego dnia kadencji Trumpa udzielił ułaskawienia wszystkim, którzy szturmowali Kapitol w powstaniu 6 stycznia. Do listopada wydał dziesiątki ułaskawień zapobiegawczych dla osób zaangażowanych w program fałszywych wyborców i inne próby fałszowania wyników wyborów w 2020 r. Ed Martin, działacz na rzecz powstrzymania kradzieży, pomógł w ułaskawieniu.
Lydgate ze Stanów Zjednoczonych powiedział, że strategia administracji w sprawie wyborów to „śmierć 1000 cięć w celu upewnienia się, że ta grupa zaprzeczających wyborom może osiągnąć oczekiwane rezultaty”.
Trzy kluczowe filary tej strategii, stwierdziła, to odbieranie władzy bezpartyjnym urzędnikom wyborczym, przytłaczanie administratorów wyborów błahą pracą i groźbami oraz próba kształtowania elektoratu na swoją korzyść poprzez usunięcie go z list wyborczych.
„Zawsze zdarzali się przywódcy polityczni, którzy narzekali na wyniki wyborów, ale nie w ten sposób, który próbował zdyskredytować cały system i przeznaczał zasoby rządu federalnego na realizację tego celu” – powiedział Derek Tisler, doradca i menadżer w programie wyborczym i rządowym Brennan Center.
Działacze wyborczy pomogli w przygotowaniu projektu ustawy które wymagałoby od ludzi udowodnienia swojego obywatelstwa, aby móc głosować. Kiedy Izba Reprezentantów Stanów Zjednoczonych uchwaliła ustawę Safeguard American Voter Eligibility (Save) Act, Cleta Mitchell, przywódczyni wpływowej grupy „uczciwości wyborczej”, została przedstawiony z kartę liczenia głosów.
Kiedy w marcu Trump wydał zarządzenie wykonawcze dotyczące „zachowania i ochrony integralności amerykańskich wyborów”, wyglądało to podobnie do „Karta praw wyborczych obywateli USA„, którą promował Mitchell, przy czym obaj wezwali do przedstawienia dokumentu potwierdzającego obywatelstwo w celu zarejestrowania się jako wyborca. Duża część wydawania zarządzeń wykonawczych została wstrzymana przez sądy.
Dążenie do powszechnej weryfikacji obywatelstwa wśród działaczy wyborczych przekonanych, że głosuje duża liczba osób niebędących obywatelami kraju, doprowadziło do szerszego, kontrowersyjnego stosowania systemu mającego na celu sprawdzanie obywatelstwa w celu uzyskania korzyści publicznych, a nie głosowania. Administracja Trumpa to stwierdziła rozszerzył usługę przeszukać większą liczbę baz danych i umożliwić urzędnikom wyborczym wyszukiwanie osób grupowo, a nie indywidualnie. Urzędnicy podobno poinformował grupę Mitchella o wyjaśnieniu nowych zastosowań. Grupy praw głosu pozwali nad tą ekspansją.
Mitchell odmówił komentarza.
Kolejna obsesja zaprzeczania wyborom – „czyszczenie” listew, które, jak twierdzą, zawierają dziesiątki nieważnych wyborców pomimo regularnej i starannej konserwacji przez urzędników wyborczych – pociągnęła za sobą siłę rządu federalnego. Departament Sprawiedliwości zwrócił się do spisów wyborców kilkudziesięciu stanów w wysiłek w celu zgromadzenia ogólnokrajowego spisu wyborców, którego cel nie jest jasny.
Niektóre stany odmówiły przekazania tej decyzji, powołując się na obawy dotyczące prywatności wyborców i brak jasności. Eksperci ds. praw wyborczych i urzędnicy ds. wyborów obawiają się, że administracja wykorzysta bazę danych, która jest prawie pewna, że jest niekompletna, do rozpoczynania wypraw połowowych w związku z przeszłymi lub przyszłymi roszczeniami o oszustwa.
Rzecznik Departamentu Sprawiedliwości powiedział, że agencja ma uprawnienia do zapewnienia, aby stany posiadały „odpowiednie procedury rejestracji wyborców i programy mające na celu utrzymanie czystych list wyborców, zawierających wyłącznie uprawnionych do głosowania w wyborach federalnych”. Dane przesyłane do departamentu w ramach wniosków o spisy wyborców „są sprawdzane pod kątem wpisów wyborców niekwalifikujących się” – powiedział rzecznik.
„Czyste spisy wyborców i podstawowe gwarancje wyborcze to warunek wolnych, uczciwych i przejrzystych wyborów” – stwierdził Dhillon w oświadczeniu. „Wydział Praw Obywatelskich Departamentu Sprawiedliwości ma ustawowe uprawnienia do egzekwowania naszych federalnych przepisów dotyczących praw wyborczych, a zapewnienie zaufania wyborców do uczciwości naszych wyborów jest najwyższym priorytetem tej administracji”.
Szkodliwe relacje z państwami
Nie chodzi tylko o aktywne kroki, które administracja Trumpa podjęła, aby wzmocnić pozycję osób zaprzeczających wyborom. Administracja osłabiła także swoją wiedzę specjalistyczną w zakresie cyberbezpieczeństwa i wyborów, nawet w porównaniu z pierwszą administracją Trumpa. Badania dezinformacji wyborczej I praca z obcą ingerencją został rozwiązany. Agencja ds. Cyberbezpieczeństwa i Bezpieczeństwa Infrastruktury (CISA) dostrzegła to masywne cięcia.
Becker z Centrum Innowacji i Badań nad Wyborami powiedział, że rozmawiał z urzędnikami wyborczymi obu partii, którzy obecnie nie ufają rządowi federalnemu jako partnerowi w wyborach, co stanowi „jasny kontrast” z pierwszą Administracja Trumpa.
„Oprócz akcji afirmatywnej polegającej na zatrudnianiu w rządzie federalnym zwolenników teorii spiskowych, istnieje dodatkowa akcja negatywna polegająca na demontażu pozytywnych rzeczy, które rząd federalny zrobił w przeszłości” – powiedział.
W odpowiedzi na obawy związane ze zmniejszoną rolą CISA Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego stwierdził: „W przeciwieństwie do poprzedniej administracji, CISA koncentruje się wyłącznie na wykonywaniu swojej ustawowej misji: pełnieniu funkcji krajowego koordynatora ds. zabezpieczania i ochrony infrastruktury krytycznej kraju oraz dostarczaniu na czas przydatnych informacji o zagrożeniach cybernetycznych, wspieraniu partnerów federalnych, stanowych i lokalnych oraz obronie przed cyberzagrożeniami zarówno ze strony państw narodowych, jak i przestępczych”.
Stany zaczynają przejmować więcej ról, w których pomógłby rząd federalny. Fontes powiedział, że rząd federalny zapewniał wywiad i porady techniczne, a w razie jakichkolwiek wątpliwości miał bezpośredni kontakt z byłym szefem CISA. W tym roku jego biuro „prawie nie miało żadnych interakcji” z rządem federalnym.
„To jak gra w zwykłą piłkę nożną, ale masz tylko ośmioosobową drużynę” – powiedział. „Nie mamy już partnera. Czujemy się, jakbyśmy mieli przeciwnika, a to nie jest zdrowy sposób rządzenia. „
Ponieważ Trump nie ma władzy nad administracją wyborczą, będzie polegał na swoich sojusznikach w wyborach stanowych i lokalnych, jeśli chodzi o wykonanie jego rozkazów marszu, powiedziała Samantha Tarazi, współzałożycielka i dyrektor naczelna Voting Rights Lab.
„Widząc coraz więcej znanych osobistości zaprzeczających wyborom na stanowiskach w rządzie federalnym, należy również pamiętać, że ławy są obecnie składowane także na szczeblu bardziej oddolnym, na przykład w zarządach okręgów i stanowych komisjach wyborczych” – powiedziała Tarazi.
W niektórych miejscach – w tym w komisji wyborczej stanu Georgia i zarządach okręgów w Arizonie – aktywiści zajmują już stanowiska nadzorujące wybory. Natomiast głośne wyzwanie wyborcze w Karolinie Północnej, gdzie Republikanin, który przegrał wybory sądowe, próbował po fakcie zdyskwalifikować wyborców, posłużyło jako przypadek testowy tego, jak można kwestionować wybory w przyszłości.
Co to oznacza dla semestrów
W okresie poprzedzającym połowę kadencji wysiłki mające na celu podważenie wyborów nasilą się i nasilą się twierdzenia, że Demokraci lub sądy próbują uniemożliwić administracji Trumpa wprowadzenie zasad chroniących wybory – a wszystko to stanowi część planu mającego na celu podważenie wyników w przypadku przegranej Republikanów. Próby ograniczania dostępu do głosowania i skreślania wyborców ze spisów będą nasilać się także w 2026 roku.
Będą prowadzone kampanie nacisku na lokalnych urzędników, aby wprowadzili politykę, której Trump nie może sam legalnie zainstalować. Jeśli jego kandydaci przegrają, on i jego sojusznicy będą wywierać presję na lokalnych urzędników, aby nie potwierdzali wyników ani nie kwestionowali wyników wyborów. Krótko mówiąc, rok 2026 może wyglądać bardzo podobnie do roku 2020, w zależności od tego, kto wygra.
Aktywiści zaprzeczający wyborom chcą, aby Trump poszedł dalej: niektórzy wzywali go do ogłoszenia stanu nadzwyczajnego w kraju, aby zgłosić roszczenia w związku z wyborami. Mitchell przyznał w podcaście na początku tego roku, że władza prezydenta w wyborach jest ograniczona – „z wyjątkiem sytuacji, gdy istnieje zagrożenie dla suwerenności narodowej Stanów Zjednoczonych”.
Amerykańscy senatorowie ostrzegali przed groźbą wprowadzenia stanu nadzwyczajnego w zakresie głosowania, powołując się na zatrudnienie przez Trumpa osób zaprzeczających wyborom na prominentne stanowiska i ich potencjał wywierania wpływu na administrację.
„Od pierwszego dnia Donald Trump pracował nad podważeniem naszych wolnych i uczciwych wyborów. Do swojego zespołu dołączyły osoby zaprzeczające wyborom, takie jak Ed Martin, Kurt Olsen i Heather Honey, których ekstremistyczna strategia jest jasna: nakłonić Trumpa do ogłoszenia fałszywego „stanu nadzwyczajnego” w celu ingerencji w wybory stanowe, ponieważ wiedzą, że Republikanie nie mogą wygrać według ich historii” – powiedział w oświadczeniu senator z Kalifornii, Demokrata, Alex Padilla.
Becker stwierdził, że sądy stanowią „istotny czynnik ograniczający” zdolność Trumpa do kradzieży wyborów, podobnie jak miało to miejsce w 2020 roku. Zdecentralizowany charakter wyborów w USA również utrudnia podważenie ich wyników. Jednak chaos, który już sieje, jest bardziej ekstremalny niż ostatnim razem.
„Moim zdaniem nie ma wątpliwości, że istnieje możliwość wywarcia nacisku politycznego na administratorów wyborów” – powiedział Fontes. „A moje wezwanie do administratorów wyborów, nie tylko tutaj, w Arizonie, ale w całym kraju, brzmi: pozostańcie silni. Po prostu wykonujcie swoją pracę. „


















