Flub przez ostatnie dwa lata mieszkańców Austin w Teksasie i nie tylko niepokoiły pogłoski o seryjnym mordercy, gdy ciało za ciałem pojawiało się nad jeziorem w mieście. Zabójcy nadano nawet imię: Rozpruwacz z Rainey Street.
Władze twierdzą jednak, że około 36 utonięć w jeziorze w pobliżu Rainey Street było prawdopodobnie związanych ze spożywaniem alkoholu i narkotyków oraz bliskością zbiornika do słynnych barów w mieście.
Prawie na pewno nie ma seryjnego mordercy. Ale czy to wystarczy, aby uciszyć pogłoski, czy też szersza amerykańska fascynacja – zarówno faktem, jak i fikcją – makabrycznymi masowymi mordercami oznacza, że fakty i prawda mają w tej sprawie niewiele do powiedzenia?
Raport przeprowadzona przez badaczy z Texas State University we współpracy z wydziałem policji w Austin, którzy przeanalizowali 189 spraw na przestrzeni 20 lat, nie znaleźli żadnych dowodów na seryjnego mordercę, żadnych wzorców skupisk ani punktów zapalnych podobnej działalności przestępczej.
„Chociaż spekulacje w mediach społecznościowych sugerują coś innego, niezależne badanie akademickie potwierdza ustalenia dochodzeń APD i potwierdza, że Austin nie ma do czynienia z seryjnym mordercą” – stwierdziła policja w Austin w oświadczeniu.
Badanie wykazało, że mężczyźni częściej toną niż kobiety, co może wyjaśniać, dlaczego w jeziorze Lady Bird tonie więcej mężczyzn niż kobiet.
Doktor Kim Rossmo jest profesorem prawa karnego na uniwersytecie, który opracował dziedzinę profilowania geograficznego, która w 2001 roku pomogła zlokalizować seryjnego mordercę Roberta Picktona, znanego jako zabójca hodowcy świń. Powiedział lokalnym wiadomościom z portalu społecznościowego wynika, że media społecznościowe „propagują coś, co jest sensacyjne w celu uzyskania kilku dodatkowych kliknięć”.
„Nie marnujmy pieniędzy i czasu na ściganie widmowych seryjnych morderców” – dodał.
Jednak brak dowodów na nieczystą grę i wysiłki mające na celu obalenie teorii o seryjnym mordercy mogą nie wystarczyć.
W zeszłym roku nowojorska policja stwierdziła, że nie ma dowodów na obecność seryjnego mordercy w pobliżu dwóch nocnych klubów na Brooklynie, po tym jak w pobliskim strumyku w ciągu nieco ponad roku znaleziono ciała trzech mężczyzn.
W sierpniu policja w Bostonie adresowane internetowe dyskusje na temat potencjalnego seryjnego mordercy w Nowej Anglii po tym, jak od kwietnia w sześciu stanach znaleziono wiele ciał. Policja stanowa Massachusetts stwierdziła, że nie ma dowodów wskazujących na seryjnego mordercę. Kryminolog z Northeastern University James Alan Fox, autor kilku książek na ten temat, powiedział: „Pomiędzy ofiarami jest niewiele podobieństw”.
Jednak zainteresowanie seryjnymi mordercami nie maleje pomimo uderzającego spadku ich liczby od czasu mrocznego rozkwitu Teda Bundy’ego, który w latach 1974–1978 porwał, zgwałcił i zamordował dziesiątki młodych kobiet i dziewcząt, oraz Jeffreya Dahmera, który w latach 1978–1991 zabił i poćwiartował 17 mężczyzn i chłopców.
Fox szacuje, że od czasu, gdy liczba seryjnych zabójstw osiągnęła szczyt w latach 70., nastąpił spadek o 80%. W tamtym czasie w USA było prawie 300 aktywnych seryjnych morderców. Dziesięć lat później było 250 aktywnych zabójców, którzy byli przyczyną od 120 do 180 zgonów rocznie. W 2010 roku było mniej niż 50 znanych aktywnych zabójców.
Fox wskazuje na kilka czynników, które łącznie mogą sugerować przyczynę tak dramatycznego spadku liczb.
„Obecnie mamy bardzo niewielu autostopowiczów” – powiedział. „W tamtych czasach ludzie narażali ich na znaczne ryzyko, gdy podwozili ich pozornie dobrzy Samarytanie”.
To samo można powiedzieć o kierowcach, którzy przyjęli pomoc w przypadku przebitej opony, co doprowadziło do tego, że seryjnego mordercę w Indianie nazwano „Zabójcą przebitej opony”. „Ale teraz mamy Ubera, więc nie musimy podróżować autostopem, ale mamy telefony komórkowe, za pomocą których możemy wezwać pomoc. Ogólnie rzecz biorąc, ludzie są znacznie bardziej świadomi obecności nieznajomych.”
Równie istotne jest przyjęcie technologii DNA, które stały się dostępne dopiero w latach 90. XX wieku, oraz dostępność dużych baz danych DNA, które mogą prowadzić do bezpośredniej identyfikacji członków rodziny.
Masowy morderca z Idaho, Bryan Kohberger, został częściowo zidentyfikowany, gdy genealogia genetyczna wskazała na jego rodzinę w Pensylwanii. Kohberger, choć nie do końca seryjny morderca, studiował pod kierunkiem profesor psychologii sądowej na Uniwersytecie DeSales Katherine Ramsland.
„Postępy w technologii DNA umożliwiły władzom identyfikację zabójców, zanim zbiorą dużą liczbę ciał” – mówi Fox, dodając, że kamery, komunikacja organów ścigania w różnych jurysdykcjach i ograniczenie prostytucji ulicznej pomogły ograniczyć szanse seryjnych morderców.
W ten sposób Kohberger – który zabił czterech uczniów w jednym domu w Moskwie w stanie Idaho – został złapany, zanim zdążył popełnić drugie przestępstwo.
Fox, który zarządza Associated Press/USA Today/Baza danych o masowych zabójstwach Northeastern Universitywskazuje również, że w latach 70. sadyści seksualni nie mieli zbyt wielu możliwości zaspokojenia swoich popędów. „Dzięki dostępnym dla wszystkich brutalnym obrazom mogą w pewnym stopniu zaspokoić siebie bez konieczności korzystania z niechętnej ofiary” – mówi.
Ale choć w rzeczywistości seryjni mordercy zanikają, z pewnością wzrosło zainteresowanie nimi w popularnej rozrywce.
Oskarżony seryjny morderca z Long Island, Rex Heuermann, któremu w przyszłym roku grozi proces pod zarzutem zamordowania siedmiu kobiet, nakręcił już dwa filmy dokumentalne o swoich rzekomych zbrodniach. Serial o morderstwach Netflix „Monster” skupia się na Dahmerze i Edu Geinie, rzeźniku z Plainfield, którzy zainspirowali „Psychozę” Alfreda Hitchcocka. Obydwa programy okazały się hitami publiczności.
„Ludzi bawią zabójcy z przeszłości” – mówi Fox. „I to odzwierciedla fakt, że mamy tak wielu. W rzeczywistości tak wielu, że dwóch zabójców w Kalifornii nazywało się Freeway Killer One i Freeway Killer Two”.
Co przerażające, spadek liczby seryjnych morderców zbiegł się z pojawieniem się czegoś równie przerażającego, a może nawet bardziej groźnego: masowych strzelanin, zwłaszcza w szkołach.
„Ze względu na swoją dziwaczność i ekstremalność seryjni mordercy wzbudzali zainteresowanie, ale niekoniecznie strach, z wyjątkiem określonej społeczności” – argumentuje Fox. „Masowe strzelaniny budzą strach. Zatem teraz Amerykanie unikają pewnych miejsc, ponieważ nie chcą dać się złapać, więc to zupełnie inna sprawa.”
Mimo to społeczna potrzeba zrozumienia motywacji morderstwa lub jej braku pozostaje nienaruszona. W nowej książce „The Monsters We Make”, opublikowanej w przyszłym tygodniu, dziennikarka Rachel Corbett łączy doświadczenia swojej rodziny z morderstwem z badaniami nad profilowaniem kryminalnym, zajęciem, które jest bardziej sztuką niż nauką.
„Społeczeństwo potrzebuje potworów” – pisze Corbett. „Przypominają nam, kim jesteśmy – a kim nie jesteśmy. Są przerażające, ponieważ przełamują granice między tym, co uważamy za ludzkie i nieludzkie, i ostrzegają nas przed tym, czym możemy się stać. „
Potrzeba tworzenia potworów tam, gdzie mogą nie istnieć, w tym w Austin, Massachusetts i Brooklynie, konfrontuje się z rzeczywistością zidentyfikowaną przez Fox, że era seryjnych morderców, jaka kiedykolwiek była, została wyparta.
„Nawet w szczytowym momencie epidemia seryjnych morderców była znacznie przesadzona” – mówi. „Teraz łapiemy starych seryjnych morderców, ale nowi dokonują tu i ówdzie jednorazowych morderstw”.
Corbett podkreśla, że te historie rzeczywiście czemuś służą.
„Seryjny morderca to Frankenstein – mozaika wszystkiego, co można na niego rzutować. Konserwatyści twierdzili, że Ted Bundy był skutkiem utraty religijności w społeczeństwie, rozpadu rodziny i praw kobiet. Po lewej stronie byli ludzie, którzy twierdzili, że potrzebujemy zaawansowanych programów socjalnych i zrozumienia zdrowia psychicznego. Przeanalizujmy je, a nie tylko zabijaj.”
Niezależnie od spadku przestępczości w świecie rzeczywistym, amerykańska fascynacja seryjnymi mordercami wciąż trwa.


















