A dekada wojny w Jemen zostawił nas w miejscu, którego nigdy nie mogliśmy sobie wyobrazić. Naszymi największymi zmartwieniami były kiedyś egzaminy, prace i wesela. Dzisiaj żyjemy z ciężarem ciągłego strachu. Budzisz się na dźwięk wybuchów lub ciszę żalu, pozostawiaj swój dom niepewny, czy wrócisz, spójrz na swoje dziecko i zastanawiasz się, jaką przyszłość czeka.
Jednak życie trwa. Nosimy nasze straty, nasze złamane serca, nasz żal i kontynuujemy. Dziesięć lat wojnyDziesięć lat żałoby, nauki przetrwania z guzkiem w naszych sercach.
Pamiętam swoje dzieciństwo: trzask radia, blask papierosa. Widzę, że mój dziadek Abu Bakr siedzi na małym brudnym wzgórzu, wzywając: „Chodź, pozwól mi nauczyć cię alfabetu”.
Podskoczę, a on mnie obejmuje, gaszając papierosa i wyłączając radio. Ścigam się z nim do domu, a drzwi otwierają się, aby ujawnić ciotkę Aishę, moją drugą matkę. Podała mi ryż, ryby i sos pomidorowy. Nawet kiedy byłem wystarczająco dorosły, by jeść samodzielnie, nakarmiła mnie rękami. „Podoba ci się, moja droga?” Pytałaby, a jej głos był kołysanką mojej duszy. Wiele lat później usiadłem obok niej, ale jej oczy, niegdyś pełne miłości, były zmęczone przez Alzheimera, jej ręce cienkie i kruche.
Dziadek już opuścił ten świat, tracąc wzrok po nieudanej operacji. Zapytał mnie kiedyś: „Czy wiesz, jak zrobić herbatę?” „Nawet gdybym tego nie zrobił, zrobiłbym to dla ciebie” – odpowiedziałem. To była nasza ostatnia rozmowa. Ciocia Aisha przetrwała utratę pamięci, ale nie cholera. Zabójca Jemenu. Choroba ją zabrała Jakby już zajęło tysiące. Umarła nie z powodu losu, ale dlatego, że wojna zamieniła chorobę w wyrok śmierci.
Potem jest Hussam, mój brat. Jego śmierć pozostaje ze mną. Tak bardzo staraliśmy się w noc przed przeżyciem, ale drogi były zamknięte. Nie mogliśmy przynieść mu tlenu, którego potrzebował. Byłem tam, obserwując, bezradny. Widziałem zaczerwienienie w jego policzkach. Pimple, które miał dzień wcześniej, zniknęła. Jego dusza opuszczała jego ciało i nie mogłem tego zatrzymać.
Moja matka trzymała go przez całą noc. Mruczy cicho, cicho płacząc, gdy jego ostatni oddech wymknął się. Nie krzyczała, nie płakała, po prostu go trzymała, jakby mogła go trochę dłużej. Prześladuje mnie. Zastanawiam się, czy mogłem zrobić więcej. Drogi zamknięte, szpital poza zasięgiem, musiałem po prostu usiąść i patrzeć, jak zabiera go śmierć.
Strata w Jemen jest wszędzie. Podąża za ludźmi takimi jak Hayat, kobieta, która nosi więcej bólu niż jakikolwiek człowiek powinien. Ma tytuł licencjata, ma marzenia. Urodziła w deszczu po bieganiu na życie po bombardowaniu. Nie widzi się już jako kobieta. Powiedziała mi, że zapomniała, jak to jest nosić perfumy, patrzeć w lustro, istnieć poza cierpieniem.
Jej syn, Hussam – to samo imię co mój brat – doznał poważnego urazu głowy. Nie miała nic. Żadnych pieniędzy, nie ma sposobu, aby zadzwonić do ojca, nikt nie może się zwrócić. Wiele razy straciła przytomność z wyczerpania, głodu, rozpaczy. Potem ludzie wokół niej, ludzie, którzy sami nic nie mieli, zaczęli wrzucić skrawki papieru na kolana. Nie rozumiała. Potem zdała sobie sprawę, że papier to wszystkie pieniądze, które mieli w kieszeniach. Dali jej wszystko, co mogli, aby mogła zabrać syna do szpitala miejskiego. Najbiedniejsi z biednych uratowali jej dziecko.
Kiedy myślę o miejscach nietkniętych wojną, myślę o ulicach, na których ludzie nigdy nie słyszeli bomby ani nie mieli bólu, gdy ktoś, kogo kochają, przyjmuje swój ostatni oddech. Gdzie rodziny nie są głodne dzień po dniu, gdzie półki w supermarkecie są wypełnione wyborami. Zdaję sobie sprawę, ile Jemenu brakuje świata. Nie jesteśmy tylko wojną, nagłówkami lub cierpieniem.
Jesteśmy kulturą, pięknem i miłością. Jemen, gdzie cierpienie jest nieograniczone, ale hojność jest nieograniczona. Gdzie ludzie, którzy nie mają nic, znajdują coś do zaoferowania, ponieważ wiedzą, co to znaczy mieć jeszcze mniej.
Nada al-Saqaf jest pisarzem i artystą pracującym w Jemenie dla Oxfam


















