Oobok kawiarni Pow Wow Grounds, w korytarzu kulturowym rdzennych Amerykanów w Minneapolis, grupa obserwatorów skupiła się wokół małego ogniska. Niektórzy wtulili się w podgrzewane krzesła obozowe, inni trzymali w rękach parujące kubki z kawą i skanowali skrzyżowanie w poszukiwaniu agentów ICE.

Wolontariusz okresowo monitorował lokalną grupę dyskusyjną pod kątem raportów o agentach ICE w okolicy. Po całej okolicy wysłano pieszych patroli wyposażonych w podgrzewane ogrzewacze do rąk i pomarańczowe gwizdki, a obserwatorzy z samochodami startowali parami.

Obszary metropolitalne Minneapolis i St Paul są domem dla jednej z największych populacji miejskich Indian amerykańskich w USA. Gdy tej zimy siły federalne zaatakowały Twin Cities w ramach agresywnego tłumienia imigracji przez Donalda Trumpa, również obywatele plemienni zgłaszali, że byli często zatrzymywani i przesłuchiwani w celu uzyskania dokumentów.

Przez kilka tygodni tej zimy zamaskowani, uzbrojeni agenci federalni w SUV-ach krążyli po tej okolicy w kółko, zatrzymując nielegalnych imigrantów, zarówno legalnych mieszkańców, jak i obywateli plemiennych. Czasami agenci krążyli przed Little Earth, osiedlem mieszkaniowym społeczności indiańskiej, położonym na południe od Pow Wow Grounds.

„Nasze dzieci się boją, nasi starsi się boją. To naprawdę rozpaliło ogień, który nas tu sprowadził” – powiedział Vin Dionne, lider Many Shields Society, społecznościowej grupy na rzecz bezpieczeństwa, która pomaga zarówno rdzennym sąsiadom, jak i imigrantom.

Wydawało się, że często rdzenni mieszkańcy byli zatrzymywani, ponieważ nie wyglądali na białych, powiedział Robert Lilligren, dyrektor generalny Native American Community Development Institute (NCDI). „To jest ogólny atak na brązowych ludzi, „zgarnięcie ich wszystkich” – powiedział.

Destiny Jones, menadżer ds. rynku Four Sisters, w kawiarni Pow Wow Grounds i galerii sztuki All My Relations, które stały się przestrzenią wzajemnej pomocy wspierającą pracę Many Shields Society, grupy monitorującej działalność ICE, w południowym Minneapolis.

Ponad 50 lat temu w tym zakątku południowego Minneapolis, po drugiej stronie ulicy od kawiarni, narodził się ruch Indian amerykańskich (AIM). W 1968 roku, w odpowiedzi na eskalację brutalności policji wobec rdzennej ludności, ruch powołał patrole obywatelskie. Teraz, jak stwierdziła Dionne, „Many Shields” wraz z wolontariuszami z okolicy i tubylcami powróciło do tej praktyki.

Co najmniej czterech członków plemienia Oglala Sioux było zatrzymany według prezydenta plemienia Franka Star Comes Out. Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego zakwestionował zarzuty plemienia.

W odpowiedzi Star Comes Out oraz przywódcy i przedstawiciele co najmniej 10 plemion udali się do Minneapolis, aby rozpatrzyć wnioski o wydanie identyfikatorów plemiennych, ustawiając stoiska w Centrum Indian Amerykańskich w Minneapolis.

Dennis Banks (po lewej), wspierany przez około 200 innych Indian amerykańskich z 12 stanów, w biurze dyrektora Biura do Spraw Indian Raya Lightfoota (w pozycji siedzącej) w Minneapolis, 26 października 1972 r., prosząc go o wsparcie ich ruchu protestacyjnego. Zdjęcie: Minneapolis Star Tribune/TNS

Było to bezprecedensowe posunięcie dla wielu rządów plemiennych, które zwykle wymagają od członków udania się do swoich rezerwatów plemiennych w celu odebrania dokumentów tożsamości. Jednak wielu mieszkańców Minnesoty nie ma paszportów ani prawdziwych dokumentów tożsamości wydanych przez Departament Pojazdów Silnikowych, co oznacza, że ​​legitymacje plemienne są dla rdzennych mieszkańców jednym z niewielu sposobów udowodnienia agentom swojego statusu. „Poczuliśmy pilną potrzebę ochrony naszych ludzi” – powiedział Star Comes Out.

Lokalni przywódcy wyrazili nadzieję na wypłatę po administracji Trumpa powiedział to w tym tygodniu wycofałoby to agentów federalnych z miasta, lecz nadal byłoby zaniepokojone bólem, jaki te operacje już spowodowały.


Ow zeszłym miesiącu w chłodny poranek Dionne patrolował swoją okolicę. Przyglądał się członkom społeczności wychodzącym na zewnątrz, czekającym na przystankach autobusowych lub idącym do sklepu spożywczego. „Jeśli jest ktoś, kogo agenci uznaliby za imigranta, wypatruję go” – powiedział później.

Kiedy usłyszał, że w okolicy są agenci ICE, pobiegł z powrotem do swojego apartamentowca – tylko po to, by zauważyć przy oknie własne dzieci nagrywające scenę telefonami. Później rozmawiał z córką z ósmej klasy o tym, co zobaczyła. „Rozmawialiśmy o tym, jak smutne jest to, że w 2026 roku nawet nasza populacja rdzennych Amerykanów – pierwsza grupa ludzi na tym kontynencie – czuje się niebezpieczna we własnym sąsiedztwie” – powiedział.

Vin Dionne na terenie Pow Wow.

W tym tygodniu żona Dionne, Rachel Dionne-Thunder – Plains Cree i współzałożycielka lokalnej grupy wsparcia zwanej Ruchem Obrońców Rdzennych – również została zatrzymana i przesłuchana przez agentów federalnych, gdy jechała korytarzem Franklin Avenue. Vin i inni podbiegli, a agenci wyszli.

Niedaleko mieszkania Dionne Mary, lat 70, obywatelka USA i członkini zespołu Lac Courte Oreilles Band of Lake Superior Ojibwe, stwierdziła, że ​​wszechobecna obecność federalnych agentów imigracyjnych w pobliżu jej domu była nie do zniesienia. Poprosiła „Guardiana”, aby nie drukował jej nazwiska, ponieważ obawiała się, że wyśledzą ją agenci federalni.

„Od tygodni prawie nie spałam” – powiedziała. Mieszka na południe od korytarza kulturowego – tętniące życiem centrum sklepów, restauracji i przestrzeni publicznych – ale przychodzi do Centrum Indian Amerykańskich kilka razy w tygodniu, aby spotkać się z przyjaciółmi i wziąć udział w wydarzeniach. Ostatnio zaczęła wydawać pieniądze na Ubera, zamiast ryzykować podróż autobusem, ponieważ widziała, że ​​agenci imigracyjni zatrzymują ludzi na przystankach autobusowych.

Przyciski z numerami telefonów do pomocy prawnej i szybkiego reagowania na terenie Pow Wow.

W styczniu agenci stacjonowali przed jej mieszkaniem; sąsiedzi ostrzegali się nawzajem, gwiżdżąc i trąbiąc klaksonami w samochodach. „Wpadłem w taką paranoję, że wziąłem kanapę i przycisnąłem ją do drzwi” – ​​powiedziała. Jak powiedziała, kilka dni później zdecydowała, że ​​czas wyjechać i zamieszkała z siostrą w rezerwacie Lake Superior Ojibwe w stanie Wisconsin. „Nie będę już tu pierdnąć” – powiedziała.

Mary wierzy, że będzie tam bezpieczniej – dodała, ponieważ plemię wydało niedawno oświadczenie, w którym podkreśliło, że „nie wspiera ICE ani nie współpracuje z nim”. Plemię Oglala Sioux zakazało także agentom ICE i amerykańskiej straży granicznej wstępu do Oglala Sioux Rezerwat Indian Pine Ridge.

Zwłaszcza u wielu rdzennych starszych osób widok uzbrojonych, zamaskowanych agentów federalnych wywołał mroczne wspomnienia i pokoleniową traumę związaną z przemocą ze strony rządu USA wobec rdzennej ludności, powiedziała Jolene Jones, organizatorka NCDI. „Bardzo się niepokoimy, ponieważ mamy je w kościach” – powiedziała. „Nadal nas prześladowano, nadal porywano nas z domów, porywano nasze dzieci. To bardzo wzruszające.”

Jolene Jones z Instytutu Rozwoju Społeczności Rdzennych Amerykanów przed kawiarnią Pow Wow Grounds i galerią sztuki All My Relations w południowym Minneapolis. Zdjęcie: Jaida Grey Eagle/The Guardian

Przerażającym aspektem niedawnej operacji imigracyjnej w Twin Cities, stwierdziła, jest to, że osoby zatrzymane przez agentów federalnych są zabierane do zakładu przetwarzania ICE położony w Forcie Snellinggdzie rząd USA w połowie XIX wieku więził ponad 1600 mieszkańców Dakoty i Ho-Chunk w obozie koncentracyjnym.

„Historia się powtarza” – stwierdził Jones. „Jako rdzenni mieszkańcy staramy się być jak najlepiej przygotowani”.


BW Pow Wow Grounds tabliczka na drzwiach sygnalizowała, że ​​agenci ICE nie są mile widziani, a inna wskazywała, że ​​klienci i wolontariusze powinni zapukać, aby ich wpuścić. Stały strumień mieszkańców grzecznie to zrobił – niektórzy przynieśli taczki pełne pieluch, karmy dla zwierząt i innych artykułów. Inni sami zaserwowali sobie gorącą zupę i świeże smażone mięso, które kawiarnia oferuje miejscowym.

Wolontariusze zorganizowali sprzęt w galerii sztuki All My Relations za kawiarnią. Rozkładane stoły zapełnione podgrzewaczami do rąk i innymi artykułami dla patroli zastąpiły zwykłe instalacje artystyczne.

Kawiarnia Pow Wow Grounds i galeria sztuki All My Relations.

Jones i inni przywódcy zastanawiali się, czy wysłanie lokalnej młodzieżowej ligi koszykówki na mecz w innej części miasta jest wystarczająco bezpieczne. Zdecydowali, że tak nie jest; na ulicach było po prostu zbyt wielu agentów federalnych.

„Wielu przyjaciół mojej córki pochodzi z Meksyku. Wiele naszych dzieci tutaj, niezależnie od tego, czy są rdzennymi mieszkańcami, czy Latynosami, wszystkie jesteśmy tymi samymi ludźmi. Wiele z nas to ludzie Pierwszych Narodów tego kontynentu” – powiedziała Dionne. „Więc wszyscy jesteśmy krewnymi. I dlatego też wspieramy członków naszej społeczności. „

Dionne wskazała koledze z Many Shields stos masek gazowych i gogli chroniących przed chemicznymi środkami drażniącymi, których funkcjonariusze federalni używali przeciwko obserwatorom. Wziął dla siebie kilka podgrzewaczy do rąk i przygotował się do powrotu na patrol.

Source link

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj