Gdzieś w drugim tygodniu poprzednie wakacje szkolnenasz dziewięcioletni synek zszedł na dół, szukając jakiegoś zajęcia i spoglądając z ponurą miną na ekran laptopa.
„Naprawdę nie rozumiem, co robisz, ale wygląda to bardzo nudno”.
Z perspektywy dziecka nie ma ostrzejszego osądu. Żart był oczywiście z niej, ponieważ (w tym konkretnym momencie) faktycznie odkładałem X.
Praca z domu ma swoje zalety, ale nigdy nie jest tak widoczne zacieranie się granic między życiem osobistym a zawodowym w czasie ferii szkolnychDla pracujących rodziców ten okres interregnum jest zazwyczaj czasem stresu i napiętego harmonogramu.
Tradycyjnie odpowiedzią jest napięty harmonogram zajęć w odległych zakątkach miasta, gdzie ktoś inny może zająć dzieci wspinaczką po linach, ćwiczeniem judo lub nauką łucznictwa. Jednak coraz częściej wielu z nas próbuje pracować, jednocześnie zapewniając dzieciom rozrywkę, gdy przeskakujemy między spotkaniami.
Nieuchronnym skutkiem tego jest to, że nie tylko okazuje się, że jesteśmy nudni, ale także, że nudzimy nasze dzieci.
Znudzone dziecko czuje się jak nieudacznik rodzicielski.
Czyż nie jest naszym zadaniem, aby je stymulować, stawiać im wyzwania lub bawić? Skala tej porażki jest jeszcze większa, ponieważ obecnie niemal niemożliwe jest uniknięcie rozproszenia lub rozrywki. Wszyscy nosimy ze sobą maszyny nieskończonego rozpraszania, których celem jest upewnienie się, że nigdy więcej się nie nudzimy. W tym świetle, znudzenie dziecka powinno być postrzegane mniej jako porażka, a bardziej jako zdumiewające osiągnięcie.
Jak każdy rodzic, łatwo padam ofiarą emocjonalnego szantażu małego dziecka, które nie ma nic do stracenia. Dlaczego siedzę przy biurku, kiedy powinienem bawić się z córkami, zabierać je na wielką wycieczkę lub, jeśli to się nie uda, zapewniać nieograniczony dostęp do Minecrafta? Jaką okrutną torturą jest nuda. Jakim jestem sadystą.
Ale może powinniśmy być dla siebie łagodniejsi w te święta. Może nuda nie jest porażką rodzicielstwa, ale raczej jednym z największych darów, jakie możemy dać. Naucz dziecko wykonywania jakiejś czynności, a będzie się bawiło przez godzinę, naucz dziecko nic nie robić, a jego nuda nie będzie już twoim problemem.
Nuda jest antidotum na obecnie dominującą ideę, że rodzice mają obowiązek być odpowiedzialnymi za każdą chwilę doświadczeń naszych dzieci. Jest to bardziej zgodne z trzystopniowym przewodnikiem po rodzicielstwie, którego zwolennikiem jest DH Lawrence (który, co znamienne, ani nie miał, ani nie chciał dzieci): „Jak zacząć edukować dziecko. Pierwsza zasada: zostaw je w spokoju. Druga zasada: zostaw je w spokoju. Trzecia zasada: zostaw je w spokoju”.
Lawrence twierdzi, że dzieci wiedzą, kiedy ktoś je okłamuje, więc najlepiej być szczerym i bezpośrednim. Zamiast „Świat jest cudownym i interesującym miejscem”, spróbuj „Życie nie zawsze jest interesujące – naucz się sam siebie zabawiać”.
Badania wskazują, że nuda jest korzystna dla naszego zdrowia psychicznego, ponieważ oderwanie się od zewnętrznej aktywności lub bodźców daje mózgowi szansę na zresetowanie się.
Nuda również nie jest nieproduktywna. Wiemy, że gdy ludzie się nudzą, części ich mózgu rozświetlają się w sposób wskazujący na zaangażowanie. Innymi słowy, mózg szuka rzeczy, które go zajmą. To szansa na kreatywność. Gdy nie ma nic, co mogłoby go zająć, mózg dąży do nowości i wynalazczości.
Filozof Martin Heidegger wyróżnia trzy rodzaje nudy. Pierwsze dwa to stawanie się lub bycie znudzonym czymś (tą książką, tą zabawką, tą grą wideo), ale drugi opisuje jako „głęboką nudę”.
Ten rodzaj nudy obiecuje szansę, by dowiedzieć się więcej o sobie – co jest jednym z powodów, dla których wielu z nas stara się jej unikać za wszelką cenę. To niepokój związany z pozostaniem sam na sam ze swoimi myślami.
Jako rodzice, oczywiście staramy się oszczędzić dzieciom lęku i dyskomfortu. Jednak głęboka nuda może być dla nich bezpiecznym sposobem na doświadczenie bólu i zbudowanie odporności. Dając dzieciom szansę na doświadczenie nudy lub przynajmniej siedzenie w ich pokoju, aż ich mózg znajdzie dla nich coś do roboty, można się czegoś nauczyć. Heidegger sugeruje, że spokój i cisza leżą po drugiej stronie tego początkowego lęku, gdy zwalniamy i uczymy się być w świecie (lub naszych sypialniach), a nie tylko w naszych głowach.
Wszystko to jest świetne w teorii, ale jak to wygląda w praktyce? Dla rodziców próbujących pracować z domu w te święta oznacza to upewnienie się, że sypialnie są uzbrojone w materiały rozpraszające uwagę i inspirujące. Materiały – czy to ołówki, zestawy do majsterkowania, książki czy gry planszowe – które pozwalają dzieciom przechodzić między różnymi zajęciami, gdy mają na to ochotę.
Moje doświadczenie wskazuje, że dzieci introwertyczne mają mniejsze problemy z pozostawieniem ich samym sobie (lub brakiem urządzeń), ale dzieci, które czerpią energię z interakcji z innymi, odniosą korzyści z aktywności, które wymagają od nich regularnego „zwracania się” do rodziców po pochwały lub informacje zwrotne.
Ostatecznie, pomagając dzieciom żyć z ich dyskomfortem, my rodzice musimy radzić sobie z naszym własnym dyskomfortem – poczuciem winy i rozczarowaniem, których nie zawsze jesteśmy w stanie zmotywować lub rozbawić.
Ale może nasze żmudne obowiązki są dla nich fantastyczną okazją, by zrzucić z siebie wyuczoną bezradność nudy? To właśnie będę sobie powtarzać w te święta, nawet gdy sięgnę po słuchawki z redukcją szumów.


















