Na Placu Czerwonym w Moskwie Rosja świętowała zdobycie łupów wojennych.
Z okazji drugiej rocznicy odbył się typowo patriotyczny koncert aneksji przez Kreml czterech obwodów Ukrainy – Donieck, Ługańsk, Chersoń i Zaporoże.
Wydarzenie miało bardziej wyciszony charakter w porównaniu z rokiem poprzednim, kiedy autobusami dowożono tłumy z regionów położonych poza stolicą.
Tym razem publiczność składała się głównie z weteranów i VIP-ów, którzy zasiedli na trybunie przed wielobarwnymi kopułami katedry św. Bazylego.
Jako przedstawiciele zagranicznych mediów ani ja, ani mój zespół nie mogliśmy przebywać w pobliżu uroczystości. Nie tylko odmówiono nam akredytacji, ale także policja skierowała nas dalej, gdy próbowaliśmy filmować z pobliskiej bocznej ulicy.
Ale wciąż słyszeliśmy muzykę i widzieliśmy reflektory świecące w niebo.
Aneksja czterech regionów została powszechnie potępiona przez resztę świata, ponieważ była sprzeczna z prawem międzynarodowym.
Organizowane przez Kreml referenda, które uzasadniały to posunięcie, uznano za fikcję i stanowiło to największą przymusową grabież ziemi w Europie od drugiej wojny światowej.
Ale to nie tak Moskwa przedstawia, oczywiście.
Twierdzi, że te cztery okupowane regiony należą do Rosji historyczne ojczyzny, przedstawiając ich zajęcie jako wyzwolenie spod złego reżimu.
Ci, z którymi rozmawialiśmy w pobliżu Placu Czerwonego, zgadzają się z tym.
Więcej z Sky News:
Czy Putin blefuje, przedstawiając nowe zagrożenie nuklearne?
Trump spotyka się z Zełenskim
„Czekaliśmy na to od 2014 roku” – powiedziała nam mieszkanka Chersoniu Jelena, odnosząc się do powstania na Majdanie w Ukraina I Rosjapóźniejsze zajęcie Krymu.
Po zajęciu jej rodzinnego regionu przez Rosję przeprowadziła się do Moskwy, ale pragnie tam wrócić.
„Bez względu na to, jak dobrze tu jest, chcemy wrócić do domu” – powiedziała.
Yelena znalazła się w niewielkiej grupie kibiców nie posiadających biletów, którzy zebrali się przed policyjnymi barierkami w nadziei, że uda im się rzucić okiem na wydarzenie znajdujące się za nimi.
Władimir był kolejnym, ubranym w rosyjski trójkolorowy strój.
„Musieliśmy im pomóc” – powiedział nam, odnosząc się do zaanektowanych regionów.
„Jestem szczęśliwy, że urodziłem się i wychowałem w tym kraju”.
Jednak tegoroczne wydarzenie ma w sobie pewną ironię.
Rosja świętująca rozszerzenie swoich granic utraciła niedawno część swojego suwerennego terytorium w następstwie wtargnięcia Ukrainy do obwodu kurskiego.
Prawie dwa miesiące później, Siły ukraińskie nadal okupują spory kawałek terytorium.
Nie wspomniano o tym na Placu Czerwonym.
Celem takich wydarzeń jest rozgłaszanie pozytywów tej wojny, która zbliża się już trzecią zimą.




















