Najpierw przyjechały samochody Organizacji Narodów Zjednoczonych, potem dwa autokary z niebieskim lakierem. A potem przyszła fala wzruszeń – dowód na to, że serce ma moc, której głowa nie zawsze jest w stanie dorównać.
Jak wytłumaczyć logikę ludzi desperacko pragnących powrotu do zrujnowanych ruin Gaza?
Pozostawić za sobą bezpieczeństwo i sanktuarium życia Egipt, i pędzić z powrotem do miejsca, gdzie szukasz bieżącej wody, marzysz o funkcjonujących szpitalach i boisz się skutków nalotów, walących się budynków i niewybuchów bomb.
Jedynym wyjaśnieniem jest głębokie poczucie tęsknoty, które może dotknąć nas wszystkich, gdy jesteśmy oddzieleni od rodziny, przyjaciół i miejsca, które uważamy za nasz dom. I tak jest w Gazie.
Ludzie, którzy wysiedli z tych autokarów, byli jednymi z pierwszych, którzy przekroczyli przejście Rafah, aby spełnić swoje marzenie o powrocie do Gazy.
Szacuje się, że podczas wojny ze Strefy Gazy uciekło ponad 40 000 ludzi. To oni wrócili jako pierwsi.
Zagranicznym dziennikarzom nie wolno wjeżdżać do Gazy, ale nasi koledzy z Gazy donoszą w naszym imieniu od początku wojny. Podczas kręcenia byli świadkami potoku emocjonalnych spotkań i wylewów radości.
Kariza Bahloul (48 l.) była jedną z osób, które wróciły do domu.
Naszym kolegom z Khan Younis powiedziała, że powrót to „uczucie nie do opisania”: „Jestem bardzo szczęśliwa, że wróciłam do męża, synów, rodziny, moich bliskich, a także do ojczyzny. A poczucie ojczyzny jest najważniejsze”.
Kilka metrów dalej Amati Othman Omran również chłonął poczucie powrotu do domu.
Opuściła Gazę, aby towarzyszyć swojemu mężowi Adelowi w Egipcie, gdzie mógł przejść operację serca. Ale jej miłość do Gazy nigdy nie osłabła.
„Kiedy droga powrotna była zablokowana i nie mogłam wrócić, przez dwa lata nie miałam ani jednego dnia spokoju, myśląc o moich synach, bracie i siostrach. O mojej rodzinie” – powiedziała.
„Dziękuję Bogu, że wróciłem do Gazy. Poczułem jej zapach i powietrze z daleka”.
Przeczytaj więcej:
Ponowne otwarcie przejścia granicznego w Rafah z pewnością nie było proste
Kraje islamskie potępiają śmierć, gdy Izrael przygotowuje się do otwarcia przejścia granicznego
Huda Abu Abed opuściła kraj podczas pierwszego zawieszenia broni, przerażona śmiercią syna. Potem, powiedziała, były jeszcze domy i drzewa oliwne.
„Nie wszystko zostało zniszczone, jak to ma miejsce teraz” – stwierdziła.
Zapytano ją zatem: co czuje, wracając do krainy, w której przeznaczone będzie jej życie w namiocie, otoczonym gruzami?
„To lepsze niż mieszkanie w willi” – brzmiała odpowiedź. „Jeśli posiedzę pod drzewem, to lepsze to niż przebywanie z dala od domu. Cieszę się, że mogę wrócić do namiotu, bo w tym namiocie będzie moja rodzina”.
To odurzająca odmiana optymizmu i lojalności. Ale wydaje się to również bardzo niezgodne z rzeczywistością życia.
Codzienność jest nie tylko nieprzewidywalna i krucha, ale nad wszystkim wisi niebezpieczeństwo nagłej przemocy.
Zaledwie kilka godzin po tym, jak ci ludzie radośnie połączyli się ze swoimi rodzinami, ponad 20 mieszkańców Gazy zginęło w wyniku połączenia izraelskich czołgów i nalotów. Wśród nich był ratownik medyczny, który przybył z pomocą.
Izraelskie wojsko wydało później oświadczenie, w którym stwierdziło, że jego celem był jeden z przywódców masakry z 7 października, i wyraziło ubolewanie z powodu wszelkich szkód wyrządzonych „niezaangażowanym cywilom”. Było blisko, kiedy Izraelskie Siły Obronne (IDF) zwykle przychodzą do przeprosin.
Nieco później ukazało się osobne oświadczenie IDF, w którym oskarżono „terrorystów Hamasu” o „systematyczne używanie karetek pogotowia w Gazie do transportu terrorystów i broni”.
Efektem, zamierzonym lub nie, było osłabienie ich własnych słów żalu. W Gazie, miejscu, z którego niektórzy desperacko chcą uciec, a inni desperacko chcą wrócić, nic nigdy nie jest pewne.


















