„To inwazja”-mówi mi Dinah Bentley, stojąc obok kartonowego wycięcia Nigela Farage’a.
78-letnia emerytowana nauczycielka mówi, że „nie chwal” reform, którego uśmiechnięcie się jest stałym elementem jej konserwatorium West Yorkshire, ale „mówi, co wierzę”.
„Wszyscy mówią o migracji, ale nasz kraj jest zrujnowany” – dodaje Dinah. „Zrujnowali to”.
„Oni” w jej umyśle? Ludzie, którzy przeszli do Wielkiej Brytanii na małych łodziach.
Widzieliśmy, jak protesty hotelu Asylum nasilają się latem i chcieliśmy porozmawiać z ludźmi, którzy do nich dołączyli.
W nadchodzących tygodniach rozmawiamy również z kontr-protestującymi, ale dziś spotykamy Diady, babci dwójki, która dołączyła do tych, którzy wzywają hotele azylowe do zamknięcia.
Była, podobnie jak wielu protestujących, których poznaliśmy, początkowo sceptycznie rozmawiając z dziennikarzem.
Dinah mówi, że „nie ogląda głównego nurtu wiadomości” z powodu „kłamstw mediów” nad Brexitem.
Zamiast tego mówi, że dostaje swoje wiadomości z mediów społecznościowych.
W mediach społecznościowych Dinah dowiedziała się o protestie organizowanym przed hotelem w Wakefield, w którym od kilku lat mieszka osoby ubiegające się o azyl.
Był to pierwszy protest związany z migracją, w którym kiedykolwiek uczestniczyła.
„Tak długo znosiliśmy i myślę, że teraz zwykli ludzie, zdecydowali, że to nie jest dobre siedzenie, nic nie robiąc” – mówi Dinah.
Po przeczytaniu o oskarżeniu męskiego ubiegającego się o azyl o napaść seksualną w Epping, mówi, że „boi się” bezpieczeństwa swoich wnuczek.
„Są nieudokumentowane” – mówi, odnosząc się do tych, którzy przybyli do Wielkiej Brytanii na małych łodziach.
„Nic o nich nie wiemy. Nie wiemy, gdzie wędrują po ulicach. To nie w porządku, prawda?”
Jest również zła z powodu kosztów mieszkań osób ubiegających się o azyl w hotelach.
Pytam Dinah, co myśli o rządowym planie zamykania hoteli azylowych, zatrzymania nielegalnych przejściów i deportowania ludzi, którzy nie mają prawa do pozostania.
„To wszystko rozmowa, wszystko mówi”, mówi. „Nie wierzę im”.
„Byłbym szczęśliwy, gdyby marynarka wojenna weszła na kanał, jesteśmy wyspą na miłość boską i zatrzymała łodzie.
„To sprawiłoby, że przez księżyc”.
Dinah mówi nam, że ludzie „bali się” powiedzenia tego, co naprawdę myśleli o migracji.
Nigdy więcej, mówi.
Grupa „zegarek migrantów”
Po drugiej stronie Wakefield spotykamy 47-letniego Jamesa Crashleya.
Był także w lokalnych protestach hotelu azylowych.
James, weteran armii i były policjant, mówi, że nie uważa, że osoby ubiegające się o azyl powinny być umieszczone w hotelach lub domach o wielokrotnym obłożeniu.
„Służyłem w Kosowie i w Iraku w armii brytyjskiej” – mówi. „A jeśli mogę być umieszczony w namiocie przez sześć miesięcy, one też mogą”.
Premier zobowiązał się położyć kres „kosztowne wykorzystanie hoteli do pomieszczeń osób ubiegających się o azyl w tym parlamencie” – który byłby 2029, jeśli nie wcześniej.
James, według własnego uznania, stał się nieco znany w swojej okolicy za próbę ustanowienia tego, co nazywał „zegarem społecznościowym”.
Mówi, że policja jest „bardzo dobra w radzeniu sobie z poważnym przestępstwem”, ale uważa, że „wydaje się, że zapominają o tym, że istnieje codzienna przestępczość”.
James, nazywany „5 miastem migracyjnym” i reklamowany przez niego w mediach społecznościowych, mówi, że grupa wolontariuszy wesprze protesty hotelowe Wakefield i będzie działać jako „delikatna obecność” na obszarach publicznych, aby poradzić sobie z „wszelkimi zachowaniami antyspołecznymi”.
Ale skupi się na „nielegalnych migrantach”, których James opisuje jako „sprzeczne tradycje i kultury”.
„Pochodzą z kultur, które nie są tak cywilizowane jak nasze” – mówi. „Wydaje się, że nie są zgodne z naszymi prawami.
„I ze względu na różnice kulturowe, podobnie jak w napaściach seksualnych na dzieci i kobiety, uważają, że to w porządku w ich kulturach. Cóż, nie ma go tutaj”.
Mówię Jamesowi, że żadna kultura nie akceptuje napaści seksualnych na kobiety, a dzieci nie są „w porządku”, co mówi, że „akceptuje”.
Ale twierdzi, że z definicji ludzie już „złamali prawo”, kiedy przybywają na małe łodzie.
Czytaj więcej:
Rząd walczy o ograniczenie wykorzystywania migrantów
Poszukiwacze azylowe w hotelach wzrastają o 8% pod porodem
Kto powiedział, co w hotelach azylowych?
Grupa Jamesa przyciągnęła setki zwolenników online, ale także krytyka ludzi, którzy wierzą w grupę – i samego Jamesa – jest nie tylko dzielą, ale niebezpieczne.
James przyznaje, że wcześniej miał ostrożność policji o przestępstwo z porządku publicznego, niezwiązane z zegarkiem społeczności, ale podkreśla tę grupę „nie jest czujność”.
„To spokojny ruch” – mówi. „Ale w razie potrzeby staniemy się naszym uziemieniem i zapobiegnie przestępczości. Nie wolno nam popełniać przestępczości”.
„Ludzie są źli”
Kilka dni później znów spotykamy Dinah przed hotelem Cedar Court w Wakefield.
Protestujący łączą drogę, machając flagami Unii i St George. Niektórzy krzyczą „Wyślij je z powrotem” i „Zatrzymaj łodzie”.
Są tam też grupy protestujących, skandując „nazistowskie szumowinę” nad barykadą policyjną.
Pytam Dinah, jak to jest.
„Myślę, że to przezabawne” – mówi. „Wiem, kim jestem, nie cenię ich opinii, więc nie obchodzi mnie to, jak mnie nazywają”.
Ale stojąc obok Dinah, również machając flagą Unii, jest Sharon.
Mówi, że „trochę przestraszona bycie tutaj” i uważa, że jest niesprawiedliwe na tej pozycji, po prostu „próbować sprawić, by rząd cię wysłuchał”.
Dodała: „Jestem 60-letnią mamą. Pracuję 40 godzin tygodniowo. I nikt nie daje mi niczego wolnego. Po prostu chcesz uczciwości”.
W tłumie znajdujemy Jamesa.
Pytam go, co myśli o rządowym planie odwołania się od orzeczenia sądu o zamknięcie hotelu azylowego w Epping.
„Oczywiście zamierzali to zablokować” – mówi mi.
„Uśmiechy tutaj, dobre nastawienie i pozytywność maskują gniew tego, co stało się z Anglikiem.
„Ludzie są źli. Ludzie wiedzą, że kiedy już się znajdą” – mówi, gestykując się w hotelu za nami, „zostaną umieszczone w społeczności”.
„Co się wtedy dzieje, kto wie?”
Dinah i James należą do tysięcy protestujących, którzy dzielą poczucie ignorowania przez rząd – pozostawiając przytłaczające poczucie presji i niepewność co do tego, co będzie dalej.