Ogromna chmura czarnego dymu unosząca się w niebo po pożarze zakładów chemicznych w amerykańskim stanie Georgia wymusiła ewakuację – naukowcy próbują ustalić, co zawiera.
Pożar wybuchł w niedzielę rano po awarii głowicy zraszacza w zakładzie BioLab w Conyers, około 40 km od Atlanty.
Doprowadziło to do zmieszania się wody ze substancją chemiczną, co spowodowało reakcję, w wyniku której powstał pióropusz – powiedziała szefowa straży pożarnej hrabstwa Rockdale, Marian McDaniel.
Nie wiadomo jeszcze, jakie substancje chemiczne znajdowały się w dymie.
„Aktywnie reagujemy na zdarzenia w naszym zakładzie” – oznajmił w oświadczeniu przedstawiciel BioLab.
„Nasi pracownicy nie odnieśli żadnych obrażeń. Nasz zespół jest na miejscu zdarzenia, współpracuje ze służbami ratowniczymi i władzami lokalnymi, aby ocenić i opanować sytuację”.
Szeryf Eric Levett, czując kłęby dymu za sobą, powiedział, że ogień został początkowo opanowany, ale ponownie się rozprzestrzenił, a strażacy walczyli z dymem.
Powiedział, że ewakuowano niektóre obszary i ostrzegł ludzi, aby trzymali się z daleka od tych obszarów.
Autostrada międzystanowa nr 20 została zamknięta w obu kierunkach na tym obszarze – poinformował Departament Transportu stanu Georgia w poście na X.
Federalna Agencja Ochrony Środowiska i Wydział Ochrony Środowiska stanu Georgia były na miejscu zdarzenia, aby monitorować powietrze i określić, z czego składa się pióropusz.
Strażacy usuwali substancję chemiczną z budynku, z dala od źródła wody – podała straż pożarna.
Po zabezpieczeniu produktu sytuacja zostanie oceniona, a mieszkańcy zostaną poinformowani, kiedy będzie można bezpiecznie wrócić do swoich domów, powiedziała pani McDaniel.


















