Trudno uwierzyć, że londyńska dzielnica Brent była kiedyś pokryta jeszcze większą ilością śmieci niż obecnie.
Chociaż lśniący łuk stadionu Wembley jest czasami oddalony o zaledwie kilka kroków, jego ulice mieszkalne to mozaika brudu.
Niezależnie od tego, czy jest to morze butelek tuż przy szyldzie z centrum recyklingu, wydrążona sofa wisząca pod ceglaną ścianą, czy telewizor zaledwie kilka metrów od (ale nie w) wspólnego kosza na śmieci, Brent jest pokryty, cóż, gównem.
„To jest jak wysypisko śmieci” – mówi Robert Hall, który mieszkał tam przez ponad 60 lat swojego życia.
Jego okolica stała się torem przeszkód pełnym porzuconych samochodów, śmieci i materacy. Może to zabrzmi, jakby przesadzał, ale podczas 20-minutowego spaceru od stacji metra Wembley Park widzę lodówkę, telewizor, klatkę dla zwierząt i niezliczone worki śmieci.
„To brzydzi wzrok. Wstydzę się, że ludzie mnie odwiedzają” – dodaje.
I dobrze, bo okazuje się, że przyjaciele powiedzieli mu, że i tak nie chcą już do niego przychodzić.
Korona nie do pozazdroszczenia
Brent niedawno zdobył godny pozazdroszczenia tytuł angielskiej stolicy wywrotek po odnotowaniu 35 000 incydentów w ciągu jednego roku.
To plama, którą Radę Brent powoli udaje się zatrzeć dzięki gorliwemu oddziałowi funkcjonariuszy, których zadaniem jest wyśledzenie sprawców.
„Ważne jest, aby być dumnym z tego, co robisz” – mówi Anca Pricop, nadzorca patrolu egzekwującego w Radzie Brent.
„Może to nie wydawać się zbyt przyjemną pracą, ale łapanie ludzi daje satysfakcję”.
Podążając papierowym szlakiem
„Jesteśmy małymi detektywami” – mówi, zakładając dwie warstwy rękawiczek i z zapałem atakując stos czarnych worków na śmieci.
Cały makijaż, wysoki kucyk i pomalowane srebrne paznokcie, dodaje niezwykłego blasku zdecydowanie brudnej pracy.
Po łokcie w cudzym brudzie zaczyna składać 1 cm2 podartych kawałków papieru.
„Wyraźnie widać, że w środku znajdowała się etykieta wysyłkowa”.
Ale ku jej przerażeniu, tym razem nie było dymu.
Gospodarze zadali sobie „dużo trudu, żeby zgrać (etykietę) i nie móc znaleźć (adresu)”.
Jej szczęście przenosi się kilka ulic dalej, gdzie z budki telefonicznej wysypuje się góra domowych śmieci.
Anca przeczesuje papiery w środku. Bingo: pudełko leków z nienaruszoną etykietą na receptę.
„Mamy nazwę” – mówi.
Na początku tego tygodnia jej zespół chwycił furgonetkę, którą przyłapano na przewracaniu się much, śledząc śmieci aż do pojazdu.
Jej zdaniem wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że to na nich spoczywa obowiązek sprawdzenia, czy osoby oferujące odbiór odpadów za odpowiednią opłatą rzeczywiście posiadają na to pozwolenie.
„Najczęściej zdarza się, że jest on porzucany – czasami na tej samej ulicy”.
Jeśli Anca zostanie złapana, gospodarstwa domowe zostaną ukarane grzywną.
Narodowa „epidemia”
Dzięki takim inspekcjom oraz nowym „przeskokom społeczności” Rada Brent twierdzi, że radzi sobie z wyrzucaniem śmieci i schodzi coraz niżej w tabeli ligowej.
Jednak w całym kraju liczby te ledwo ruszyły z poziomu około miliona incydentów rocznie.
Przewiduje się, że nowe statystyki na lata 2024–2025, które zostaną opublikowane w środę, wykażą, że fala śmieci wcale nie maleje.
Przeczytaj więcej ze Sky News:
Zaatakowano samochód korespondenta Sky
Zamiana Wall Street na linię frontu
Uważa się również, że liczby te stanowią jedynie wierzchołek góry lodowej, ponieważ wykluczają przypadki na gruntach prywatnych, takich jak gospodarstwa rolne i posiadłości National Trust. Dane pokazują również, jak niewiele przypadków kończy się karami finansowymi lub oskarżeniami.
Działacze organizacji Clean Up Britain oskarżają władze lokalne i centralne o niezastosowanie się do prawa lub pokazanie, że wywrotki zostaną złapane. Chce silniejszego egzekwowania prawa i maksymalnych kar finansowych w wysokości 20 000 funtów.
Rząd twierdzi, że jest „zdecydowany powstrzymać” przestępców i „daje władzom narzędzia potrzebne do walki”.
Rzecznik powiedział Sky News, że „rady mają władzę miażdżyć swoje samochody dostawcze, pozostawiając przestępców zajmujących się odpadami nie mających gdzie się ukryć”.
Przejdźmy kilka dni do przodu i kręcimy film w zakładzie recyklingu w Wokingham, gdzie furgonetka przejęta przez Radę Brent zostanie zmiażdżona.
Taki właśnie obraz chcą, abyście widzieli władze i rząd: sprawcy złapani i upublicznieni.
Jednak na razie w większości przypadków jest to dalekie od prawdy.