Rzadko widywałem rozgniewanego sir Keira Starmera.
Jest politykiem, który trzyma emocje na wodzy – przynajmniej w miejscach publicznych.
Jednak wyraźnie był przepełniony gniewem, gdy krytykował prezydenta USA Donalda Trumpa za jego „obraźliwe i szczerze mówiąc przerażające” uwagi na temat żołnierzy spoza USA, którzy służyli w Afganistanie.
Trump najnowszy – książę przyłącza się do potępienia
Sir Keir spędził noc w Checkers po przyjęciu swojego duńskiego odpowiednika na dwustronnych rozmowach na temat Grenlandii i NATO, a w piątek rano wrócił na Downing Street pośród rosnącej wściekłości narodowej w związku z haniebną obelgą Trumpa na temat żołnierzy NATO.
Premier, w swojej najostrzejszej jak dotąd naganie skierowanej do Trumpa, bardzo krytycznie odniósł się do jego twierdzenia, że wojska NATO w Afganistanie „pozostawały nieco z dala od linii frontu”.
Dla przypomnienia, w Afganistanie zginęło 1160 żołnierzy koalicji spoza USA, a tysiące innych zostało rannych, a niektórzy odnieśli obrażenia zmieniające życie.
W walce u boku sił amerykańskich zginęło łącznie 457 żołnierzy brytyjskich.
To, że Trump niedbale zbagatelizował te ofiary, wywołało falę gniewu i powszechnego potępienia.
Jest to obraza nie tylko naszych sił, ale także stosunków zbudowanych na wspólnym języku i wyjątkowo bliskich powiązań kulturowych, politycznych, wojskowych i gospodarczych na przestrzeni dziesięcioleci.
Wygłaszając takie obraźliwe uwagi tuż po groźbach związanych z sankcjami i inwazjami na sojusznika z NATO, tak zwane szczególne stosunki szybko stają się toksyczne.
Dla premiera, którego pierwszą pracą jest bezpieczeństwo tego narodu i narodu, obrażanie jego sił zbrojnych przez innego przywódcę jest niskim ciosem, a powiedziano mi, że pan Starmer chciał bardzo jasno przedstawić swoje stanowisko i zabrać głos w imieniu brytyjskich sił zbrojnych.
Do tej pory jedynie potępiał komentarze i działania Trumpa jako niewłaściwe.
Jego piątkowe wypowiedzi były wyraźną zmianą, ponieważ osobiście ostro skrytykował Trumpa i zasugerował, że prezydent USA powinien przeprosić.
Jeśli chodzi o skutki, podejście Downing Street będzie polegać na próbie kontynuowania dotychczasowej polityki, trzymaniu się brytyjskich zasad i wartości oraz współpracy z USA w zakresie obronności, bezpieczeństwa i wywiadu.
Nie ma jednak wątpliwości, że miniony tydzień przełamał ten czar.
Coraz bardziej nieobliczalne i dziwaczne zachowanie Trumpa nie pozostawiło Sir Keirowi innego wyjścia niż przejście od podejścia polegającego na „powstrzymywaniu Trumpa” i nawoływanie do niego.
W innych okolicznościach premier, który świetnie wykorzystał zarządzanie Trumpem tylko po to, by zobaczyć, jak bardzo pogorszyły się stosunki, mógłby znaleźć się na linii ognia.
Ma osłonę pod powszechnym potępieniem Trumpa ze strony wszystkich przywódców politycznych
W każdym razie Sir Keir znajdzie się pod większą presją, aby zwiększyć swoją wrogość wobec naszego coraz bardziej toksycznego partnera, czyli Stanów Zjednoczonych.
Jego sojusznicy starali się podkreślić, że nie jest to początek końca ich szczególnej relacji, ale równie prawdą jest, że wydarzenia z poprzedniego tygodnia sprawiły, że ta więź stała się znacznie mniej stabilna.
Sir Keirowi już zależało na pogłębieniu i zacieśnieniu więzi z Europą.
Po zachowaniu Białego Domu Trumpa w tym tygodniu być może chce go doładować.


















