Nowa książka pastora Davida Railtona i Johna Nichol

Pastor David Railton (po lewej) i nowa książka Johna Nichol’a The Unknown Warrior. (Obraz: )

Widziałem Grób Nieznanego Żołnierza w Opactwie Westminsterskim wiele razy, ale dopiero gdy zatrzymałem się, by przestudiować inskrypcję kilka lat temu, w pełni zrozumiałem, co ona przedstawia. „Pod tym kamieniem spoczywa ciało brytyjskiego wojownika nieznanego z imienia i stopnia, przywiezionego z Francji, by spocząć wśród najznakomitszych w kraju i pochowanego tutaj w Dniu Rozejmu 11 listopada 1920 r.”

Te proste słowa naprawdę wybrzmiały. Chyba zawsze uważałem, że to symboliczne, jak Cenotaph. Żenująco, olśniło mnie. Naprawdę jest tam ciało nieznanego żołnierza. Czuję, że powinienem był to wiedzieć.

Jak więc anonimowe ciało z I wojny światowej zostało pochowane wśród królów? Dlaczego tłumy ludzi przyszły, aby być świadkami pochówku niezidentyfikowanego ciała w skrzyni? I w jaki sposób Nieznany Wojownik nadal wywiera na nas tak potężny wpływ?

Na te pytania starałem się znaleźć odpowiedź w mojej nowej książce i spektaklu scenicznym, The Unknown Warrior.

Grobowiec w Opactwie Westminsterskim

Grobowiec z flagą Union Jack, którą niósł Railton; Grób Nieznanego Żołnierza, Opactwo Westminsterskie (po prawej). (Obraz: )

Reverend David Railton, wykształcony w Oksfordzie kapelan wojskowy i wikariusz Folkestone, jest w centrum tej niesamowitej historii. Jego zadaniem było noszenie Biblii, a nie karabinu, i oferowanie duchowego wsparcia dla dotkniętych wojną żołnierzy, najlepiej jak potrafił.

Padres, tacy jak Railton, przeprowadzili niezliczone pochówki, wiele z nich przykrywając ciało cennym Union Jackiem podczas krótkiej ceremonii. Niezbędnie krótka ze względu na trwające bitwy – i ogromną liczbę poległych – gdy żołnierze zebrali się, aby pożegnać się, byli głęboko świadomi, że wkrótce sami mogą leżeć pod „flagą padre”.

Jak pisałem w Saturday’s Express, byłem oszołomiony, gdy zacząłem badać moją nową książkę i dowiedziałem się, że 526 816 żołnierzy brytyjskich i Wspólnoty Narodów nie ma żadnego znanego miejsca spoczynku. Spośród nich 338 955 nigdy nie zostało pochowanych, a 187 861 ma groby, ale nigdy nie zostali zidentyfikowani. Ich ciała zostały rozerwane na strzępy przez ostrzał artyleryjski lub zaginęły w duszącym błocie okopów, gdy walki szalały tam i z powrotem.

Repatriacje zmarłych zostały zakazane przez rząd jako niepraktyczne i niesprawiedliwe. Nie było więc pogrzebów, na których rodziny i społeczności mogłyby się spotkać i pochować swoich synów i ojców.

Robotnicy wypełniają grób francuską ziemią

Robotnicy wypełniają grób francuską ziemią, a obserwuje ich dziekan Westminsteru, Herbert Ryle. (Obraz: )

Jeszcze przed ofensywą nad Sommą, trwającą od 1 lipca do 18 listopada 1916 r., w trakcie której Imperium Brytyjskie poniosło 420 000 ofiar w wyniku posunięcia się o osiem mil, David Railton był świadkiem śmierci i zniszczeń na skalę, jakiej żaden człowiek nie powinien był nigdy zobaczyć.

Pewien szczególny incydent z początku 1916 roku wrył mu się w pamięć. „Właśnie złożyliśmy do grobu szczątki towarzysza. Poszedłem do kwatery przed Erkingham (pisownia oryginalna), niedaleko Armentieres” – wspominał. „Z tyłu kwatery znajdował się mały ogród i grób. Na czele grobu stał surowy krzyż z białego drewna. Na krzyżu widniał napis głębokimi, czarnymi literami ołówka: „Nieznany żołnierz brytyjski”, a w nawiasach pod spodem: „z Czarnej Straży”… Jak bardzo ten grób dał mi do myślenia! Jak się zastanawiałem! Jak bardzo pragnąłem zobaczyć jego ludzi! Ale kim on był i kim byli oni?”

W ten sposób zasiane zostały wczesne ziarna koncepcji, która z czasem stała się trwałym symbolem narodowym: grobowiec dla wszystkich zaginionych, bez odnalezionych grobów.

Gdy wojna trwała, Railton prywatnie pielęgnował swój pomysł. Musiała go przerażać myśl, że jeśli nie uda mu się przekonać odpowiednich ludzi przy pierwszej próbie, cały pomysł będzie narażony na odrzucenie.

W końcu 13 sierpnia 1920 roku Railton, który został odznaczony Krzyżem Wojskowym za odwagę, mimo że jego rzekomo „bezpieczniejsza” rola odbywała się z dala od walk, napisał list, o którym myślał przez prawie cztery lata.

Postanowił napisać do Najczcigodniejszego Biskupa Herberta Ryle’a, dziekana Westminster, który miał posłuch zarówno u króla, jak i premiera. Wydobywając z siebie całe swoje doświadczenie, zapał i siłę perswazji, poprosił go o rozważenie możliwości pochowania w Opactwie Westminsterskim ciała „jednego z naszych nieznanych towarzyszy”, aby reprezentować setki tysięcy poległych, którzy nie mieli żadnego identyfikowalnego grobu.

Railton odważył się nawet zasugerować, że jego osobisty, poplamiony bitwą Union Jack mógłby zostać użyty na takim pogrzebie. Sprawiedliwie rzecz biorąc, nie był jedyną osobą, która wpadła na pomysł pochowania ciała nieznanego żołnierza jako symbolu straty narodowej. Dwie gazety – w tym Daily Express – przedstawiły wczesne propozycje jakiejś formy pochówku żołnierza bez nazwiska.

Nie ma jednak wątpliwości, że to właśnie jego koncepcja zapoczątkowała proces, który stał się przedmiotem zainteresowania całego kraju w drugą rocznicę zakończenia wojny.

Król początkowo był sceptyczny, ale pomysł zyskał popularność na wysokich stanowiskach i 19 października 1920 r. – zaledwie trzy tygodnie przed nabożeństwem 11 listopada – Ryle napisał do Padre Railtona z dobrą nowiną. Za kulisami sprawy toczyły się teraz szybko.

Komitet rządowy pod przewodnictwem ministra spraw zagranicznych lorda Curzona otrzymał już zadanie zorganizowania wielkiej parady ceremonialnej w Dniu Rozejmu i odsłonięcia stałego Cenotafu Lutyensa w Whitehall. Teraz polecono mu wyczarować pogrzeb państwowy tak monumentalny, jakby mężczyzna w trumnie był udekorowanym girlandą przywódcą narodowym, a nie anonimowym żołnierzem.

Ale kto miał zdecydować, kim będzie ten Wojownik, gdy do ceremonii pozostały zaledwie trzy tygodnie?

Pod koniec I wojny światowej spokojne miasteczko Saint-Pol-sur-Ternoise, 50 mil na południe od Calais w północnej Francji, stało się siedzibą Dyrekcji Rejestracji Grobów i Zapytań. Stąd generał brygady Louis Wyatt dowodził trwającą kampanią ekshumacji, identyfikacji i formalnego ponownego pochówku niezliczonych zmarłych, którzy wciąż rozsiani byli po całym froncie zachodnim.

Wiele lat później generał Wyatt przedstawił swoje pierwsze przemyślenia po otrzymaniu instrukcji dotyczących wyboru Nieznanego Żołnierza; ciało „musi należeć do brytyjskiego żołnierza i nie będzie możliwości jego zidentyfikowania” oraz że powinno pochodzić z jednego z czterech głównych pól bitewnych: Aisne, Somma, Arras lub Ypres.

Tak więc 8 listopada 1920 r. cztery ambulanse polowe wiozące ludzi wyposażonych w łopaty i worki zatrzymały się z łoskotem przed czterema cmentarzami na froncie zachodnim. Musiało to być dziwne. Grupy ekshumacyjne, przeszkolone w zakresie identyfikacji zwłok, robiły teraz dokładnie odwrotnie. W związku z tym cztery zestawy szczątków przewieziono do kaplicy w Saint-Pol, aby czekały na swoje przeznaczenie.

„Wybrałem jedno (ciało)” – napisał Wyatt wiele lat później, nie rozwijając tematu. Wybrane szczątki, prawdopodobnie wciąż w worku, zostały podniesione z noszy i umieszczone w prostej sosnowej trumnie, która czekała przy ołtarzu. Pozostałe trzy miały wrócić do ziemi. Wybrane ciało miało być strzeżone przez noc, przewiezione w stanie do Londynu, aby zostać pochowane wśród poetów, artystów i monarchów. Jego ostateczne miejsce spoczynku już na niego czekało, przygotowane tego dnia w nawie Opactwa Westminsterskiego. Czy był oficerem czy szeregowcem? W jakim pułku? Skąd pochodził? Czy był bogaty czy biedny? Czy ktoś nadal go szukał? Niewiele wiadomo. Dokładnie to miał na myśli David Railton. To był naprawdę Nieznany Wojownik, a jego ostatnia podróż miała się dopiero rozpocząć.

Wśród wielkiej ceremonii ciało przewieziono do portu Boulogne, przez morze do Dover, a następnie pociągiem na stację Victoria w Londynie. Gdy świt wstał nad Londynem 11 listopada 1920 r., dwóch zmęczonych Grenadierów Gwardii stało stabilnie na peronie ósmym stacji.

Blade światło, przebijające się przez rozległy baldachim nad ich głowami, było pierwszym sygnałem, że ich czuwanie przy trumnie Nieznanego Wojownika dobiega końca.

Trumnę umieszczono na lawecie armatniej i ciągnięto przez sześć czarnych koni przez ogromne i ciche tłumy do Cenotafu w Whitehall, który odsłonił król o 11 rano. Następnie wielka procesja ruszyła w stronę Opactwa Westminsterskiego, a król przyjął rolę głównego żałobnika, krocząc sztywno za powozem Nieznanego Wojownika.

Za nim podążali książęta, orszak niosący, setki żołnierzy, po sześciu w rzędzie, a za nimi tysiące żołnierzy i weteranów.

Na około 1600 miejsc udostępnionych w opactwie wpłynęło ponad 20 000 wniosków.

Być może najbardziej poruszającym momentem w historii gazet było to, że 12-letni chłopiec napisał list z prośbą do władz, kończąc go myślą, która pozostaje żywa i którą podziela tak wielu: „Mężczyzna w trumnie może być moim tatą”.

Wewnątrz, obok 99 wdów wojennych, które straciły swoich mężów i każdego z synów, znajdowała się warta honorowa osób odznaczonych Krzyżem Wiktorii i innymi odznaczeniami za męstwo w obliczu wroga. Kondukt pogrzebowy powoli i z gracją przesunął się przed żelaznymi bramami na zewnątrz północnych drzwi opactwa.

Zgromadzone grupy odjechały w boczną uliczkę i ucichły, gdy grupa niosąca zatrzymała się. Skórzane pasy na lawecie zostały zwolnione, a ciężka, cynkowana dębowa trumna została podniesiona na ich ramiona. Nadszedł czas. Grupa niosąca powoli niosła swojego zmarłego towarzysza przez dwa szeregi policjantów w hełmach, z flagą Union Jack Railtona narzuconą na nią, maszerując miarowymi krokami od listopadowego słońca w mrok wnętrza opactwa.

Zatrzymali się i położyli trumnę na drewnianych belkach położonych w poprzek grobu, który, jak zauważył New York Times, znajdował się „na drodze królów, gdyż żaden monarcha nie może już nigdy podejść do ołtarza, aby zostać koronowanym, lecz musi przejść nad grobem człowieka, który zmarł, aby jego królestwo mogło przetrwać”.

Krótkie nabożeństwo, które nastąpiło potem, było, według The Times, „najpiękniejszym, najbardziej wzruszającym i najbardziej imponującym, jakie ta wyspa kiedykolwiek widziała w całej swojej długiej, pełnej wydarzeń historii”. Był to stosowny finał ponad pół miliona historii, które leżały niedokończone od zakończenia wojny.

Na koniec królowi wręczono lśniącą srebrną muszlę wypełnioną ziemią zebraną z pól bitewnych. Król posypał trumnę niewielką ilością ziemi palcami, po czym z szacunkiem wrzucił resztę do grobu. Dziekan przemówił: „Ziemia do ziemi, popiół do popiołu, proch do prochu, z pewną i niezachwianą nadzieją zmartwychwstania do życia wiecznego”.

Tak oto odyseja, która rozpoczęła się na jednym z zaniedbanych pól bitewnych Francji, dobiegła końca.

Nikt nie mógł przewidzieć, jak Nieznany Wojownik zawładnie wyobraźnią – siedmiomilowa kolejka żałobników, ustawionych po cztery w głąb, czekała, aby oddać hołd. Weterani o kulach, z twarzami oszpeconymi odłamkami stali obok dzieci, rodziców i wujków. Pewien mały chłopiec, który pochylił się, aby złożyć bukiet, sprawił, że nawet policjanci stojący na straży mrugnęli, powstrzymując łzy. „O, spójrz, mamusiu” – zawołał. „Jaki piękny ogród ma mój tatuś!”

Tydzień później wielkie drzwi opactwa zostały w końcu zamknięte na klucz przed procesją zamarzniętych żałobników, którzy wciąż mieli nadzieję, że zostaną wpuszczeni do środka. Sto worków z piaskiem ziemi z pól bitewnych Francji i Flandrii zostało teraz opróżnionych na trumnę, a następnie tymczasowa płyta marmurowa zamknęła grób.

Na nim wyryto złocony napis: „Brytyjski wojownik, który poległ w Wielkiej Wojnie 1914–1918 za Króla i Ojczyznę. Większej miłości nie ma człowiek od tej”.

  • Zredagowany przez Matta Nixsona fragment książki The Unknown Warrior autorstwa Johna Nichol (Simon & Schuster, 22 GBP), opublikowanej 26 września. Aby zamówić w przedsprzedaży, odwiedź stronę expressbookshop.com lub zadzwoń do Express Bookshop pod numer 020 3176 3832. Darmowa dostawa do Wielkiej Brytanii przy zamówieniach powyżej 25 GBP. John promuje książkę w całym kraju od 4 października do 7 listopada, bilety i informacje na stronie johnnichollive.com

Source link