Pilot HERO RAF opisał, jak udało mu się uniknąć katastrofy, gdy wszystkie elementy sterujące jego myśliwcem Typhoon przestały działać.

Porucznik Ben Davies musiał lecieć bez przyrządów i nawet bez łączności radiowej przez gęste chmury przez dwie godziny, zanim w końcu udało mu się bezpiecznie wylądować w bazie RAF-u Akrotiri na Cyprze.

33-latek zakończył intensywną, sześciogodzinną misję i miał właśnie rozpocząć kluczowe tankowanie w powietrzu, gdy w styczniu sprawy zaczęły iść w spektakularnym kierunku.

Brał udział w operacjach w Iraku i Syrii, podczas gdy jego koledzy przeprowadzili nalot bombowy na pozycje rebeliantów Huti w Jemenie.

Gdy miał już wsiąść do ogromnego tankowca RAF Voyager, wszystkie jego urządzenia cyfrowe, łącznie z kluczowym wyświetlaczem HUD, przestały działać.

„Typhoon to samolot w dużej mierze oparty na komputerze i nagle wszystko zrobiło się czarne – nie było żadnego HUD-a, żadnych ekranów, nic poza kilkoma wskaźnikami awaryjnymi” – powiedział Ben, przemawiając w RAF Lossiemouth, gdzie jest częścią brytyjskich sił szybkiego reagowania (QRA).

„Była noc, więc nie było żadnych sygnałów wizualnych”.

Jego priorytetem było w jakiś sposób dokończenie tankowania.

„Zwykle korzystamy z wyświetlacza HUD, aby ustawić się w linii z sondą tankowania, ale na szczęście udało mi się zatankować.

„RAF ma bazy awaryjnego odwrócenia rozsiane po regionie i na całym świecie, ale ostatnią rzeczą, jaką chciałem zrobić, było lądowanie tam, ponieważ mogą znajdować się w naprawdę podejrzanych miejscach”.

Chociaż miał już dość paliwa, żeby dotrzeć na Cypr, to sama podróż była już zupełnie inną sprawą.

Na chwilę Generator Symboli Kokpitu (CSG) znów zaczął działać.

„Skontaktowałem się z moim pilotem i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu” – powiedział Ben.

Jednak nadzieje na to, że jego problemy się skończą, szybko legły w gruzach, gdy zwierzę znów umarło.

„Zdarzyło się to jeszcze trzy lub cztery razy i było to niepokojące, zwłaszcza że pokrywa chmur była gęsta.

„Normalnie użyłbym radaru, aby poprawić świadomość sytuacyjną, ale ekran był czarny.

„Na szczęście miałem gogle noktowizyjne i mogłem mieć oko na mojego skrzydłowego. Lecieliśmy w nocnej, zwartej formacji”.

Ale wkrótce i ta opcja została mu odebrana, ponieważ chmury stały się tak gęste, że Ben nic nie widział,

W tym momencie, gdy chmury stały się naprawdę gęste, zawiódł także jego zapasowy system radiowy, co oznaczało, że nie mógł ostrzec towarzyszy.

„Więc znalazłem się w tajfunie z całkowitą awarią instalacji elektrycznej, całkowitą awarią radia i nawet nie mogłem użyć gogli noktowizyjnych, bo chmury były tak gęste” – powiedział Ben.

„Byłem w poważnych tarapatach. Byłem jakieś 70 mil od Cypru, ale nie mogłem tam wrócić i było jasne, że elektryka nie chce się włączyć”.

Za pomocą zestawu prostych pokręteł był w stanie ustawić samolot mniej więcej w odpowiednim kierunku.

„Ale najbardziej obawiałem się zderzenia z drugim samolotem.

„Lecieliśmy w bardzo bliskiej formacji i ostatnią rzeczą, jaką widziałem, było to, że razem zniżaliśmy lot przez gęstą chmurę.

„Teraz byłem ślepy. Nie mogłem nawet dać im znać, że już ich nie widzę”.

W miarę jak zbliżał się do bazy lotniczej, chmury stawały się gęstsze.

„Podstawa chmur była na tyle nisko, że trzeba było lecieć precyzyjnie, żeby po wyjściu spod chmur mieć przed sobą lotnisko” – powiedział.

W końcu Ben dostrzegł światła pasa startowego.

„Lądowanie bez HUD-a wymaga dużego skupienia” – powiedział

„Byłem pod wrażeniem chwili i nie pozwoliłem sobie na chwilę relaksu, dopóki bezpiecznie nie zjechałem z pasa startowego.

„Wtedy wszystko do mnie dotarło. Byłem cholernie zadowolony, że jestem na ziemi i nie mogłem się doczekać piwa”.

Ben, który służy w 2. eskadrze (Współpracy Armii) – najstarszej jednostce RAF – został odznaczony wyróżnieniem za zachowanie spokoju i profesjonalizmu w ekstremalnych warunkach.

„Sytuacje awaryjne nie są rzadkością w RAF-ie, ale niezwykłe jest, gdy awaria więcej niż jednego systemu” – powiedział.

„W moim przypadku cztery systemy – CSG1 i jego system zapasowy oraz Radio 1 i jego system zapasowy – uległy awarii w tym samym czasie.

„W RAF-ie ciężko trenujemy, aby walczyć łatwo i to właśnie dzięki treningowi udało mi się zachować chłodne i metodyczne podejście, radząc sobie z każdym problemem na bieżąco, jednocześnie dbając o bezpieczeństwo,

„Ale miałem też dużo szczęścia, że ​​udało mi się wrócić”.

Wczoraj wieczorem komandor Howard Edwards, dowódca Sił Powietrznych RAF, powiedział: „Z przyjemnością przyjąłem wiadomość, że porucznik Ben Davey został słusznie pochwalony za wyjątkowe umiejętności i opanowanie, jakie wykazał, bezpiecznie lądując swoim Typhoonem w niezwykle trudnych warunkach.

„Utrata wyświetlaczy kokpitu wystawiłaby na próbę każdego pilota, ale profesjonalizm Bena, szybkie myślenie i spokojne wykonanie zapewniły bezpieczny wynik. Jego działania są dowodem odwagi i umiejętności pilotów RAF, a my jesteśmy z niego niesamowicie dumni”.

Source link