Zawsze wybieraj najlepszego gracza, niezależnie od pozycji, a resztę wymyślaj później. Zawsze.

A teraz dochodzimy do Vlade Divaca, koszykarza z Galerii Sław, który przez pięć lat pełnił funkcję dyrektora generalnego Sacramento Kings. Jak już wcześniej zrobił i będzie musiał to robić aż do śmierci, Divac bronił swojego wyboru z 2018 r., wybierając Marvina Bagleya III zamiast Luki Doncicia z numerem 2 (Suns wybrali Deandre Aytona z numerem 1 w tamtym roku). Tym razem, Doncic zrobił to chorwackiej gazecie internetowej Index (podziękowania dla Hoopshype).

„Na tym stanowisku miałem już De’Aarona Foxa, którego wybrałem rok wcześniej. Wtedy wierzyłem, że Fox jest graczem, który może stać się gwiazdą franczyzy w nadchodzących latach. Czas pokaże, czy się myliłem. Tak jak sprawy wyglądają teraz, wygląda na to, że się myliłem, ale nadal wierzę, że Fox będzie miał świetną karierę”.

Nie powinniśmy umniejszać Foxowi, zawodnikowi All-NBA, który zdobył nagrodę Clutch Player of the Year i w zeszłym sezonie notował średnio 26,6 punktów i 5,6 asyst na mecz. Jednak nie jest Donciciem, jednym z pięciu najlepszych zawodników ligi i wieloletnim kandydatem do tytułu MVP. Dlaczego nie wystawiać ich obok siebie, tak jak robią to teraz Doncic i Kyrie Irving, duet, który sezon temu doprowadził Dallas Mavericks do finałów NBA?

„Nie. Irving jest klasycznym strzelcem, tak jak Luka. Fox nie jest; jest rozgrywającym, który potrzebuje piłki, tak jak Luka. Mógłbym wziąć Lukę, ale wtedy musiałbym oddać Foxa. Co ciekawe, Phoenix również odpuścił sobie Lukę, a w tamtym czasie ich trenerem był Igor Kokoškov, który trenował Lukę w Słowenii. Atlanta wybrała Lukę, ale go wymieniła. Ostatecznie wziął go Dallas. Uwielbiam oglądać Lukę; naprawdę podoba mi się jego styl koszykówki. Miałem własne powody, żeby podjąć taką decyzję. Może popełniłem błąd, ale czas pokaże”.

Czas pokazał. Fox jest wybitnym graczem, obecnie w czołowej dziesiątce rozgrywających w NBA, ale Doncic jest na szczycie tej listy — przyszły członek Galerii Sław.

Divac jasno stwierdził, że jednym z „moich własnych powodów” wyboru nie była waśń z ojcem Dončicia, plotka, którą już wcześniej zdementował. Divac uważał, że pułap Bagleya był wyższy niż Dončicia, i uczciwie mówiąc, w tamtym czasie inni skauci również tak myśleli (nie przewidywali odejścia NBA od tradycyjnych wielkich). Był segment społeczności skautów, który nie kupował Dončicia przed draftem (i segment, który zdecydowanie kupował).

Phoenix wybrało Aytona nr 1, ponieważ ówczesny właściciel Robert Sarver nakazał to, wierząc w tradycyjnego środkowego i że wzięcie wyróżniającego się zawodnika z Arizony i utrzymanie go w stanie będzie dobre dla box office, według źródeł ligowych. Wiele drużyn było wówczas zachwyconych Aytonem, podczas gdy Doncic cierpiał z powodu przestarzałego sposobu myślenia: „Jasne, zdominował Euroligę, ale to jest NBA i będzie inaczej”. Atlanta obstawiała Trae Younga w tej wymianie.

Co sprowadza nas z powrotem do pierwszego akapitu tej historii: Zawsze wybieraj najlepszego gracza, bez względu na pozycję, a resztę wymyślaj później.

Dla fanów Kings to zawsze będzie bolało. Decyzja Divaca zostanie zapamiętana w tej samej kategorii, co decyzja Trail Blazers o wyborze Sama Bowiego przed Michaelem Jordanem, ponieważ Portland miało Clyde’a Drexlera i nie potrzebowało skrzydłowego. Divac chybił, a franczyza nadal płaci cenę.

Source link