MIASTO SALT LAKE — Dni wolne w NHL są cenne. Dni wolne w trasie w nowym mieście są niespotykane. Connora Bedarda planuje cieszyć się ciepłą, słoneczną środą po otwarciu sezonu przeciwko nowemu Klub hokejowy w Utah — lunch z tatą Tomem, zanim złapie popołudniowy lot do domu, a następnie kolacja z chłopakami w Park City.

Ale oto on, świeżo po śniadaniu, ubrany w standardową bluzę z kapturem i klapki dla hokeisty, schodzi okazałym korytarzem pięciogwiazdkowego hotelu drużyny na rzadką rozmowę przy stole. Nie dajcie się zwieść, chyba żaden zawodnik ligi nie spotykał się z prasą częściej niż Bedard w zeszłym roku. Z nawiązką wywiązał się ze swoich obowiązków medialnych. Ale prawie zawsze działo się to w szatni, w atmosferze scrum. Spotkania jeden na jeden były bardzo rzadkie. Pełnowymiarowe, swobodne rozmowy w zasadzie nie wchodziły w grę.

I jak powie Ci każdy sportowiec, reporter czy widz, scrumy są absolutnie najgorsze. Jako blok nie zawsze dokładnie okrywamy się chwałą w tych klaustrofobicznych sceneriach.

„Trudno wykazać się osobowością, gdy cały czas słyszy się te same pytania” – stwierdził Bedard z krzywym uśmiechem.

Ale teraz, gdy jest zawodowym zawodnikiem drugiego roku i przebiegłym weteranem w dojrzałym wieku 19 lat, czy możemy zobaczyć więcej jego osobowości w blasku? Pokazuje to na filmach na Instagramie, gdzie wraz z kumplami dokonuje wyborów piłkarskich. Zaczyna złośliwe reklamy NHL o rzekomych wadach pokolenia Z. I zaczyna okazjonalnie udzielać wywiadów, takich jak ten. Bycie wielkim i pompatycznym poza lodem nie jest w jego stylu, ale jego poziom komfortu w NHL i sławie wyraźnie rośnie.

Oto część naszej rozmowy, skupiająca się bardziej na hokejowej stronie rzeczy. Zostało lekko zredagowane dla przejrzystości. Poszukaj reszty naszej rozmowy w przyszłej historii.

W tym sezonie jesteś na dobrej drodze do zdobycia 164 punktów. Zakładam, że coś mniejszego będzie rozczarowaniem?

Tak, myślę, że prawdopodobnie bylibyście zdenerwowani. Upadek! Nie, to znaczy, miło było po prostu wrócić do gry. I fajnie, że mogliśmy być częścią tego pierwszego meczu. Oczywiście nie jest to świetny wynik (przegrana 5:2), ale ogólnie rzecz biorąc, w miarę upływu czasu graliśmy coraz lepiej. Po prostu fajnie było być częścią tego momentu w historii.

Jedną z rzeczy, które usłyszałem w okresie poprzedzającym pobór, było to, że masz „obsesję na punkcie wielkości”. Słyszałem o tym samym Nathana MacKinnona dokładnie w ten sam sposób – masz wyjątkowe nastawienie, że chcesz być świetny. Czy to po prostu twoja wrodzona cecha, w której nie możesz zaakceptować niczego mniejszego?

Myślę, że tak. Nawet jako dziecko. Miałem 5 lat i to było wszystko, co chciałem robić. Myślę, że o to właśnie chodzi – to oczywiście pasja i chcę być najlepszy, jak tylko potrafię. Ale generalnie to jest to, co chcę robić i chcę się doskonalić, a nie chcę pewnego dnia spojrzeć wstecz i poczuć, że nie wykorzystałem całego swojego potencjału.

Jaki jest ten pełny potencjał? Co zrobić Ty postrzegasz jako sufit?

Nie wiem. Myślę, że mogę być całkiem niezły. Ale zobaczymy. Jestem pewny siebie, a ta pewność wynika z pracy, którą włożyłem. Wiem, że nie zamierzam oszukiwać siebie i swojej zdolności, aby osiągnąć jak najlepszy wynik. Jak dobre to jest? Kto wie. Ale myślę, że jest całkiem nieźle.

To taka cecha hokeisty, aby zachować pokorę i bagatelizować rzeczy na zewnątrz. Ale wszystkich 700 zawodników w NHL musi mieć tę niezachwianą wiarę w siebie, tę arogancję. Bez tego nie możesz się tu dostać. Connora McDavida trochę o tym mówiłem (w programie dla Amazona): „Kiedy jestem w najlepszej formie, trudno jest mi dorównać”. Musisz mieć takie nastawienie, prawda?

Z pewnością. Jeśli wyjdziesz na boisko z myślą, że nie zrobisz nic dobrego, to już przegrałeś bitwę. Jestem naprawdę pewny siebie i nie muszę nikomu mówić, co myślę, że mogę zrobić lub kim jestem jako zawodnik. Chcę iść i to pokazać. W mojej głowie przed meczem wychodzę na boisko, żeby się dobrze bawić, ale jednocześnie wiem, że chcę coś zmienić w grze. I wiem, że mogę.

Mówiłeś już, że nie powiesz mi, jakie są Twoje cele na ten sezon, ale czy masz takie cele także w karierze? Czy masz w głowie okrągłe liczby i myślisz sobie: „To właśnie muszę zrobić, aby osiągnąć swój potencjał?”

To takie długoterminowe. Myślę, że celem każdego gracza w hokeju od najmłodszych lat jest zdobycie Pucharu Stanleya. I to jest najważniejsze dla wszystkich. Jeśli tak się stanie, będzie to oczywiście szczyt. Trudno jest spojrzeć na całą karierę i podać liczby.

Więc nie myślisz tylko o 1000 golach czy czymś tak szalonym.

(śmiech) Nie, nie, nie sądzę.

Czy to jednak część tego procesu? Przychodzisz i chcesz zdobyć Puchar Stanleya, a dominujesz na każdym poziomie. Potem trafiasz do NHL i jest ciężko. Jesteś w drużynie, która jest na dole i stara się wspiąć na szczyt. Nauka przegrywania, nauka radzenia sobie z dwoma, trzema meczami bez bramki – czy to trudne?

Tak, przegrywanie jest do bani. Myślę, że możesz zapytać każdego, kto był w naszym zespole w zeszłym roku, nie było zbyt fajnie. Zwłaszcza pod koniec. Odszedłeś i nadal czerpiesz przyjemność z gry, i jest coś, o co grasz, ale jesteśmy zawodowymi sportowcami i chcemy grać, aby wygrywać. To było naprawdę frustrujące. Zdecydowanie mogę być dzieckiem, przeżywającym te wszystkie straty. Ale nawet przegrana w ostatnim meczu pozwala nam się podnieść. To będzie coś, co pokażemy, w czym jesteśmy dużo lepsi.

Jonathan Toews też był dużym dzieckiem, kiedy po raz pierwszy dostał się do ligi. Pracę zabierał ze sobą do domu, wrzeszczał i wrzeszczał na swoich kolegów na ławce, rzucał rzeczami do szatni. Zaakceptowanie przypływów i odpływów w sporcie wymaga czasu.

Tak, tak, na pewno. W moim pierwszym roku (w juniorach) przegraliśmy sporo meczów. I pamiętam, że miałem trudny początek. Ale potem w juniorach było już łatwiej. Mieliśmy lepszy drugi rok jako zespół i myślę, że ja też miałem dobry drugi rok (śmiech). Na pewno jest inaczej, gdy przychodzisz na mecz i grasz z najlepszymi graczami na świecie. Ale to właśnie jest najfajniejsze w hokeju: rywalizacja i wyzwanie, jakim jest rywalizacja każdego wieczoru z najlepszymi.

Ty też musisz uważać, prawda? Patricka Kane’aPrzez ostatnie kilka lat spędzonych tutaj, kiedy wszystko zaczęło się źle układać, zawsze martwił się, że do zespołu dołączą młodzi gracze, którzy nabiorą nawyków i nastawienia na przegrywanie. Jak sobie z tym radzisz, gdy Kyle (Davidson) rozgrywa długą grę? Jak nauczyć się nie akceptować przegranej, ale rozumieć ją? To dobra linia na spacer.

Myślę, że nawet nie powinieneś tego rozumieć. Jesteśmy graczami, wychodzimy na boisko i staramy się wygrać i to jest nasz cel każdego wieczoru. Nigdy tego nie akceptujesz. Myślę, że latem będziesz mógł spojrzeć na grę w dłuższej perspektywie, ale nie jako gracze. Po prostu wychodzisz na boisko, starasz się wygrać i grać jak najlepiej.

Czy bycie kapitanem w ogóle Cię zainteresowało? A może to coś na później? Czy w ogóle jesteś za młody, żeby zostać kapitanem?

(śmiech) To nie jest pytanie do mnie. Chyba nikogo to nie zdziwiło (Nicka Foligno) rozumiem. Jest świetnym liderem, przyszedł i wywarł duży wpływ. Wcale nikogo to nie zdziwiło. Pewnego dnia w drodze, byłoby wspaniale. Ale nie spodziewałem się tego ani nic. Wszyscy spodziewaliśmy się, że „Fliggy” to dostanie.

Czy potrafisz być takim kapitanem? Niektórzy kapitanowie to duzi, otwarci i towarzyscy goście, jak Foligno, ale niektórzy są zupełnie inni.

Byłbym inny. Nie rozmawiałbym tak dużo jak Nick (śmiech). Myślę, że daję przykład swoim podejściu do gry. Rozmowa przychodzi z czasem. Zdecydowanie miałbym trochę inne podejście, ale myślę, że możesz się czegoś nauczyć od wszystkich liderów na sali.

Biorąc pod uwagę taką fluktuację w składzie, jestem pewien, że to ekscytujące, że sprowadzasz do zespołu tych wszystkich wartościowych graczy. Ale straciłeś też grupę dobrych przyjaciół. Taylora Raddysha był jednym z twoich najbliższych przyjaciół, on wychodzi za drzwi. MacKenzie Entwistle nie żyje. Czy to tylko część życia w NHL?

To z pewnością dziwne. To część biznesowej strony gry, ale tak naprawdę (nigdy) nie myślisz o tym zbyt wiele, kiedy grasz. Myślisz, że będziesz się z nimi bawić już zawsze. „Rads” i „Twisty” – za każdym razem chodziłem z nimi na kolację w trasie. Byłem blisko z tymi dwoma chłopakami. Ciężko jest widzieć, jak wszyscy odchodzą. Są jednak w dobrej sytuacji i cieszysz się, że dostają szansę. Ale to trudne, więc po prostu pozostań w kontakcie.

Czy podoba ci się bycie graczem NHL? Czy to jest to o czym marzyłeś?

Tak. Chcę po prostu grać i grać na jak najwyższym poziomie. To całkiem fajne, jak jesteśmy traktowani i jakie mamy możliwości, nie tylko na lodzie, ale także w jaki sposób możemy wpłynąć na miasto lub społeczność. Wszyscy mamy dużo szczęścia.

Zatem 40 czy 50 goli w tym roku, jaki jest cel?

(śmiech) Nie wiem, zobaczymy, stary.

W porządku. Musiałem spróbować.

(Zdjęcie: Michael Reaves / Getty Images)

Source link