Mianowanie Thomasa Franka na głównego trenera Tottenhamu było ryzykowne dla obu stron. To było ryzykowne przedsięwzięcie, które zakończyło się burzą toksyczności.

Frank pozostawił po sobie stabilność i strukturę, które leżały u podstaw jego doskonałej pracy w Brentford za chaos w Spurs.

Reklama

W miejsce właściciela Brentford Matthew Benhama i dyrektora sportowego Phila Gilesa Frank wkroczył w środowisko, w którym stawka była wysoka, a nawet zdobycie Ligi Europy – pierwszego trofeum Spurs od 17 lat – nie oszczędziło zwolnienia poprzednikowi Ange Postecoglou.

Z kolei Spurs zatrudniali głównego trenera, który działał z dala od ostrego światła reflektorów i wysokich oczekiwań, jakie czekały go w nowej pracy. To był niefortunny sojusz i Frank szybko stracił przytomność.

Był to pozbawiony radości i żałosny okres, charakteryzujący się ciągłą wrogością skierowaną w stronę Franka przez zdecydowaną większość kibiców Spurs, którzy bardzo szybko zdecydowali, że nie jest to człowiek dla nich ani praca, do której był od niego wymagany.

Zwolnienie Franka będzie gorzkim rozczarowaniem dla popularnego, przystojnego Duńczyka, który zdobył swoją wielką szansę w Spurs, wprowadzając Brentford do Premier League i utrzymując ich tam przez cztery sezony.

Reklama

Gdzie więc poszło źle?

Frank’s Spurs brakowało tożsamości

Frank przejął drużynę, która w zeszłym sezonie zajęła 17. miejsce w Premier League, przegrywając przy tym 22 mecze.

Oni wygrał Ligę Europy, ale prawdziwą miarą drużyny jest pozycja w lidze – i według tej metryki Frank odziedziczył przeciętny skład.

Pogląd, że można to całkowicie naprawić – a nawet znacząco zmienić – w ciągu kilku miesięcy wywodzi się ze sfery fantazji.

Spurs potrzebowali nie tylko zmiany zespołu, ale także zmiany kultury. Należy to uwzględnić w upadku Franka.

Klub miał trudności ze znalezieniem kogoś, kto dorównałby popularnością Mauricio Pochettino, który został zwolniony sześć miesięcy po porażce Spurs z Liverpoolem w finale Ligi Mistrzów 2019.

Reklama

Zwolnienie Franka oznacza, że ​​dołącza on do listy obejmującej sprawdzonych zwycięzców Jose Mourinho i Antonio Conte, a także Nuno Espirito Santo i Postecoglou, którzy w zeszłym sezonie przywieźli długo oczekiwane sztućce.

Duńczyk ostatecznie nie dał sobie rady z tym najbardziej wymagającym zadaniem. To go pochłonęło, kończąc na tym, że wyglądał na złamaną, oblężoną postać.

Frankowi nie udało się stworzyć drużyny o jakiejkolwiek jasnej tożsamości, gdyż był on ciągnięty przez pogmatwane myślenie i, gdy to miało znaczenie, podejście stawiające na bezpieczeństwo.

Kiedy pisana jest historia Franka w Spurs, porażki u siebie z Chelsea I w Arsenalu w derbach północnego Londynu przyniosą coś bliskiego rozgłosu.

Reklama

Statystycznie rzecz biorąc, były to dwa z najskuteczniejszych występów w ataku spośród wszystkich drużyn Premier League w tym sezonie. Spurs wygenerowali 0,1 xG u siebie w przegranej 1:0 z Chelsea, a następnie zaledwie 0,07 xG w przegranym 4:1 meczu z Arsenalem.

To właśnie nieśmiałe podejście Franka – prawie w takim samym stopniu jak porażka – wywołało tak ostrą krytykę po meczu z Arsenalem – pięcioosobowa obrona w rzeczywistości była ćwiczeniem ograniczającym obrażenia, które pozwoliło Kanonierom z łatwością wygrać.

Fakt, że Eberechi Eze – zawodnik, którego Spurs chciał, ale pozwolił Arsenalowi wkraść się do akcji i pokonać ich za 60 milionów funtów – strzelił wspaniałego hat-tricka, który tylko spotęgował ból i zawstydzenie.

Chociaż porażka z Arsenalem bardziej zaszkodzi fanom Spurs, to porażka z Chelsea była prawdopodobnie bardziej niepokojąca, zwłaszcza że rozegrano ją u siebie.

Reklama

Dopiero połączenie rozrzutności gości i bohaterstwa bramkarza Guglielmo Vicario zapobiegło efektowi wbijania.

To był początek bolesnej podróży do końca.

Kiedy Frank pracował w Brentford, cieszył się opinią osoby charakteryzującej się jasnością myślenia, strategii i komunikacji – osobowością, która potrafiła wykrywać problemy i je rozwiązywać.

Te cechy zostały utracone, gdy Spurs trafiali w bufory po wygraniu dwóch pierwszych meczów w Premier League.

Albo Frank nie wyraził się wystarczająco jasno, albo gracze Spurs nie uwierzyli w jego podejście.

Gdyby stałych obserwatorów poproszono o wskazanie jakiegoś oczywistego stylu lub strategii, mieliby trudności z udzieleniem odpowiedzi. Była to mieszanina pomysłów pozbawiona wyraźnych znaków identyfikacyjnych.

Reklama

Frank zaczął od dwóch zwycięstw: u siebie z Burnley, a następnie z Manchesterem City. Jednak, podobnie jak w przypadku Postecoglou, dobry początek wkrótce minął.

W Brentford plan Franka zakładał grę długą, szybką i wywieranie presji na przeciwnikach w grze otwartej i stałych fragmentach gry. Jakość też była widoczna w przypadku napastników takich jak Ivan Toney, Bryan Mbeumo i Yoane Wissa.

Frank nigdy nie ustalił żadnej oczywistej tożsamości w Spurs, a fani szybko odwrócili się od tego, co uważali za podejście w najlepszym przypadku pragmatyczne, a w najgorszym – negatywne.

Kibice, a w wielu przypadkach także gracze, albo nie rozumieli strategii Franka, albo w nią nie wierzyli, a sam główny trener czasami wyglądał na zszokowanego sposobem, w jaki doszło do niepowodzeń Spurs.

Reklama

Jednym z pierwszych posunięć Franka było mianowanie Cristiana Romero kapitanem drużyny po Son Heung-Minie. Decyzja o przekazaniu opaski zwycięzcy Pucharu Świata w Argentynie była źle przemyślana. Zbyt często był ciężarem na boisku – czasami czekała na niego czerwona kartka – i poza boiskiem z luźnymi wypowiedziami.

To pierwsze zostało udowodnione czerwonymi kartkami w meczach z Liverpoolem i Manchesterem United, drugie w dwóch wybuchach przeciwko hierarchii klubu – pierwszy skutecznie oskarżył ich o kłamstwo w zredagowanym wówczas poście na Instagramie, w którym stwierdził, że brak dostępnych zawodników jest „haniebny”.

Wyrządziło to Frankowi więcej szkody niż pożytku.

Nieudana transakcja z Eze i kontuzje pokrzyżowały plany Franka

Mimo wszystkich niepowodzeń na boisku Frank nie cieszył się najlepszym szczęściem, jeśli chodzi o dostępnych mu zawodników.

Reklama

Kontuzje pozbawiły go szansy na wykorzystanie niektórych z jego najbardziej wpływowych wykonawców. I tam też był odejście ikonicznego Syna.

Kolejny poważny cios nastąpił, gdy klub pozwolił, aby potencjalny transfer Eze przeciągał się tak długo, że Arsenal wykorzystał okazję i przechwycił jego ruch z Crystal Palace.

Spurs myśleli także, że mają wart 60 milionów funtów kontrakt na podpisanie kontraktu z utalentowanym pomocnikiem Nottingham Forest, Morganem Gibbsem-Whitem, ze wstępnym zaświadczeniem lekarskim. Jednak właściciel Forest, Evangelos Marinakis, błagał, aby się od tego różnić i cała historia zakończyła się zawodnik podpisze nowy kontrakt.

W przypadku Eze i Gibbs-White’a Spurs mogli pozyskać zwycięzców meczów, którzy mogliby okazać się dla Franka bezcenni.

Dejan Kulusevski

Długotrwała kontuzja kolana Dejana Kulusevskiego pozbawiła Franka kluczowej broni do ataku (Getty Images)

Dejan Kulusevski – jeden z najniebezpieczniejszych zawodników Spurs, który zmienił zasady gry – nigdy nie zagrał ani minuty pod wodzą Franka z powodu operacji związanej z kontuzją rzepki, której doznał w zeszłym sezonie.

Reklama

Pomocnik Anglii James Maddison pojawiał się i pauzował pod wodzą Postecoglou, ale jego nadzieje na wywarcie wpływu pod wodzą Franka zniknęły, gdy w czerwcu zerwał więzadło krzyżowe przednie w przedsezonowym meczu towarzyskim z Newcastle.

Dominic Solanke – napastnik drużyny warty 60 milionów funtów – również był zagubiony przez kilka miesięcy po operacji kontuzji kostki, a Mohammed Kudus – nabytek West Hamu warty 55 milionów funtów – i Richarlison również odnieśli długotrwałe kontuzje.

Chociaż Frank nie był w stanie znaleźć rozwiązań, nie ma wątpliwości, że te nieobecności były szkodliwe.

Frankowi nie udało się nawiązać kontaktu z fanami

Były prezes Daniel Levy był stałym piorunochronem powodującym gniew fanów Spurs. Kiedy on odszedł we wrześniu, większość go przyjęła z zadowoleniem, ale pozostawiła Franka bardziej na linii ognia – i to po usunięciu tarczy.

Reklama

Frank był – nie bez powodu – niezwykle popularną postacią w Brentford, nie tylko ze względu na swoje sukcesy na boisku, ale także bliskie relacje, jakie nawiązał z kibicami.

Widok, jak prowadzi swoich zawodników na honorowym okrążeniu po meczu, stał się znajomy – i rozpoznał twarze, które rozpoznał w tłumie.

Ironią losu było zatem to, że jeden z najbardziej toksycznych momentów krótkiego panowania Franka miał miejsce w Gtech w Nowy Rok, kiedy został powitany głośnymi drwinami ze strony przyjezdnych fanów Spurs po otępiającym bezbramkowym remisie.

Nie było łatwo nawiązać bliskie więzi na ogromnej, nowoczesnej arenie, w której zgromadziło się ponad 61 000 kibiców. Ich kształtować muszą wyniki – wyniki, które nie przyszły, wygrywając zaledwie dwa z 11 meczów w lidze u siebie.

Reklama

Honorowe okrążenie Franka po meczu stało się przedmiotem sporów i kontrowersji, gdy obrońcy Djed Spence i Micky van de Ven minęli go i odmówili wzięcia udziału w meczu po porażce u siebie z Chelsea, choć później przeprosił.

Nawet jeśli byli źli na fanów, sposób, w jaki szorstko odrzucili życzenia Franka, wysłał kiepski sygnał, budząc wątpliwości co do jego poziomu kontroli.

Mimo całej skruchy Spence’a menedżer ponownie stanął przed niezręcznymi pytaniami dotyczącymi reakcji obrońcy na zmianę podczas fatalnej porażki 3:0 z Nottingham Forest.

To były żałosne i pozbawione radości rządy. Zbyt często mecze kończyły się niezadowoleniem – rozłam odnotowywany przez klub.

Reklama

Frank z pewnością nigdy nie czuł potrzeby publicznej krytyki swoich kibiców w Brentford – co rzadko kończy się dobrze – ale po porażce z Fulham uznał wygwizdywanie bramkarza Vicario za „niedopuszczalne”, a nie działania „prawdziwych kibiców Spurs”.

Zrobienie tego – nawet tylko części tłumu – było strategią wysokiego ryzyka. Nigdy nie udało mu się wyleczyć tego złamania.

Szczerość, optymistyczna postawa i wyniki Franka sprawiły, że był on idolem w Brentford. W Spurs było zupełnie odwrotnie.

Czasu i cierpliwości – cennych towarów w Brentford – brakowało. Nie tylko ze strony brokerów władzy po odejściu Levy’ego, ale także fanów, którzy po prostu nigdy nie polubili Franka i których nie przekonał jego rodowód i metody.

Reklama

Nie było wątpliwości, że wielu kibiców Spurs od początku uważało, że Frank nie nadawał się do tego zadania – ich solidne podstawy w mniejszym klubie w Brentford nie zapewniały w ich oczach doświadczenia wymaganego do zmagania się z nieporęczną bestią w północnym Londynie.

Frank musiał wywrzeć natychmiastowy wpływ, aby rozwiać wątpliwości. Nie był w stanie tego zrobić.

Source link

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj