Nigel Farage nigdy nie piastował wysokiego stanowiska, a mimo to wywarł znacznie większy wpływ na losy Wielkiej Brytanii niż większość ministrów. To jego wizja, wytrwałość i charyzma zamieniły odległe marzenie o brytyjskiej niepodległości od imperium brukselskiego w praktyczną rzeczywistość.

Jednak Farage, obecnie przywódca Partii Reform, wierzy, że może być o krok od jeszcze większego triumfu. Przemawiając w tym tygodniu podczas dorocznej ceremonii wręczenia nagród politycznych organizowanej przez centroprawicowy magazyn Spectator, który jak na ironię przyznał mu tytuł Nowicjusza Roku, powiedział swoim słuchaczom o skłonnościach torysowskich: „Będziemy wkrótce świadkami rewolucji politycznej, jakiej doświadczyliśmy nie wydaje się od czasów Partii Pracy po pierwszej wojnie światowej” – nawiązanie do wyparcia liberałów przez Partię Pracy na początku lat dwudziestych XX wieku jako głównej opozycji wobec Partii Pracy. Torysi.

Ale czy Farage pozwala sobie na fantazję? Przecież Reforma ma obecnie tylko pięciu parlamentarzystów i ograniczoną strukturę okręgów wyborczych, podczas gdy Partia Pracy sto lat temu była częścią ruchu masowego wspieranego siłą związków zawodowych.

Z drugiej strony rozczarowanie procesem politycznym jest najwyższe w historii, a zaufanie do dwóch głównych partii rekordowo niskie. Wyborcy tęsknią za rządem, który na pierwszym miejscu stawia interes narodowy, ale dziś wydaje się, że niekompetencji naszych władców dorównują ich uprawnienia, nieuczciwość i wypaczone priorytety.

Płacimy coraz wyższe podatki, a jakość usług publicznych ulega pogorszeniu. Rozmiar dwóch przednich ławek nigdy nie był mniej imponujący. Zbyt wielu polityków Partii Pracy i Konserwatystów wydaje się bardziej zdeterminowanych, by podtrzymywać modne dogmaty, zamiast zajmować się naprawdę istotnymi kwestiami, takimi jak mieszkalnictwo, przestępczość czy poziom życia. Tam, gdzie ministrowie przechwalają się światowym przywództwem Wielkiej Brytanii w dziedzinie czystej energii, zirytowani obywatele muszą znosić najwyższe ceny energii na świecie.

Przepaść między rządzącymi a rządzonymi jest najszersza w związku z imigracją. Bez żadnego mandatu ze strony wyborców politycy obu stron przewodzili transformacji naszego społeczeństwa na imponującą skalę.

Dopiero w tym tygodniu ujawniono, że migracja netto w roku kończącym się w czerwcu 2023 r. osiągnęła niesamowitą kwotę 906 000. Politycy twierdzą, że napływ imigrantów jest niezbędny dla dobrobytu gospodarczego, jednak z ich własnych statystyk wynika, że ​​w ciągu ostatnich pięciu lat tylko 15% przybyszów spoza UE przyjechało tu do pracy.

Obywatelom brytyjskim polecono „celebrować różnorodność”, jednak to, czego doświadczają w wyniku zerwania kontroli granicznych, to nieznośne obciążenia infrastruktury obywatelskiej, przemoc na tle religijnym, wojny gangów, zinstytucjonalizowana mizoginia i utrata solidarności społecznej.

Poczucie zdrady jest namacalne. W obliczu przyspieszającego upadku i delokalizacji zirytowani Brytyjczycy czują się teraz jak obcy na własnej ziemi, a mimo to są zmuszeni płacić kolosalne rachunki za nielegalnych i bezrobotnych imigrantów. Oburzenie z powodu tej niesprawiedliwości jest paliwem rakietowym, które może popchnąć Farage’a do władzy. Podczas gdy Partia Pracy i Torysi flądro, Reforma ma rozmach.

Partia zyskuje coraz większą popularność w sondażach, szczególnie w East Midlands i Walii, podczas gdy rosnący odsetek członków ma wkrótce przewyższyć liczbę członków Torysi. W tym tygodniu wybitny działacz Tim Montgomerie, były doradca ds Borisa Johnsonaogłosił, że po 33 latach w rządzie przeszedł na stronę reformy Torysi szeregi. Jego posunięcie jest następstwem podobnej ucieczki tydzień wcześniej byłej minister Andrei Jenkyns.

Krążą także pogłoski, że Elona Muskaprzedsiębiorca-miliarder i sojusznik Trumpa, jest gotowy przekazać reformie 100 milionów funtów, co byłoby zdecydowanie największą darowizną polityczną w historii Wielkiej Brytanii. Taka suma mogłaby uczynić z partii potężną siłę na falach radiowych i w terenie, choć istniałoby niebezpieczeństwo ostrej reakcji wyborców zaniepokojonych kupowaniem brytyjskiej demokracji.

Jednak sam fakt, że taki krok jest przedmiotem dyskusji, pokazuje, jak reforma już wstrząsa brytyjską polityką. Mimo wszystkich nadużyć, jakich doświadczył, Farage jest człowiekiem, który budzi strach i powoduje upadek dwupartyjnego duopolu.

Source link