Niemal przez całe pierwsze 80 minut czwartkowego wieczoru otwierającego rundę barażową Ligi Mistrzów Kobiet w Niemczech Juventus Women całkowicie frustrował faworyta, Wolfsburg.

Bianconere nie tylko prowadzili na tablicy wyników 2:0, ale także ograniczali drużynę z Wolfsburga, która zaledwie kilka lat temu dotarła do finału, praktycznie do zera w atakującej trzeciej pozycji. Prawie nic. Plan gry Juve dotyczący kontrataku – taki, który menedżer Max Canzi ma tendencję do stosowania znacznie częściej w Europie w porównaniu do Serie A – miał być tym, co poprowadzi drużynę do zwycięstwa i zapewni im niezłą przewagę przed decydującym meczem rewanżowym, który odbędzie się w przyszłym tygodniu na stadionie J w Turynie.

Reklama

Potem nastąpiło ostatnie 10 minut i doliczony czas gry. A dwubramkowa przewaga Juve? Cóż, poszło.

Najpierw dzięki długiej analizie VAR, w wyniku której Wolfsburg strzelił rzut karny po pierwszym strzale wieczoru, a następnie golazo w ostatniej sekundzie Sarai Linder po nieudanym wybiciu z rzutu rożnego, prowadzenie 2:0 Juventusu Kobiet zniknęło i mecz zakończył się na 2:2. To był gorzki koniec czegoś, co wyglądało na wielkie, smutne zwycięstwo na wyjeździe w pojedynku, w którym Bianconere są wyraźnym słabszym przeciwnikiem jednej z silniejszych drużyn rundy barażowej UWCL próbującej dostać się do ćwierćfinału. Zatem zamiast prowadzić 2:0 lub 2:1, Juve musi teraz pokonać Wolfsburg w najbliższy czwartkowy wieczór w rewanżu, jeśli chce dostać się do ćwierćfinału i spotkać się z kolejnym europejskim gigantem, który siedzi z tyłu i ogląda rundę barażową u siebie w postaci OL Lyonnes, drużyny, z którą mierzył się w fazie ligowej UWCL.

Gol w ostatniej sekundzie, choć trudno było go dostrzec, był raczej oszałamiającym uderzeniem. Przekonaj się sam…

Source link

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj