Trener drużyny Southern California, Lincoln Riley, obserwuje pierwszą połowę meczu z Michigan.

Trener USC Lincoln Riley obserwuje z boku przegraną 27-24 z Michigan w inauguracyjnym meczu Trojans Big Ten w sobotę. Czy Riley jest w stanie poprowadzić Trojans do mistrzostwa kraju? (Paul Sancya / Associated Press)

USC grał z drużyną, która miała 32 jardy podań.

Ani razu.

W całej grze.

Trener Lincoln Riley opisał Przegrana 27-24 z Michigan w sobotę, jako że jego drużyna mogła wygrać mecz, mówiąc: „Zabrakło nam jednej akcji”.

Prawda jest taka, że ​​to Trojanie powinni wygrać ten mecz.

To był mecz, w którym broniący tytułu mistrza kraju Wolverines zostali wygwizdani na własnym stadionie. To był mecz, w którym USC miało piłkę i czteropunktową przewagę w ostatnich pięciu minutach przeciwko przeciwnikowi, który nie zdobył punktów w żadnym z ostatnich sześciu ataków.

Czytaj więcej: Michigan zdobywa punkty pod koniec meczu, pokonując USC w fizycznym otwarciu Big Ten

W dwóch poprzednich meczach Trojanie grali tak, jakby czasy, gdy sami siebie pokonywali, już minęły, ale to wrażenie nie uwzględniało pewnego istotnego szczegółu.

Ich trenerem nadal był Riley.

Jakkolwiek dynamiczne mogą być jego ataki, tak samo jak nowy koordynator D’Anton Lynn ulepszył swoją niegdyś nieszczelną obronęRiley nie udowodnił, że potrafi zachować zimną krew w meczach tej rangi.

Pierwszy mecz USC w Big Ten podał inny przykład.

Riley wykonał kilka ciekawych zagrań, z których najbardziej godne uwagi było posiadanie piłki, które poprzedzało zwycięską akcję Michigan. Trojanie zagrali trzy i out, dwukrotnie zatrzymując zegar na niekompletnych podaniach łopatą próbowanych przez rozgrywającego Millera Mossa. Posiadanie piłki trwało mniej niż minutę, pozostawiając Wolverines wystarczająco dużo czasu, aby odzyskać prowadzenie po jednojardowym biegu Khalela Mullingsa na 37 sekund przed końcem meczu.

„Myślałem, że mogłem być lepszy” – przyznał Riley. „Nie sądzę, żebym wykonał tam bardzo dobry drive”.

Riley był znacznie mniej samokrytyczny, gdy pytano go o ofensywną filozofię jego zespołu na początku gry, mimo że Trojanie zdobyli tylko trzy punkty w pierwszych dwóch kwartach. Do przerwy przegrywali 14-3.

„Czułem, że mieliśmy wiele okazji w pierwszej połowie, których nie wykorzystaliśmy” – powiedział Riley. „Prawdopodobnie bardziej chodziło o wykonanie niż o decyzje”.

Ale USC wyraźnie próbowało pokonać Michigan w jego własnej grze, uparcie prowadząc piłkę środkiem, mimo że linia defensywna Wolverines obejmowała dwóch przyszłych rozgrywających NFL: Masona Grahama i Kennetha Granta. Kiedy Trojanie nie prowadzili piłki, często uciekali się do podań zasłaniających.

Wyniki były katastrofalne.

Wolverines byli bardziej fizyczni po obu stronach piłki. Utrzymali Trojans przy ujemnym jardzie biegu przez dwie kwarty. Rozpoczęli grę z mobilnym rozgrywającym, który nie potrafił rzucać i o którym Trojanie wiedzieli, że nie będzie rzucać, ale mimo to udało im się zdobyć dwa przyłożenia przed przerwą.

Trojanie wyszli z przerwy z planem gry, który bardziej przypominał ich własny. Zamiast szukać biegu, aby otworzyć podanie, polegali na podaniu, aby otworzyć bieg.

Moss podał piłkę do swojego pierwszego touchdowna w pierwszym ataku drugiej połowy. Moss miał przechwycone podanie i wrócił do touchdowna w następnym ataku USC, ale odpowiedział podaniem do dwóch kolejnych punktów, dzięki czemu Trojanie wyszli na prowadzenie 24-20.

Tłum liczący ponad 110 000 kibiców rzucił się na drużynę gospodarzy, bucząc na Wolverines, gdy ich ofensywa oparta wyłącznie na bieganiu uległa stagnacji.

Gra była do wzięcia. Trojanie jakoś to zepsuli.

Na konferencji prasowej po meczu Riley wolał pochwalić odporność swojego zespołu niż rozpaczać nad straconymi szansami.

Czytaj więcej: „To już było napisane”. Jak środkowy USC Jonah Monheim został liderem Trojanów

„Myślę, że to była klasyczna, wyrównana walka” – powiedział.

Podejście było zrozumiałe. Trojans mają jeszcze dziewięć gier do rozegrania w sezonie regularnym. Nadal mogą dostać się do College Football Playoff.

Jednak jeśli USC ma stać się programem, który sobie wyobraził, gdy zatrudniono Rileya, będzie musiał wymyślić, jak zakończyć grę taką jak ta. Riley nie został sprowadzony do Los Angeles, aby być konkurencyjnym. Został sprowadzony, aby wygrywać mistrzostwa.

W tej chwili Trojanie mają koordynatora defensywy mistrzowskiej. Mają rozgrywającego mistrzowskiego. Potrzebują Rileya jako trenera mistrzowskiego.

Najlepsze, najciekawsze i najdziwniejsze historie dnia ze świata sportu w Los Angeles i nie tylko znajdziesz w naszym newsletterze The Sports Report.

Ta historia pierwotnie ukazała się w Los Angeles Times.

Source link