Nikt nie jest odporny na złe recenzje.
Weź to z Sir Ian McKellenktóry obnażył wszystko w produkcji z 1974 r. „Król Lear” w Brooklynie. John Simon, krytyk magazynu New York, był w dużej mierze niepod wrażeniem.
„Kiedy zdjąłem ubranie, ocenił mojego penisa” – mówi McKellen z uśmiechem na Zoomie. „Skomplementował penisa, ale nie uważał, że moje aktorstwo jest aż tak niezwykłe”.
Pół wieku później brytyjska legenda sceny i ekranu odwraca sytuację, prezentując „Krytyk” (w kinach od piątku), w którym gra kąśliwego recenzenta o imieniu Jimmy Erskine. Akcja fikcyjnego dramatu rozgrywa się w Londynie w latach 30. XX wieku i opowiada o cierpkiej więzi między Jimmym a aktorką teatralną Niną Land (Gemma Arterton), która jest nieustannym celem jego złośliwych ataków. Ona niechętnie zgadza się pomóc mu uratować pracę przed dyrektorami gazet, których wkurzają jego jadowite bazgroły.
Dołącz do naszej imprezy!Zarejestruj się, aby otrzymywać rekomendacje filmowe i telewizyjne USA TODAY bezpośrednio na swoją skrzynkę odbiorczą
Potrzebujesz przerwy? Zagraj w codzienną krzyżówkę USA TODAY.

McKellen, 85 lat, zawsze miał zdrowy stosunek do krytyki. Jako młody człowiek zagrał w prawie dwóch tuzinach produkcji studenckich, studiując literaturę angielską na Uniwersytecie Cambridge. Wspomina jeden pochlebny artykuł z tamtego okresu, w którym wyróżniono go jako „imię, które trzeba zapamiętać.”
„Tego dnia postanowiłem zostać zawodowym aktorem, bo być może byłem wystarczająco dobry, żeby spróbować” – mówi McKellen. „I nigdy tego nie żałowałem”.
Krytycy nie zawsze byli tak łaskawi. (Pamięta, jak kręcił „Hamleta” w 1971 r., kiedy Sunday Times zauważył, że „najlepszą rzeczą” w tym spektaklu było „opadnięcie kurtyny.”) Nauczył się jednak nie zwracać na nie uwagi.
„Starasz się nie rozpamiętywać złych recenzji” – mówi McKellen. „To nie powstrzymuje mnie od ich czytania, ale dawno temu przestałem się martwić krytykami. Nie uważam ich za bardziej wiarygodnych niż, powiedzmy, przyjaciel, który właśnie obejrzał polecany przez niego program”.
Ian McKellen uważa „Władcę Pierścieni” za swoją „Casablankę”
Przez sześćdziesiąt lat swojej kariery filmowej i telewizyjnej McKellen wcielał się w role potężnych mutantów („X-Men”), zgryźliwi detektywi („Pan Holmes”) i zegary czujące („Piękna i Bestia”). Otrzymał pięć nominacji do nagrody Emmy i zdobył Złotego Globu oraz nagrody Gildii Aktorów Ekranowych. Mimo to jest uczulony na komplementy.
„Myślę, że zostałem przesadzony” – mówi McKellen. „Jeśli grasz główną rolę w Szekspirze i inteligentnie wypowiadasz słowa, prawdopodobnie nie musisz robić nic więcej”.
Swoją pierwszą nominację do Oscara otrzymał w 1999 roku za elegijny film „Bogowie i potwory,” grając gejowskiego reżysera „Frankensteina” Jamesa Whale’a. McKellen, który jest również gejem, nazywa tę rolę najdumniejszą w swojej karierze.
„To niezwykłe studium charakteru” – mówi McKellen. „Kiedy patrzę wstecz na nagrania z moich wczesnych występów, nie jestem pod wrażeniem. To dla mnie wielka ulga, że stałem się lepszym aktorem. I wykonałem kilka dobrych prac, które będą warte obejrzenia po mojej śmierci”.
To obejmuje „Władca Pierścieni”, za którą w 2002 roku otrzymał drugą nominację do Oscara, grając mądrego i bezinteresownego czarodzieja Gandalfa.
„To była wielka, niespodziewana radość w mojej karierze, że zagrałem w filmie, który jest już klasyką – moją „Casablanką”, jeśli tak można powiedzieć” – mówi McKellen. „Oznacza to, że mogę pójść na spotkanie w dowolnym miejscu na świecie i znajdzie się ktoś, kto będzie chciał ze mną porozmawiać, ponieważ jest fanem tych filmów”.
McKellen jest zachwycony, że ma „własne hasło”: „Nie przejdziesz”, które Gandalf deklaruje w „Drużynie Pierścienia”, ratując towarzyszy przed przerażającym Balrogiem. Pamięta, jak kręcił kultową rozgrywkę z reżyserem Peterem Jacksonem i żółtą piłką tenisową, która później została zastąpiona efektami cyfrowymi.
„Powiedziałem Peterowi: 'Mam kij. Mam miecz. Mam piłkę w polu widzenia. Jak wygląda Balrog?’” – wspomina McKellen. „Powiedział: 'Nie mamy jeszcze pojęcia – stworzymy to wszystko na komputerze’. Więc było jedno ujęcie, kiedy powiedziałem do piłki tenisowej: 'Ty! Nie wolno! Odbijaj się!’
„Było wiele rzeczy w tym filmie, których nie rozumiałem do końca, kiedy kręciłem” – dodaje. „Nie wiedziałem, jak wszystko się połączy, ale Peter wiedział, o mój Boże”.
Gwiazda „The Critic” mówi, że „trudno” zaakceptować, że „nie jesteś nieśmiertelny”

McKellen, który mieszka w Londynie, ostatnio pracował głównie w teatrze. (Jest szczególnie zadowolony ze swojej najnowszej próby „Mała wioska”, który został przerobiony na film). Anand Tucker, reżyser „Krytyka”, jest pod wrażeniem płodności aktora.
„Bardzo mnie zainspirowało, jak bardzo jest żywy w wieku 85 lat” – mówi Tucker. „Jest tak głodny życia, otwarty na naukę, działanie i doświadczenia przez cały czas. Jest w nim nieustanna radość, która jest tak orzeźwiająca”.
Ale w czerwcu McKellen został odsunięty od gry, gdy spadł ze sceny podczas produkcji „Player Kings” na West Endzie, co spowodowało u niego pęknięcie kręgów i złamanie nadgarstka. Wypadek zmusiło go do wycofania się z bieguz powodu czego czuje się „wstydzony i winny”.
W środku „mam 12 lat, ale czuję się też jak 85” – mówi McKellen. „Ludzie potykają się cały dzień i nie zauważają tego, dopóki nie osiągną 60. roku życia. Ale kiedy są w moim wieku, muszą uważać, bo potykanie się może skończyć się złamaniem biodra, a tego się nie chce”.
Mówi, że teraz czuje się lepiej, chociaż „Postanowiłem nie pracować do przyszłego roku, kiedy będę miał pracę na cały rok, jeśli będę chciał. Trudno pogodzić się z faktem, że nie jesteś nieśmiertelny – wszyscy myślimy, że będziemy żyć wiecznie, prawda? Ale jeśli moi przyjaciele nie umarli, często utykają i zmagają się ze swoim zdrowiem. Więc mam wielkie, wielkie szczęście”.
W wolnym czasie aktor uwielbia słuchać muzyki klasycznej, a ostatnio był na koncertach Barry’ego Manilowa i Eltona Johna. Nie może się doczekać powrotu do Nowego Jorku: ostatnim spektaklem na Broadwayu, jaki widział, był „Hello, Dolly!” Bette Midler w 2017 roku („Stałem tak blisko sceny, że czułem powiew wiatru z jej spódnicy”). Chce też rozkoszować się kolejnym kawałkiem sernika Juniora („Najlepsza rzecz, jaka wyszła z Brooklynu – teraz czuję jej smak”).
Ostatecznie „mam nadzieję, że wrócę na Broadway jeszcze raz, zanim przestanę”, mówi McKellen z nostalgią. „Miło byłoby przyjść i pożegnać się”.



















