Ponieważ w środowy wieczór numer 1 w klasyfikacji generalnej Zaccharie Risacher zmierzy się z numerem 2 w klasyfikacji generalnej Alexem Sarrem, musimy porozmawiać o tej klasie debiutantów. Podsumowanie: nie było dobrze. Jeśli myślałeś, że to najgorsze zajęcia w najnowszej historii NBA, jest grupa ekspertów, która wydaje się się z tobą zgodzić:
Trenerzy NBA.
Przy tej sytuacji możemy być świadkami najgorszej klasy, która w historii ligi wejdzie do NBA. Nowicjusze zostali przyklejeni do ławki w sposób, jakiego nie widzieliśmy. A nawet gdy wieże rzeczywiście grają, zespół ledwo im ufa, jeśli chodzi o jakąkolwiek realną odpowiedzialność.
Wiesz o Freshman 15, kiedy studenci pierwszego roku nieuchronnie przytyli 15 funtów od imprezowania i pizzy.
Pozwólcie, że przedstawię wam drugiego Freshmana 15. Żaden debiutant nie zdobył w tym sezonie 15 punktów w meczu. Nada.
Piętnaście punktów to niezbyt wysoka poprzeczka, szczególnie w dzisiejszym środowisku przyjaznym strzelcom, gdzie nikt nie mruga okiem na drużynę, która zdobyła 140 punktów. A jednak żaden zawodowy zawodnik pierwszego roku nie przekroczył progu 15 punktów – ani Risacher, Sarr, ani nikt inny wybrany na loterii. Według Stathead.com nigdy nie weszliśmy tak głęboko w sezon, gdy debiutantowi nie udało się zdobyć marnych 15 punktów w meczu NBA.
W ubiegłym roku dwóch debiutantów w swoim pierwszym meczu zdobyło ponad 15 punktów: Victor Wembanyama z San Antonio (15 punktów) i środkowy z Dallas Dereck Lively II (16 punktów). W drugim meczu sezonu do listy dołączyły jeszcze dwa nazwiska: Brandon Miller z Charlotte (17 punktów) i Chet Holmgren (16 punktów). Trzeci mecz sezonu, inne imię: Gradey Dick, który zdobył 16 punktów dla Toronto Raptors. W zeszłym roku w pierwszych trzech meczach każdego zespołu debiutanci przekraczali granicę 15 punktów łącznie osiem razy (Holmgren, Miller i Wembanyama zrobili to wielokrotnie).
Ale w tym sezonie ta sama liczba jest zilch.
Od 1970 r. w tym momencie sezonu zwykle obserwujemy około dziewięciu takich występów, czasem aż 17. Sezon 2014–15 reprezentuje poprzedni niski wynik, w którym w pierwszym tygodniu odnotowano tylko jeden mecz, w którym zdobyto więcej punktów niż 15, i tak się stało. przez Elfrida Paytona z drużyny Orlando, który nie strzelił gola. w tym sezonie? Wciąż szukamy naszego własnego Elfrida Paytona.
Trenerzy w całej NBA po prostu nie ufają wieżom w kwestii czegokolwiek.
The konsensus przedsezonowego wyboru Debiutanta Roku Reed Sheppard jeździ na sosnie w drużynie Houston Rockets należącej do Ime Udoka. Reprezentant Kentucky rozegrał 15 minut w dniu otwarcia, ale od tego czasu jego czas gry maleje w każdym meczu i spadł do zaledwie trzech minut w poniedziałkowym zwycięstwie nad Spurs. Do tej pory strzelec wyborowy trafił zaledwie 4 z 12 w 38 minut.
Zach Edey, kolejny popularny kandydat na Debiutanta Roku (łącznie z twoim) rozpoczynał każdy mecz dla Memphis Grizzlies. To dobra wiadomość. Złe wieści można znaleźć wszędzie. Środkowy mierzący 2 metry wzrostu zanotował więcej fauli (15) niż celnych rzutów z gry (14). Zarejestrował o jeden blok więcej niż jego mierząca 170 cm koleżanka z drużyny, Yuki Kawamura, a Kawamura ma zero. Biorąc pod uwagę wszystkie kłopoty z faulami i ogólną nieskuteczność, Edey notuje średnio zaledwie 16 minut na mecz, co jest najniższym wynikiem w lidze ze wszystkich zawodników grających na pełny etat.
Najlepszy wybór w Atlancie, Risacher, okazał się przebłyskami obietnic, ale 19-latek wchodził z ławki w pierwszych dwóch meczach zespołu – co jest rzadkością w annałach numer 1 w klasyfikacji generalnej – i odnotował fatalne 38,3% prawdziwych procent strzelań w swoim pierwszym występie w profesjonalnych amerykańskich koszach.
W Charlotte siódmy wybrany w klasyfikacji generalnej, Tidjane Salaun, również nie wystartował w pierwszych dwóch meczach; właściwie nawet nie grał. Decyzja trenera DNP dotycząca pierwszych dwóch meczów zespołu oznacza, że francuski nastolatek najwyraźniej nie zdobył zaufania głównego trenera pierwszego roku Charlesa Lee. I to nie jest tak, że skład Charlotte Hornets przypomina komukolwiek Chicago Bulls z 1996 roku.
Swoją drogą, czy ktoś słyszał o Robie Dillinghamie? Ósmy wybór w Minnesocie jeszcze nawet się nie odbył. Z perspektywy czasu John Calipari wygląda na dobroczynnego po tym, jak w zeszłym sezonie sprowadził Dillinghama z ławki rezerwowych w Kentucky. Chris Finch ani razu nie zadzwonił na jego numer i to samo dotyczy innego wybranego przez zespół Terrence’a Shannona Jr.
Tanktastic Wizards to najodważniejsza drużyna w kategorii nowicjuszy. Trener Brian Keefe zapoczątkował dwa zapowiadane przez drużynę losowania na loterii, Sarra i Buba Carringtona, w pierwszym meczu przeciwko Bostonowi. Ale nawet Keefe nie mógł długo znieść tej sytuacji. Po dwóch porażkach w pierwszym składzie Jonas Valančiūnas zastąpił Carringtona w wyjściowym składzie, dając Sarrowi trochę mięśni w ataku. Po trzech meczach Carrington zdobył trzy, 10 i 13 punktów.
A oto szalona rzecz: Carrington jest Twoim początkującym liderem punktacji! Produkt z Pittsburgha notował w tym sezonie średnio 8,7 punktów na mecz, co czyni go najlepszym strzelcem w klasie debiutantów. Tak, pojedyncze cyfry. Aby odpowiedzieć na pytanie zadane przez głos bogów NBA z moich badań wynika, że nigdy nie było klasy nowicjuszy bez przynajmniej jednego gracza, który osiągał dwucyfrowe wyniki.
Tu nie chodzi tylko o punkty na mecz. Sarr i Carrington zajmują pierwsze i drugie miejsce pod względem największej liczby minut na mecz wśród debiutantów, a w tym sezonie nie rozegrali nawet 30 minut w meczu. Gdybyście się zastanawiali, w tej kategorii znajduje się również pseudorekord NBA. Według śledzenia Stathead.com, w pierwszych trzech meczach drużyny nie widzieliśmy sezonu, w którym debiutant nie zaliczyłby ponad 30 minut w co najmniej jednym meczu. Dla porównania, jeszcze w latach 2021–2022 było 19 takich przypadków – klasa Cade Cunningham.
We wtorkowy wieczór debiutant Utah Cody Williams zanotował 29 minut i 58 sekund w czwartym meczu drużyny, co czyni go pierwszą wieżą, która osiągnęła 30-minutowy plateau. Chociaż kilka drużyn nie rozegrało jeszcze czwartego meczu, pojedynczy, 30-minutowy występ klasy debiutantów w tym momencie również byłby bezprecedensowy. Według Stathead.com od lat 1964–65 nie mieliśmy mniej niż pięć takich gier w klasie nowicjuszy.
Co zatem napędza wielką recesję debiutantów w 2024 r.? Wielu draftników NBA nalegało na cierpliwość w stosunku do tej grupy draftowej, w której brakowało takich talentów jak Wemby, Zion czy LeBron. Oni też są młodzi. W loterii wzięło udział więcej 18-latków (trzej – Salaun, Carrington i Nikola Topić) niż tych, którzy mogli legalnie kupić Bud Light w Stanach Zjednoczonych (dwóch – Zach Edey i Devin Carter).
Skoro mowa o Carterze i Topiciu, z pewnością nie pomaga fakt, że tych dwóch losowanych zawodników zostało odsuniętych na bok z powodu kontuzji. Trzech innych zawodników pierwszej rundy, Ja’Kobe Walter z Toronto (nr 19), DaRon Holmes z Denver (nr 22) i Isaiah Collier z Utah (nr 29) również wracają do zdrowia po dolegliwościach cielesnych. Jednak kontuzje zdarzają się co sezon, a klasy debiutantów nie są odporne na takie niepowodzenia.
Najbardziej oczywistym wyjaśnieniem jest to, że ta grupa po prostu nie jest aż tak dobra. To się zdarza. Być może najbliższym rywalem będzie sezon 2000/2001, po tym jak Kenyon Martin został wybrany na pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej New Jersey Nets. Fenomen z Cincinnati był liderem w swojej klasie debiutantów, zdobywając marne 12,0 punktów na mecz, ale można to częściowo wytłumaczyć tym, że wracał do zdrowia po złamanej nodze, której doznał w ostatnim sezonie jako Bearcat. (Marc Jackson – a nie Mark – tak naprawdę osiągnął średnią punktacji 13,2 w 48 meczach dla Golden State Warriors, jeśli chcesz to policzyć, ale jego status debiutanta wiąże się z ważnym zastrzeżeniem: miał 26 lat.)
Sugeruje to moje zagłębienie się w dane dotyczące historii wersji roboczych plasuje się jako jedna z najgorszych klas draftu w historii NBA, licząc tylko trzech ewentualnych All-Stars w grupie i żadna nie wystąpiła więcej niż raz w All-Star. Pod koniec dekady z ligi wypadło pięciu z siedmiu najlepszych typów. W tej klasie również starty były powolne i okazało się, że było to coś więcej niż tylko aberracja.
Jest promyk nadziei dla załogi na rok 2024. Pamiętacie Elfrida Paytona i klasę debiutantów z sezonu 2014–2015, która przedarła się przez bramkę? Nie wiedzieliśmy wtedy, że dwóch drafterów z 2014 roku nie zagrało w całości sezon — zapomnij o kilku pierwszych meczach — później zostałeś MVP. Ci gracze? Joel Embiid i Nikola Jokić. Embiid przez dwa sezony zmagał się z kontuzjami, a Jokić przez jeden sezon przebywał za granicą, zanim Denver wybrany w drugiej rundzie draftu zadebiutował w Stanach w październiku 2015 roku. Jeśli o to chodzi, do tej grupy gwiazd w czerwonych koszulkach z Liverpoolu zalicza się Juliusa Randle’a. Klasa 2014. Siódmy wybrany w klasyfikacji generalnej doznał złamania nogi w swoim pierwszym meczu w NBA, co przedwcześnie zakończyło jego debiutancki sezon i, jak wiemy teraz, później wyrył swoje imię na trzech zespołach All-Star.
Być może klasa 2024 będzie taka jak ta z 2014 roku. Patrząc głębiej na dane, pierwszy tydzień produkcji nowicjusza ma niewielki lub żaden związek z wynikami w karierze. Czasem zwiastuje nieudolność, czasem nie. Przecież 18-letni Giannis Antetokounmpo również otrzymał kilka płyt DNP-CD na początku swojej kariery w Hall of Fame. Nastolatkowie prawie nigdy nie wychodzą z gry jako dobrzy gracze NBA, co stanowi tonik dla niektórych przyprawiających o mdłości momentów z udziałem Risachera i Sarra, którzy obaj ukończą 20 lat dopiero w kwietniu.
Być może Risacher, Sarr, Sheppard i reszta klasy nowicjuszy wkrótce to zrobią, a ten wyboisty początek będzie tylko odległym wspomnieniem. Aby jednak uzyskać dwucyfrową średnią punktacji, trenerzy muszą przynajmniej pozwolić dzieciom jeść. Póki co nie dzieje się to zbyt często. Miejmy przynajmniej nadzieję, że debiutant będzie ucztował w nadchodzących dniach i wystawi dla nas wszystkich Freshman 15. Może Risacher i Sarr zrobią to w środę.
