Brighton jest często reklamowane jako nowoczesna brytyjska historia sukcesu, szczycąca się zróżnicowaną, tolerancyjną populacją i odnoszącą sukcesy zakupy ulice pełne niezależnych firm.
Co roku napływa gwarantowany sezonowy napływ gotówki turyścia coraz więcej osób zdecydowało się nazwać miasto i okolice swoimi stały domzastępując zanieczyszczenia w wielkim dymie Londynu morską bryzą.
Ale jak każdy miastoma swoje obszary problemowe.
Życie na St James’s Street, niedaleko morza, porównuje się do powieści Charlesa Dickensa, ponieważ według osób tam pracujących okolica ta jest nękana przez bezczelnych złodziei w sklepach i handlarzy narkotyków, złodziei atakujących turystów, krzyki, przemoc i ludzkie odchody.
Po przybyciu Ekspres widział dwóch funkcjonariuszy policji zajmujących się pomocą społeczną poza lokalem klatka oddziału rozmawia z pracownikiem, po czym przechodzi przez ulicę i wpada do kwiaciarni Hunter.
Wracając na ulicę, jeden z funkcjonariuszy powiedział, że okolica jest „gorącym miejscem” złego zachowania w Brighton i Sussex, dlatego też utrzymuje „obecność dobrze widoczną”.
Nie interesowałoby ich to, z jakim rodzajem incydentów mają do czynienia.
Duet właśnie rozmawiał z Neilem i Frankiem Stribbling-Rushtonem, 56 i 66 lat. Neil jest właścicielem sklepu od dziesięciu lat, po przeprowadzce z południowo-wschodniego Londynu.
CZYTAJ WIĘCEJ: Były szpieg CIA ostrzega, że europejskie miasto może stanąć w obliczu przerażającego ataku nuklearnego
CZYTAJ WIĘCEJ: Niesamowity plan o wartości 74 milionów funtów, który przekształci „kultową posiadłość” w głównym mieście Wielkiej Brytanii

Neil i Frank opisali naturę przestępczości ulicznej (Zdjęcie: Adam Gerrard / Daily Express)
Stwierdził, że zachowania antyspołeczne stały się normą.
„Dochodzi do wielu rodzajów przemocy fizycznej, zwłaszcza podczas kradzieży w sklepach w spółdzielni” – powiedział Neil.
„Widzimy to, a czasami między sobą na ulicy; mogą dojść do prawdziwej bijatyki, która wylewa się na drogę, i czasami wydaje się, że oglądasz film, i wydaje się, że nie, właściwie to po prostu codzienne życie na tej ulicy”.
„Biedna spółdzielnia naprzeciwko nas jest codziennie atakowana i czasami to, co widzisz, i rodzaj przemocy, jaka się tam dzieje, jest naprawdę przerażające” – dodał właściciel firmy.
Miejscowi wciąż pamiętają „otwartą bójkę” z 2024 roku.
Frank powiedział: „To było sobotnie popołudnie w Brighton, ludzie jedli na świeżym powietrzu, a to działo się na ich oczach.
„To było coś na kształt gladiatora”.
Jak dodał, do kwiaciarni wbiegł mężczyzna i zapytał, czy mogą wezwać karetkę.

Ekspres odwiedził St James Street w Brighton (Zdjęcie: Adam Gerrard / Daily Express)

St James’s Street to problematyczny obszar w Brighton (Zdjęcie: Adam Gerrard / Daily Express)
Wydaje się, że ludzie kradną w sklepach nie dlatego, że mają dzieci, które potrzebują jedzenia, myśli Neil, ale „tylko po to, żeby się nakarmić, bo nie chce im się zawracać głowy robieniem zakupów” lub odsprzedawać droższe produkty, takie jak mięso, aby „zdobyć kolejną porcję”.
Para twierdzi, że „stada” osób z problemami uzależnień trzymają się w pobliskich hostelach i pensjonatach, gromadzą się na ulicach i „podpalają się nawzajem”.
Frank powiedział: „Z jakiegoś powodu wydaje się, że władze lokalne umieściły ich w jednym miejscu, co po prostu nie ma sensu i jest okropne dla lokalnych przedsiębiorstw i mieszkańców, którzy oczywiście chcą pomóc tym ludziom, ale to po prostu niszczy codzienne życie, prawda?”
Wyraził frustrację, że lokalny komisariat policji znajduje się zaledwie kilka ulic dalej, ale zachowanie, które para widzi na co dzień, może nadal mieć miejsce.
Frank dodał: „To tak, jakby społeczeństwo obywatelskie właśnie się rozpadło, bo nie ma prawa i porządku”.
„Więcej policji na ulicach byłoby niesamowite, ponieważ sam ten widok odstrasza, a także pomaga innym ludziom czuć się bezpiecznie” – powiedział mąż Neil.
„Cóż, nawet obecność policji pomaga, ale samochody po prostu jadą ulicą z szybkością 20 mil na godzinę i nie zatrzymują się na niczym”.
Dodał: „Zazwyczaj słychać odgłosy mew, ale obecnie przez większość czasu są one zagłuszane przez krzyczące na siebie nawzajem.
„To jak pobyt w ośrodku psychiatrycznym.
„Sikają i wypróżniają się przy tym koszu na oczach dzieci”.
I rzeczywiście, naprzeciwko kwiaciarni wisiał kosz, a obok niego depozyt czegoś, co wówczas wydawało się zdecydowanie ludzkim odchodem. Oczywiście bez testu DNA nie można stwierdzić jednoznacznie.
Sam Morgan (35 l.) przejął w marcu pub The Oak. Powiedział: „Widziałem ludzi otwarcie palących crack w biały dzień.
„Nie próbują tego ukrywać”.
Powiedział także The Express, że przed drzwiami mieszkania, które dzieli ze swoją dziewczyną, znajdowało się „wyraźnie ludzkie gówno”.

St James Street znajduje się tuż obok wybrzeża w Brighton (Zdjęcie: Adam Gerrard / Daily Express)
„Mam dwa psy, więc wiem” – dodał Morgan. „Jest całkiem źle.”
Właściciel czasami musi kazać problematycznym osobom opuścić pub.
„Jestem dość liberalny. Jestem dość wyrozumiały” – powiedział. „Ale jestem też właścicielem firmy”.
Następnie Brightonian przypomniał sobie incydent, w którym mężczyzna oddawał mocz na zewnątrz, wyraźnie widoczny przez okna pubu.
Członek personelu wykrzyknął: „O mój Boże, ten facet ma fiuta”.
Sklepikarz Karpesh Patel, lat 60, powiedział: „To ulica nasycona alkoholem.
„Wiedzą, że policja nic z tym nie zrobi”.
Dodał: „To normalność wokół niej, musisz być przy piłce.
„Każdy będzie próbował cię skrzywdzić – nie możesz już nikogo lekceważyć”.
Patel powiedział, że bójki są na porządku dziennym, szczególnie w nocy.
Dodał: „Czulibyśmy się bezpiecznie, gdyby na ulicach była policja, ale nigdy jej nie ma.
„Musimy po prostu żyć takim, jakie jest.
„Nie ma tu żadnej pomocy dla małych sklepów, niezależnych.
„To zawsze była zła ulica ciesząca się dobrą reputacją, ale teraz jest coraz gorzej”.

Na ulicy wyraźnie było widać coś, co wyglądało na ludzkie odchody (Zdjęcie: Adam Gerrard / Daily Express)
Nickie Waters (64 l.) pochodzi z Londynu, ale od 40 lat mieszka w Brighton i pracuje w sklepie Neila od trzech lat.
Powiedziała: „Brighton się zmieniło. Z pewnością znacznie różni się od tego, jakie było 30 lat temu. Nie jest bezpiecznie spacerować tą główną ulicą.
„To trudne dla gości – problemy się unormowały i stajesz się na nie nieco uodporniony. To straszna rzecz. „
Właściciel sklepu Gary (64 lata) powiedział: „W dużej mierze to sprawa bardziej społeczna. To ludzie, którzy po prostu potrzebują cholernej pomocy, a ona już im nie jest zapewniana.
„Ale wydaje mi się, że wielu z nich po prostu zmyśla. Widzi się ich krzyczących na środku ulicy i prawdopodobnie zwraca to na nich uwagę, której normalnie by nie otrzymali.
„Na ulicy jest wielu dobrych ludzi, którzy po prostu chcą sobie radzić, a niewielka mniejszość psuje to innym ludziom”.
Inny właściciel sklepu powiedział, że przestał wystawiać tak wiele przedmiotów na zewnątrz, aby nie zostały skradzione.
Pokazał telewizji CCTV kilku złodziei sklepowych, ale nie przekazał materiału filmowego, chcąc zachować anonimowość.
Pracownik spółdzielni stwierdził, że kradzieże w sklepach „nie są już takie złe”, a tajna ochrona odstrasza potencjalnych złodziei.
Jemu i innym pracownikom zaleca się, aby „trzymali się z daleka” i nie ścigali kradnących.
Czasami niektórzy wpadają w wielką złość, a po złapaniu sytuacja zmienia się z „0 do 10”.
Mężczyzna dodał, że gdy wiedzą, że ktoś zabiera przedmioty o dużej wartości, pracownicy ustawiają się wokół sklepu jak w „operacji policyjnej”, a „ostatnim punktem” jest kierownik przy wejściu.
James, lat 55, inny właściciel firmy, powiedział: „Jedno jest prawdą – jest to spójne. Jestem tu od 20 lat i zawsze jest tak samo”.
Dodał, że to po prostu część charakteru tego terenu.
„To przypływy i odpływy… wydaje się, że zależy to od tego, czy kręci się tu typ Przywódcy Pierścienia” – powiedział James. „To coś, bez czego mógłbym się obejść”.
„Musi być lepszy sposób na zarabianie na życie” – powiedział Neil. „Prawdopodobnie łatwiej byłoby być handlarzem narkotyków”.

Policja twierdzi, że jest więcej patroli (Zdjęcie: Adam Gerrard / Daily Express)
Rzecznik policji Sussex powiedział: „St James’s Street pozostaje priorytetem dla sąsiedzkiego zespołu policyjnego w Brighton. W dalszym ciągu staramy się czynić miasto bezpieczniejszym dla mieszkańców, firm i gości. Współpracując z agencjami partnerskimi i lokalną społecznością, będziemy w dalszym ciągu ograniczać szkody i wprowadzać znaczące zmiany w całym obszarze. Ponieważ St James’s Street zostanie zidentyfikowana jako lokalizacja hotspot, wdrożone zostaną wzmożone działania policji.
„Obejmuje to zwiększoną widoczność policji dzięki regularnym patrolom, a także działaniom kierowanym przez wywiad, których celem jest zapobieganie przestępczości, zwalczanie zachowań antyspołecznych i przemocy, a także ochrona i uspokajanie społeczeństwa. Najnowsze wyniki w tym obszarze obejmują zbliżający się wyrok skazujący 30-letniego Aji Sinery, który ma nastąpić 13 lutego. Nastąpiło to po napadzie na bezbronnego mężczyznę przy St James’s Street w październiku 2025 r. Sinera przebywa obecnie w areszcie przed jej skazanie.
„Ważne jest, aby nie lekceważyć istotnej roli, jaką odgrywają obywatele w pomaganiu nam w zapewnieniu bezpieczeństwa na tym obszarze. Zgłoszenia przestępstw, podejrzanych zachowań i ciągłych problemów umożliwiają funkcjonariuszom na miejscu skuteczną reakcję i podjęcie pozytywnych działań. Zachęcamy wszystkich, którzy mają wątpliwości, do zgłaszania ich online lub dzwoniąc pod numer 101. W nagłych przypadkach zawsze dzwoń pod numer 999”.
Rada miasta Brighton i Hove odmówiła komentarza w tej sprawie.


















