
Nick Ferrari mówi, że Starmer równie dobrze może odkurzyć białą flagę (Zdjęcie: Shutterstock/Getty)
Jeśli ktoś z Was w ciągu najbliższych kilku dni będzie w pobliżu Downing Street, być może byłby tak miły i rzucił okiem na dach. Ponieważ z pewnością po haniebnych decyzjach, które znalazły się w centrum uwagi w zeszłym tygodniu, biała flaga kapitulacji musi powiewać na wietrze z Westminsteru. Aby omówić wyprzedaże chronologicznie: zacznijmy od niezgłębionego szaleństwa dotyczącego oddania wysp Chagos Mauritiusowi.
Chociaż przyjęcie ustawy może zostać opóźnione ze względu na interwencję prezydenta Trumpa w odpowiednim czasie, pierwotna decyzja premiera nadal wpisuje się w schemat kapitulacji. Mętne myślenie stojące za tym aktem niemal zdrady zdawało się opierać na radach prawników rządowych, że zaniechanie dalszych działań zdenerwowałoby Organizację Narodów Zjednoczonych i groziłoby naruszeniem traktatów międzynarodowych, pod którymi nie jesteśmy podpisani.
Przeczytaj więcej: Gang przemytników Starmera rozpada się w strzępy, podczas gdy w Wielkiej Brytanii „rozkwit biznesowy” dotyczy przeprowadzek ludzi
Przeczytaj więcej: Keir Starmer ostrzegł, że „zapachnie zdradą”, jeśli spróbuje cofnąć brexit
Istnieje pewne pobożne życzenie, że akceptując wyroki sądów, które wydają się obciążać nas i których nie musimy słuchać, będziemy postrzegani jako świecąca latarnia fair play na „Globalnym Południu”.
Ten sam region, który jest domem między innymi tyranów i dyktatorów, takich jak prezydent Chin Xi, Kim Dzong Un z Korei Północnej, morderczy ajatollah Iranu – i który jest zachłannie postrzegany przez Władimir Putin.
Dlatego w zeszłym tygodniu prezydent Trump przynajmniej raz miał rację, stwierdzając w mediach społecznościowych, że jest to „akt WIELKIEJ GŁUPOTY”.
Aż do ostatniego obrotu spraw nasz prawniczy premier – który irracjonalnie wydaje się sądzić, że świat można kontrolować za pomocą sądów i należytego procesu prawnego – wydawał się gotowy zobowiązać się do płacenia 101 milionów funtów rocznie przez 99 lat za
przywilej oddania terytorium kluczowego pod względem militarnym!
Czy ma ktoś pomost, który mógłbym sprzedać Premierowi i jego drużynie półgłówków, na czele której stoi prokurator generalny Lord Hermer i inni wątpliwi bywalcy? Tymczasem z radością przygląda się Pekin, rozkoszując się wiadomością, że ich „super ambasada” w Londynie dostała zgodę.
Parodia tej żałosnej sagi tak naprawdę sięga czasów administracji konserwatywnej i otępiającego szaleństwa ówczesnego ministra spraw zagranicznych Borisa Johnsonaktóry pozwolił Chinom kupić teren Mennicy Królewskiej, położonej blisko bijącego serca Londynu.
To powiedziawszy, nawet czasami wyjątkowo niekompetentni Torysi wiedział, że nie należy pozwalać Chinom na budowę ambasady na obecnie proponowaną skalę.
Podobnie jak odpowiednie władze lokalne, Tower Hamlets. Ale ta grupa ugłaskania Chin, która obecnie jest u władzy, po prostu się przewróciła.
Byli szefowie szpiegów byli otwarcie krytyczni i choć nie sprzeciwiali się bezpośrednio tym planom, obecny dyrektor generalny MI5, Sir Ken McCallum i dyrektor GCHQ Anne Keast-Butler, ostrzegali: „Nierealistyczne jest oczekiwanie, że będziemy w stanie całkowicie wyeliminować każde potencjalne ryzyko”.
W przyszłym tygodniu, proszę pana Keira Starmera ma udać się do Chin i prawdopodobnie podpisać lukratywne umowy handlowe.
Będzie się przechwalał napływającą gotówką, tworzeniem miejsc pracy i bezpieczeństwem miejsc pracy.
Ale oto kryzys w Chinach, który stara się ignorować: czy naprawdę warto płacić cenę za zagrożenie bezpieczeństwa narodowego?


















