Minął prawie rok od przełomowego orzeczenia Sądu Najwyższego z kwietnia ubiegłego roku, potwierdzającego to, co większość zwyczajnych, normalnych Brytyjczyków już wie: że „mężczyzna” i „kobieta” oznaczają płeć biologiczną.
Jednak nowy Kodeks Komisji ds. Równości i Praw Człowieka (EHRC), który cementuje płeć biologiczną w prawie i chroni przestrzenie dla osób tej samej płci, takie jak toalety, przebieralnie i schroniska, od września leży na biurku Bridget Phillipson i zbiera kurz.
Nawet EHRC zaczyna się niecierpliwić, ostrzegając w październiku, że dalsze opóźnienia po prostu przedłużają obecną niedopuszczalną sytuację, w której przestrzeń i bezpieczeństwo kobiet są naruszane na rzecz toksycznej, przebudzonej ideologii.
Mimo że z zadowoleniem przyjęła pierwotne orzeczenie, nadal się ociąga. Dlaczego? Albo boi się własnych wściekłych backbencherów, albo jest tak samo oddana ideologii trans.
Nie zapominajmy, że zaplecze Partii Pracy jest pełne transzelotów, a niektórzy z nich są niczym więcej niż użytecznymi marionetkami trujących organizacji, takich jak Stonewall, które skrytykowały decyzję Sądu Najwyższego. Nie chcą, aby ich program trans został wykolejony przez coś tak głupiego, jak fakt biologiczny lub orzeczenie najwyższego sądu w kraju.
Rzeczywiście, sam premier papugował, że „kobiety transpłciowe to kobiety”, podczas gdy Rosie Duffield została wyrzucona z Partii Pracy za odwagę wyrażania przed Sądem Najwyższym niemal identycznych poglądów. Jasne jest, że Partia Pracy nie jest przyjacielem kobiet.
Co gorsza, służba cywilna wpycha program transpłciowy w „klimat strachu”. Związek Służby Cywilnej bezczelnie sprzeciwił się wyrokowi Sądu Najwyższego, a niektórzy jego członkowie grozili nawet strajkiem w sprawie Kodeksu.
Jeśli ci sami ludzie, którzy rzekomo rządzą tym krajem, nie potrafią zrozumieć podstaw biologii, to nic dziwnego, że w kraju panuje taki bałagan.
Ta farsa obnaża głębszą zgniliznę: jeśli rząd nie jest w stanie zdefiniować „mężczyzny” lub „kobiety”, język traci wszelkie znaczenie, a społeczeństwo się rozpada. Partia Pracy chętnie poświęca ciężko wywalczoną ochronę kobiet, aby uspokoić niewielką, głośną mniejszość. Ale nie tylko to, pozostawiają osoby transpłciowe na niesprawiedliwej ziemi niczyjej.
The Torysi miał 14 lat, żeby naprawić ten bałagan i nic nie zrobił. Każda inna partia establishmentu wydaje się bardziej niż zadowolona z utrzymania cytatu o statusie. Wygląda na to, że jedyną partią w brytyjskiej polityce, która może śmiało zdefiniować kobietę, jest Reform UK.
Sarah Pochin jest posłanką Reform UK z okręgu Runcorn i Helsby.