Zapomnij o bzdurach o globalnym ociepleniu i nieubłaganym pojawieniu się bardziej ekologicznej i czystszej energii.
Olej jest królem. Gaz jest królem. A Ameryka będzie królem obu przez nadchodzące dziesięciolecia.
Takie założenia przyświecają szeregowi posunięć politycznych prezydenta USA Donalda Trumpa od powrotu na urząd rok temu – a zwłaszcza w ciągu ostatnich kilku tygodni.
Dlaczego to napisaliśmy
Donald Trump likwiduje regulacje dotyczące ochrony środowiska w kraju i odrzuca działania proekologiczne za granicą. Ale czy jego wizja oddaje przyszłość produkcji energii Chinom?
Są to także założenia o dużej stawce, nie tylko ze względu na potencjalne implikacje gospodarcze lub ekologiczne w kraju.
W zeszłym tygodniu w wydawcy czterolecia Strategia Obrony Narodowejadministracja Trumpa nie przebierała w słowach, opisując Chiny prezydenta Xi Jinpinga: „drugi najpotężniejszy kraj na świecie” i „najpotężniejsze państwo w stosunku do nas od XIX wieku”.
Chiny przyjmują zupełnie odmienne założenia dotyczące przyszłości energetycznej świata.
Pekin obstawia, że będzie kształtowany przez zieloną energię elektryczną. Energia słoneczna, energia wiatrowa, nowa technologia akumulatorów – to obszary, w których Pekin osiągnął status niemal monopolisty na arenie międzynarodowej. Również pojazdami elektrycznymi, gdzie chińscy producenci samochodów wyprzedzili Teslę na pozycji liderów rynku.
Jeśli cokolwiek z tego nie daje spokoju Trumpowi, nie daje po sobie tego po sobie poznać.
Na początku swojej drugiej kadencji wycofał Stany Zjednoczone z porozumienia paryskiego z 2015 r. w sprawie zmian klimatycznych. Rozwija program byłego prezydenta Joe Bidena mający na celu promowanie rozwoju, wdrażania i innowacji w zakresie zielonej energii w USA. Zamierza także otworzyć nowe obszary dla rozwoju ropy i gazu.
Od nowego roku wzmacnia to przesłanie energetyczne.
Dał jasno do zrozumienia, że ropa była główną przyczyną zajęcia prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro 3 stycznia.
Stany Zjednoczone mają obecnie de facto partnerstwo z byłą osobą nr 2 Maduro, Delcy Rodríguezem, w ramach którego będą sprzedawać wenezuelską ropę naftową na arenie międzynarodowej. Trump wzywa także największe amerykańskie firmy do odbudowy zrujnowanego przemysłu naftowego Wenezueli.
Podczas zeszłotygodniowego corocznego spotkania przywódców politycznych i gospodarczych w Davos w Szwajcarii uwagi Trumpa na temat Grenlandii trafiły na pierwsze strony gazet.
Ale zaatakował także zieloną energię.
Potępił wielomiliardową inicjatywę inwestycyjną składającą się z 27 państw Unii Europejskiej w czystą energię, znaną jako Zielony Nowy Ład. Nazwał to „nowym, zielonym oszustwem”.
Szczególną uwagę poświęcił wiatrakom, z których prawie wszystkie pochodzą z Chin. Nazwał je plagą krajobrazu, mającą niewielką wartość energetyczną. Dowodem pozytywnym, stwierdził, było to, że chociaż Pekin zarobił ogromne sumy na ich eksporcie, tak naprawdę z nich nie korzystał – chociaż w rzeczywistości Chiny zainstalowały więcej mocy w zakresie energii wiatrowej niż jakikolwiek inny kraj na świecie.
Przynajmniej w krótkiej perspektywie atrakcyjność, jaką Trump widzi w ropie i gazie, jest jasna.
Jednym z nich jest bezpieczeństwo narodowe. Zapewniając samowystarczalność – Stany Zjednoczone stały się eksporterem netto ropy i gazu, w dużej mierze dzięki wydobyciu złóż łupkowych – zamierza uniknąć powrotu Ameryki do dawnej zależności od bliskowschodniej ropy.
Istnieją także krajowe atrakcje polityczne. Broadsides na temat zielonej energii wpisują się w „antyprzebudzeniowe” poglądy jego zwolenników. A ponieważ przystępność cenowa będzie kluczową kwestią przed tegorocznymi wyborami śródokresowymi, każda dodatkowa baryłka na i tak już słabym międzynarodowym rynku ropy może ułatwić dotrzymanie obietnic niższych cen na stacjach benzynowych.
Jednak na całym świecie następuje już zwrot w kierunku ekologicznych źródeł energii.
W ubiegłym roku po raz pierwszy fotowoltaika i wiatr wygenerowały na świecie więcej energii elektrycznej niż węgiel. Sprzedaż elektrycznych pojazdów osobowych również wzrosła o około 20%, choć nadal pozostawała daleko w tyle za samochodami napędzanymi gazem.
Ropa i gaz nadal mają znaczenie.
Wydaje się, że niektóre gałęzie przemysłu, takie jak petrochemia, będą na nich polegać przez wiele dziesięcioleci. Sama UE nadal potrzebuje gazu. Choć od czasu inwazji Moskwy na Ukrainę na pełną skalę w 2022 r. stopniowo uniezależniła się od rosyjskiego gazu, opiera się na znaczącym imporcie skroplonego gazu ziemnego z USA
W najnowszej projekcji przyszłej energii Międzynarodowej Agencji Energetycznej nakreślono dwa możliwe scenariusze, kiedy światowy wzrost popytu na ropę naftową osiągnie szczyt, a następnie zacznie spadać.
Ta wolniejsza przewiduje szczyt około 2050 r. Dzieje się tak, jeśli rządy nie podejmą nowych inicjatyw politycznych zachęcających do przejścia na bardziej ekologiczną energię. Jeśli jednak wszystkie obecnie ogłoszone polityki klimatyczne zostaną wdrożone, popyt może zacząć spadać już za pięć lat.
Chiny mogą mieć ogromną rolę do odegrania w przyszłości ropy.
Jej odejście od węgla i przejście na odnawialne źródła energii w krajowej produkcji energii elektrycznej wynika częściowo z twardej logiki bezpieczeństwa narodowego.
Chiny są największym na świecie importerem ropy i gazu ziemnego, a znaczna jej część przepływa drogą wodną, która w czasie kryzysu może zostać zablokowana przez potęgę morską Stanów Zjednoczonych. Pekin jest zdeterminowany zmniejszyć tę podatność poprzez ograniczenie zakupów ropy.
Chiny mają także impuls gospodarczy: chęć zrównoważenia znaczenia handlu z USA w czasach niepewności taryfowej poprzez sprzedaż wiatraków, paneli słonecznych i samochodów elektrycznych innym krajom.
Ostatecznie ma nadzieję wyprzeć Amerykę ze stanowiska gospodarczego króla w tym, co wyraźnie postrzega jako nieodwracalnie zmieniającą się światową gospodarkę energetyczną.
Dwie dekady temu 5% patentów na „nową energię” zarejestrowanych na całym świecie pochodziło z Chin.
W ubiegłym roku odsetek ten wynosił 75%.


















