Grupa kobiet-wędrowców ślubowała, że ​​nigdy nie wróci do Północnej Walii, powołując się na „antyangielskie” nastroje, których doświadczyły w popularnym miejscu turystycznym. Pomimo reputacji Walii jako miejsca serdecznej gościnności, która często sprawia, że ​​turyści wybierają ją zamiast innych miejsc docelowych, Amy Hurst, 56 lat, z Clitheroe, Lancashire, twierdzi, że jej doświadczenie było dalekie od powitania podczas wakacji pieszych w Llanberis, Eryri, z siedmioma kobietami w wieku od 55 do 70 lat.

Mimo że Llanberis jest ulubionym miejscem turystów na całym świecie, grupa twierdzi, że podczas czterodniowej wycieczki spotkała się z „oszałamiającą nienawiścią do Anglików”. Kobiety są członkiniami „Women that Walk”, lokalnej inicjatywy zachęcającej kobiety do korzystania z natury.

Florystka i matka jednego dziecka, Amy, wyraziła się następująco: „Nienawiść do Anglików w Północnej Walii jest zdumiewająca, nie wrócimy”.

Turyści są pod lupą w całej Europie z powodu obaw o nadmierną turystykę, co prowadzi do protestów i graffiti antyturystycznych. Podczas gdy w Walii dochodziło do protestów w sprawie drugich domów, rzadko zdarza się, aby turyści byli celem ataków.

Llanberis, położone u podnóża Yr Wyddfa (Snowdon), co tydzień przyjmuje tysiące turystów z Anglii, donosi Północna Walia na żywo.

Jim Jones, dyrektor naczelny North Wales Tourism, utrzymuje, że region ten słynie z „przyjazności i gościnności”.

Amy, właścicielka firmy zajmującej się kwiatami, podzieliła się niepokojącym doświadczeniem, jakiego jej grupa doświadczyła od momentu przybycia do swojego Airbnb w Walii w piątek 30 sierpnia. Opowiedziała: „Kiedy tam po raz pierwszy przyjechaliśmy, szliśmy ulicą, gdy ktoś z nas zauważył, że jest tam zakład pogrzebowy. Jakiś facet, który przechodził obok, usłyszał nas i powiedział: „to za darmo dla Anglików!”. To było trochę dziwne!

Niepokój jej grupy nasilił się następnego wieczoru w lokalnym pubie, gdy jeden z nich zauważył: „Nie zawracajmy sobie nimi głowy, to cholerni Anglicy”.

Czując się zagrożona wrogością, Amy powiedziała: „Musieliśmy im powiedzieć, żeby zostawili nas w spokoju. Skończyło się tak, że wyszliśmy z pubu, a jeden z naszej grupy rzucił wyzwanie mężczyźnie i zapytał go, dlaczego czuje się tak, jak się czuje – zamienił się w tchórzliwego małego chłopca! Poczuliśmy się trochę przestraszeni, po prostu czuliśmy się bardzo groźnie”.

Jakby tego było mało, Amy opowiedziała, że ​​w restauracji, w której później zjedli kolację, obsłużono wszystkich oprócz nich, choć przyznała, że ​​mógł to być raczej pech, a nie antyangielskie nastawienie.

Rozmyślając o całym nieprzyjemnym doświadczeniu, Amy wyraziła swój szok: „Wszędzie atmosfera była okropna, wszyscy byliśmy zszokowani, jak źle było. Byłam w Walii kilka razy, ale to było naprawdę antyangielskie i prawdopodobnie antykobiece – nie wrócę tam”.

Zakończyła mocnym stwierdzeniem przeciwko rekomendowaniu Walii jako celu podróży: „To nie jest Barcelona, ​​gdzie chcą, żeby turyści wyjechali, bo jest ich zbyt wielu” – powiedziała. „Nie polecałabym nikomu tam jechać”.

Doświadczenie grupy zostało naznaczone wrogością ze strony miejscowych, a Amy twierdziła, że ​​byli poddawani przemocy słownej. Ostatnia kropla nadeszła ostatniego dnia, gdy pub, który odwiedzali, wyłączył światła, aby zmusić ich do wyjścia po tym, jak złożono ostatnie zamówienia.

„Oni wyraźnie chcieli, żebyśmy się stąd wynieśli. Nigdy wcześniej nie przeżyłam czegoś, co wywołałoby u mnie takie uczucia” – powiedziała.

Szef turystyki Jim Jones wyraził rozczarowanie, mówiąc: „Jestem zasmucony, słysząc, że ta grupa kobiet miała takie doświadczenie podczas wizyty w Llanberis. Pracujemy tak ciężko, aby promować Północną Walię, która ma reputację przyjaznego i gościnnego regionu”.

Source link