Reeves ustanowił wysoki poziom nieudolności. Siała spustoszenie poprzez złomowanie zimowa opłata za paliwo dla 10 milionów emerytów, „wkręcając” brytyjskich rolników w budżet i niszcząc przedsiębiorstwa i miejsca pracy w wyniku nalotu na ubezpieczenie społeczne swojego pracodawcy.

Ale to nic w porównaniu z tym, co knuje nowy sekretarz ds. energii Partii Pracy.

Jak już pisałem wcześniej, Red Ed to człowiek z misją. Nie byle jaka misja, ale „Misja supermocarstwa w dziedzinie czystej energii”, która ma uczynić Wielką Brytanię światowym liderem w transformacji ekologicznej.

Przechodząc z paliw kopalnych na odnawialne źródła energii w tempie, które można określić jedynie jako niezrównoważone, prawdopodobnie osiągnie odwrotny skutek niż ma nadzieję.

Zamiast inspirować świat do przejścia w kierunku czystszej i bardziej ekologicznej energii, jest bardziej prawdopodobne, że przerazi go, aby trzymał się ropy i gazu tak długo, jak to możliwe.

Miliband jest z natury podatny na wypadki. Widzieliśmy to w zeszłym tygodniu, kiedy ogłosił przedwczesny sukces swojego planu budowy brytyjskiego systemu elektroenergetycznego w oparciu o odnawialne źródła energii, energię jądrową i inne technologie czystej energii.

Twierdził, że nowy raport Krajowego Operatora Systemu Energetycznego (NESO) dowodzi, że czysta energia do 2030 r. jest możliwa do osiągnięcia, i przechwalał się, że jego krytycy „mylili się, my mieliśmy rację”.

Wydało mi się to bardzo dziwne, biorąc pod uwagę, że nie jest to rok 2030, ale 2024, a w tym momencie nic nie zostało udowodnione.

Warto zaznaczyć, że Neso nie jest organem niezależnym. Jest własnością rządu. W rzeczywistości Miliband zlecił sporządzenie raportu, a następnie wyciągnął z niego wnioski.

Z analizy sporządzonej przed wprowadzeniem Miliband Neso, opublikowanej w 2020 r., wynika, że ​​koszt przejścia na czystą energię wynosi prawie 3 biliony funtów. To więcej niż cały roczny wynik gospodarczy Wielkiej Brytanii. Skąd pochodzą pieniądze?

Reeves myli się, Miliband natomiast daje się zwieść.

Po raz pierwszy podejrzewałem, że stracił kontakt z rzeczywistością, kiedy zobaczyłem wideo, na którym macha na ukulele i śpiewa serenadę niewinnych turbin wiatrowych do klasyka Boba Dylana Powiewa na wietrze.

Kiedy zdałem sobie sprawę, że on sam zamieścił to wideo, byłem tego pewien.

Miliband ma rację w jednym. Wielka Brytania jest uzależniona od paliw kopalnych importowanych z krajów kontrolowanych przez dyktatorów takich jak Władimir Putin naraża to Wielką Brytanię na skoki cen energii.

Problem w tym, że w swoim szalonym pośpiechu, by rozwiązać tę sytuację, ignoruje pewne trudne realia, które mogą narazić nas nawet na gwałtownie rosnące ceny, a nawet przerwy w dostawie prądu.

Co najbardziej zdumiewające, podczas gdy Miliband zachwycał się sukcesami, których nawet nie zaczął odnosić, wydarzyła się zawstydzająca rzecz.

Wielką Brytanię ogarnął tzw. Dunkelflaute. Zjawisko, które można przetłumaczyć jako „ciemny zastój wiatru” i opisuje okresy, w których prędkość wiatru spada, co prowadzi do niewielkiej lub żadnej generacji energii z turbin.

Oznaczało to, że farmy wiatrowe były w stanie wyprodukować zaledwie 4% całkowitej energii elektrycznej w Wielkiej Brytanii w okresach szczytowych, a elektrownie gazowe pokrywały 60% zapotrzebowania.

Miliband stawia sobie za cel przejście w 100% ze źródeł odnawialnych w ciągu zaledwie sześciu lat!

Aby to osiągnąć, Miliband musi w tym czasie podwoić moc elektrowni wiatrowych na lądzie, trzykrotnie zwiększyć moc elektrowni wiatrowych na morzu i czterokrotnie zwiększyć moc energii słonecznej.

Musielibyśmy także zbudować ponad 600 mil nowych linii energetycznych w czasie, gdy Partia Pracy udaje, że może również zbudować 1,5 miliona domów.

Skąd pochodzą pracownicy?

Wytwarzanie stałych dostaw energii niskoemisyjnej przez cały czas, nawet gdy nie wieje wiatr i nie świeci słońce, jest poważnym wyzwaniem technicznym.

W swoim fanatycznym pragnieniu załatwienia spraw Miliband pomija wyzwania.

Jednocześnie robi coś, czego nie robi prawie żaden inny kraj na świecie. Odmawianie licencji na nowe złoża ropy i gazu.

To sprawi, że będziemy bardziej uzależnieni od importu energii z zagranicy, często z krajów produkujących bardziej zanieczyszczone paliwo o wyższej emisji dwutlenku węgla niż my.

Poza tym pozbawi skarb państwa wielomiliardowych wpływów podatkowych.

Marzenie Milibanda na rok 2030 jest skazane na porażkę. Pozostawi po sobie dziedzictwo zniszczonej wsi, zniszczonej przez słupy, turbiny i farmy słoneczne, rozrzucone na niegdyś produktywnych polach uprawnych.

Jeśli zgasną światła, wyborcy nigdy nie wybaczą Partii Pracy. Miliband może w pojedynkę przegrać następne wybory. Biorąc pod uwagę ogromną większość partii, tylko jeden człowiek może go powstrzymać. Miejmy nadzieję Keira Starmera ma zakręconą głowę.

Source link