Dołączam swój głos do kampanii Cancer Care prowadzonej przez Daily Express, ponieważ chociaż sama korzystałam ze wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego, moja rodzina znalazła to niezależnie, a nie za pośrednictwem mojego zespołu medycznego. Moje objawy zaczęły się dziewięć lat temu, od częstych chorób i utraty apetytu. Podczas wizyty u lekarza rodzinnego przepisano mi leki przeciwdepresyjne na stres, a także skierowano mnie do szpitala uniwersyteckiego Whipps Cross w Walthamstow na tomografię komputerową, ale nigdy nie umówiono się na wizytę.
Ponieważ mój stan się pogorszył, moja rodzina zwróciła się o drugą opinię do naszego lokalnego szpitala w Chelmsford. Na tym etapie ledwo mogłam chodzić, a moje zachowanie się zmieniło, co oznaczało, że miałam trudności z opiekowaniem się moją córką Rose, która miała wtedy trzy lata. Tomografia komputerowa w Chelmsford ujawniła guz w moim mózgu i karetką przewieziono mnie do Queen’s Hospital w Romford.
Miałem pilną operację usunięcia guza. Biopsja potwierdziła, jaki mam rodzaj guza mózgu i powiedziano mi, że będę potrzebować dalszej operacji – kraniotomii na jawie.
Kiedy zaczęły się moje objawy, myślałam, że to nic takiego. Zmieniałam pracę i przeprowadzałam się, więc logiczne wydawało się, że mogę być zestresowana lub przygnębiona.
Jednak z biegiem czasu stało się jasne, że coś jest nie tak. Tabletki nie działały, a ja chorowałam tak często, że nie mogłam się przekonać, żeby się już nie martwić. Ale ani razu nie pomyślałam, że to może być guz mózgu.
Do chwili wypisu nikt mi nie powiedział, jaki to rodzaj guza. Myślę, że było to bardzo rozsądne, ponieważ odkrycie, że to nowotwór, spowodowałoby upadek.
Tata powiedział, żebym się nie martwił i że dowiozą mnie na 40. urodziny. Ale oczywiście chciałam czegoś więcej – być przy mojej rodzinie przez wiele lat.
Po operacji chwilowo straciłem czucie w prawej stronie ciała, co wpłynęło na moją zdolność chodzenia. Był to problem dla mnie jako pianistki, nauczycielki i mamy.
Jestem bardzo niezależna i naprawdę miałam trudności z utrzymaniem się w bezruchu, kiedy byłam w szpitalu. Wstawałem i chodziłem, żeby odzyskać swobodę ruchu, ale kazano mi wracać do łóżka, ale nie mogłem się doczekać, aż się stamtąd wydostanę.
Nie mogłam opiekować się moją małą córeczką, więc przejął ją mój mąż Steve i moi rodzice. Mam szczęście, że otrzymałam ich pomoc i jestem za to wdzięczna, ale czułam, że ją tracę, bo opieka nad nią nie należała już do moich obowiązków.
Nie sądzę, żeby Rose tak naprawdę rozumiała, co się dzieje, co było dla nas wszystkich trudne.
Przeszedłem chemioterapię i radioterapię, a dzięki fizjoterapii i innym terapiom odzyskałem sprawność prawej strony ciała.
Otrzymałam poradę, wsparcie i poradę od lokalnego hospicjum.
W tym czasie moja rodzina skontaktowała się z organizacją Brain Tumor Charity w celu uzyskania informacji i wskazówek, szczególnie za pośrednictwem prywatnych grup tej organizacji na Facebooku, które umożliwiają nawiązanie kontaktu z innymi osobami dotkniętymi diagnozą guza mózgu.
Jesteśmy bliską rodziną, więc myślę, że moje rodzeństwo i rodzice naprawdę starali się zrozumieć, przez co przechodzę. Chcieli móc w jakiś sposób pomóc, jeśli mogli, rozważyć moje możliwości i myśleć o tym wszystkim bardziej pozytywnie.
Organizacja charytatywna Brain Tumor Charity naprawdę im w tym wszystkim pomogła.
Regularnie poddaję się rezonansowi magnetycznemu, aby monitorować oznaki odrostu, ale na szczęście mój stan jest obecnie stabilny. Przez lata, które upłynęły od mojej diagnozy, podjąłem się maratonu londyńskiego i podjąłem inne wyzwania, aby zebrać ponad 20 000 funtów na rzecz organizacji charytatywnej The Brain Tumor Charity, a także stałem się jednym z jej zwolenników, „mistrzem zaangażowania”.
Jeśli będę mógł coś zrobić, aby pomóc innym osobom dotkniętym diagnozą guza mózgu, zrobię to.
Jako matka i nauczycielka historie o dzieciach, u których zdiagnozowano guza mózgu, naprawdę mnie poruszają, dlatego chcę dołożyć wszelkich starań, aby w przyszłości pomóc innym, w każdym wieku.
Mózg odgrywa kluczową rolę w tym, kim jesteśmy, dlatego guzy mózgu to wyjątkowo okrutny rodzaj nowotworu, który może pozbawić człowieka tak wiele.
Guz nadal tam jest i będzie nadal, ale nie pozwolę, aby powstrzymało mnie to od założenia tenisówek i zrobienia czegoś wartościowego.
Częścią kampanii Daily Express jest wzywanie wszystkich pacjentów chorych na raka do przeprowadzenia całościowej oceny potrzeb, a ja jestem jednym z pacjentów, którzy ją przeprowadzili. Ale moja pamięć o tym jest trochę niejasna. Nie byłem w stanie zapisać swoich odpowiedzi, więc opierałem się na dyskusji.
Pamiętam, że mówiłem więcej o moich potrzebach fizycznych niż o czymkolwiek innym. Miałem też dwie pielęgniarki kliniczne – z których do dziś mogę dzwonić.
Kiedy po raz pierwszy zdiagnozowano mnie, chciałam, żeby to minęło. Pamiętam, jak chodziłam po ogrodzie i pytałam męża: „Dlaczego ja?” Ale potem pomyślałem: dlaczego ktoś?
Guz mózgu wpływa na wszystko: na to, jak się poruszasz, jak mówisz, jak myślisz, jak jesz, jak myjesz zęby i tak dalej. Wierzę, że miało to ogromny wpływ na moje zdrowie psychiczne.
W pewnym sensie było to pozytywne, ale przeważnie zalewam się łzami przy najmniejszej rzeczy. Zdecydowanie należy zaproponować terapię lub poradnictwo.
Mój szpital nie wskazał mi żadnego kierunku, ale myślę, że moja rodzina przeprowadziła wszystkie badania, zanim mogła to zrobić.
Moi rodzice wspierali lokalne hospicjum The J’s, więc od razu zostałam przez nich przyjęta. Myślę, że mogli mnie także skierować do Hospicjum w Farleigh. Miałem więc dwie urocze panie, które pomagały mi na tym etapie.
Jedna z nich zaproponowała mojej córce muzykoterapię, druga zaś terapię par dla mnie i mojego męża. Podjęliśmy oba.
Od tego czasu wszystko idzie dobrze. W październiku 2021 roku urodziło nam się cudowne dziecko, co było niesamowite.
Jestem bardzo wdzięczny, że zachowałem się na tyle dobrze, że mogłem uzupełnić naszą rodzinę.


















