Wcześniej tego dnia pomieszczenie to zostało umazane spaloną szałwią. Marcella Torrez twierdzi, że ten akt usuwa negatywność, pozostawiając jedynie dobro.
W tej rdzennej galerii sztuki, która stała się miejscem darowizn, wokół niej wznoszą się sterty podgrzewaczy do rąk i butelek z wodą. Zapraszamy do udziału obserwatorów prawnych monitorujących agentów federalnych na mroźnych ulicach Minneapolis, a także innych członków społeczności potrzebujących wsparcia.
Na spacery czeka kociołek zupy z dzikiego ryżu.
Dlaczego to napisaliśmy
Poparcie dla członków plemion wzrosło wśród mieszkańców Bliźniaczych Miast, ponieważ rdzenni Amerykanie – legalni obywatele, jeśli urodzili się w USA – oskarżają o przypadki ataków podczas nalotów deportacyjnych ICE.
Podczas wzrostu egzekwowania prawa imigracyjnego w Twin Cities pani Torrez twierdzi, że miała przy sobie dowód tożsamości wydany przez Red Lake Nation na wypadek omyłkowego aresztowania. Chociaż popiera atakowanie obcokrajowców w Stanach Zjednoczonych, którzy dopuszczają się oszustw, uważa również, że administracja Trumpa „wykorzystuje to jako przykrywkę, ponieważ chce po prostu wyrzucić wszystkich imigrantów”. Tymczasem obywatele USA tacy jak ona boją się, że zostaną tu zatrzymani i zatrzymani, wzięci za nielegalnych imigrantów.
Wszyscy rdzenni Amerykanie urodzeni w Stanach Zjednoczonych są obywatelami amerykańskimi. Kongres zapewnił im obywatelstwo z tytułu urodzenia na mocy prawa uchwalonego w 1924 r. Jednak zarzuty przywódców plemiennych i członków społeczności dotyczące ataków i aresztowań rdzennych Amerykanów przez federalne organy imigracyjne – oskarżenia powtarzane w kilku stanach – wzmocniły obawy przed profilowaniem rasowym. Zwolennicy tych obaw twierdzą, że niektórzy wahają się przed opuszczeniem domów, powodując jednocześnie gwałtowny wzrost wsparcia społecznego, takiego jak datki i patrole sąsiedzkie.
W Minnesocie ludność rdzennego pochodzenia dołączyła do pracowników służby zdrowia, duchowieństwa, lokalnych organów ścigania, nauczycieli, studentów i pracowników poczty w proteście przeciwko siłom federalnym. Oburzenie nasiliło się po śmiertelnym zastrzeleniu dwóch obywateli USA przez federalne organy ścigania.
Według administracji Trumpa operacja Metro Surge, w ramach której od grudnia wzięło udział około 3000 agentów federalnych, dobiega końca. Car graniczny Tom Homan ma powiedział że mniejsze siły bezpieczeństwa tymczasowo pozostaną.
Miejscowi twierdzą jednak, że aktywizm rdzennych Amerykanów będzie kontynuowany. „Będziemy tam do końca” – zauważa pani Torrez, która pracuje dla organizacji non-profit Native American Community Development Institute.
Na patrolu
Pod oblodzonymi chodnikami południowego Minneapolis leży ojczyzna mieszkańców Dakoty. W XIX wieku oddali swoje terytorium rządowi USA – według uczonych było to posunięcie wymuszone. Sto lat później program federalny wykorzenił rodziny rdzennych Amerykanów, które otrzymały skromne fundusze na opuszczenie ziem plemiennych i zamieszkanie w miastach, w tym w Minneapolis. Pod koniec lat sześćdziesiątych narodził się tu Ruch Indian Amerykańskich, którego zadaniem było wspieranie członków społeczności, potępianie profilowania rasowego i innych rzekomych agresji ze strony policji.
W 2020 r. protesty w związku z morderstwem George’a Floyda przez miejscowego funkcjonariusza policji wstrząsnęły miastem, czasami przybierając charakter gwałtowny. Miejscowi aktywiści organizowali patrole, aby „nie dopuścić do złego zachowania polegającego na spalaniu budynków, włamaniach i grabieżach” – mówi Robert Rice, który od 2011 roku jest właścicielem kawiarni Pow Wow Grounds w Minneapolis.
„Spędziliśmy lata na budowaniu tej społeczności i nie chcieliśmy, aby którykolwiek z naszych budynków został zniszczony” – mówi pan Rice. Szacuje się, że w Minneapolis-St. żyje ponad 35 000 rdzennych Amerykanów. Okolica Pawła.
Podczas gdy niektóre firmy zabite deskami okna w 2020 r., Pow Wow Grounds pozostały otwarte. Podczas obecnych niepokojów kawiarnia ponownie wydłużyła godziny pracy, służąc jako miejsce spotkań społeczności rdzennych Amerykanów. Na początku lutego poinformował, że podał około 300 galonów darmowej zupy.
„Jestem tu tylko po to, żeby zapewnić ludziom wyżywienie” – mówi pan Rice, zarejestrowany członek Narodu Białej Ziemi. „Jestem tylko szprychą w tym kole. A kołem jest społeczność. „
Patrole, które rozpoczęły się podczas Ruchu Indian Amerykańskich, odrodziły się. Khaloni Freemont, członkini plemienia Omaha z Nebraski, twierdzi, że jest uczestniczką patrolu AIM w czwartym pokoleniu, a obecnie należy do grupy obserwującej agentów federalnych w firmach i szkołach.
„Robimy, co w naszej mocy, żeby wszyscy byli bezpieczni” – mówi, stojąc przed kawiarnią w czerwonym berecie.
Zamieszki, które miały miejsce w 2020 r., uświadomiły Vin Dionne z Turtle Mountain Band z Chippewa, jak bardzo „byliśmy oderwani” – mówi.
„Kiedyś byliśmy rozdzieleni… wszyscy walczyliśmy i nienawidziliśmy się nawzajem” – mówi współzałożyciel Ruchu Obrońców Rdzennych. Jednak pośród niepokojów sześć lat temu „wszyscy zjednoczyliśmy się w wyższym celu… jako obrońcy i strażnicy społeczności”.
Kiedy koledzy patrolujący ponownie się jednoczą, mówi pan Dionne, „walczymy za pomocą gwizdków”. Ten dźwięk zasygnalizował obecność agentów federalnych.
Lokalni przedsiębiorcy podejmują inne środki ostrożności. Od czasu śmiertelnego postrzelenia Renee Good przez federalnego urzędnika imigracyjnego 7 stycznia drzwi obiektu Pow Wow Grounds są zamknięte nawet w godzinach pracy.
„Nie wpuścimy ICE do naszego budynku” – mówi pan Rice, przynajmniej nie bez nakazu podpisanego przez sędziego. Jednak od zeszłego roku organy imigracyjne i celne powiedziały niektórym funkcjonariuszom, że te nakazy sądowe – od dawna uważane za ochronę konstytucyjną – nie są potrzebne w przypadku przymusowego wkraczania do domów, niedawno The Associated Press zgłoszone.
Strach przed profilowaniem rasowym przez urzędników imigracyjnych szerzy się w Twin Cities, w tym wśród Amerykanów Somalii, którzy twierdzą, że zostali bezprawnie przetrzymywani. Obawy związane z egzekwowaniem przepisów imigracyjnych rozciągają się także na cały kraj, ponieważ wielu Amerykanów ma przy sobie amerykańskie paszporty, wychodząc z domu.
Urzędnicy federalni zaprzeczają twierdzeniom o profilowaniu rasowym, twierdząc, że niektóre aresztowania są skutkiem osób utrudniających operacje. W zeszłym roku Sąd Najwyższy w postanowieniu nadzwyczajnym potwierdził, że cechy takie jak pochodzenie etniczne w połączeniu z innymi czynnikami mogą uzasadniać wstrzymanie dochodzeń.
„Nasi agenci są odpowiednio przeszkoleni w zakresie ustalania alienacji i możliwości usunięcia” – stwierdziła w oświadczeniu zastępca sekretarza ds. bezpieczeństwa wewnętrznego ds. publicznych Tricia McLaughlin. „Jeśli rzeczywiście napotkamy osoby, które mają zostać aresztowane, nasze organy ścigania są przeszkolone, aby zadawać serię dobrze określonych pytań”.
Mimo to strach przed aresztowaniem skłonił rdzennych mieszkańców do stosowania nowych środków ostrożności, takich jak ubieganie się o plemienne identyfikatory.
Noszenie identyfikacji plemiennej
Jedną przecznicę na wschód od kawiarni Centrum Indian Amerykańskich w Minneapolis również zamyka drzwi wejściowe. Brian Joyce wskazuje kamery w całym ośrodku kultury i na zewnątrz.
„Każdy, kto chce przyjść, najpierw się mu przyglądamy” – mówi pan Joyce, dyrektor programowy w centrum i zarejestrowany członek Narodu Białej Ziemi. „Mamy doniesienia o porwaniach ludzi z ulicy, wciąganiu ich do samochodów dostawczych i prześladowaniach”.
Vicki Alberts, rzeczniczka plemienia Spirit Lake, przyjechała w zeszłym miesiącu z Północnej Dakoty, aby pomóc ludziom w ubieganiu się o plemienne identyfikatory. Jak poinformowała, do końca stycznia zebrano ponad 80 wniosków o dowód osobisty. W Minnesocie mieszka ponad 600 członków plemienia Spirit Lake.
„Nasze narody plemienne i przywódcy robią, co w ich mocy, aby pomóc swoim członkom plemiennym uspokoić się, ponieważ jest to naprawdę niespotykany czas” – mówi.
Pewnego styczniowego dnia Idalis Shaw, pracownica magazynu, robi sobie zdjęcie do dowodu osobistego. Mówi, że brązowi ludzie tacy jak on boją się chodzić do sklepu na rogu. „Boisz się, że podjedzie przed ciebie samochód i zamaskowani mężczyźni z bronią wycelują w ciebie i cię zatrzymają”.
Żadne prawo federalne nie wymaga, aby obywatele USA zawsze nosili przy sobie dokument tożsamości. Chociaż dokumenty tożsamości wydawane przez suwerenne narody plemienne nie zawsze oznaczają obywatelstwo USA, „powinny wystarczyć”, aby odeprzeć podejrzenia, że posiadacz karty przebywa tutaj nielegalnie, mówi Beth Margaret Wright, starsza prawniczka w Native American Rights Fund, która zapewnia pomoc prawną rdzennym Amerykanom w całym kraju.
Zaleca noszenie przy sobie dokumentu tożsamości, a narody plemienne konsultują się bezpośrednio z Departamentem Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w tym z ICE. Dodaje, że niektóre narody plemienne już biorą udział w tych konsultacjach, wyjaśniając, jak wyglądają te karty i w jaki sposób są ważnymi dokumentami tożsamości federalnymi.
W zeszłym roku miejscowa aktorka Elaine Miles powiedziała reporterom, że urzędnik ICE na przedmieściach Seattle nazwał jej dokument tożsamości „fałszywym”, mimo że został wydany przez Skonfederowane Plemiona z Rezerwatu Indian Umatilla w Oregonie. Pani McLaughlin z DHS twierdzi, że pani Miles nie została aresztowana, gdy ICE spotkała się z nią podczas celowej kontroli drogowej, i stwierdziła, że twierdzenie, jakoby ICE kwestionowało tożsamość plemienną, jest fałszywe.
DHS „nie był także w stanie zweryfikować” twierdzeń o aresztowaniach lub spotkaniach organów ścigania z członkami plemienia Oglala Sioux, mówi pani McLaughlin. Naród plemienny wzmocnił twierdzenia, że niektórzy jego członkowie zostali zatrzymani podczas fali w Minnesocie.
W ostatnich miesiącach wydawało się, że prezydent Donald Trump uzależniał poparcie dla danego plemienia, przynajmniej częściowo, od przyjęcia przez nie egzekwowania prawa imigracyjnego. W grudniu Trump zawetował ustawę, która rozszerzyłaby obszar zastrzeżony dla plemienia Indian Miccosukee z Florydy i stwierdził, że plemię to „starało się utrudniać rozsądną politykę imigracyjną”.
Plemię protestowało przeciwko „Aligatorowi Alcatraz” – kontrowersyjnemu miejscu przetrzymywania imigrantów na Florydzie – i przyłączyło się do pozwu przeciwko rządowi stanowemu i federalnemu, zarzucając brak oceny środowiskowej tego miejsca.
„Ludzie zawsze sobie pomagają”
Po powrocie do galerii wchodzi Zach Pint z paczkami papieru toaletowego i makaronem w pudełkach. Mówi, że jego 10-letni syn z dumą pakował datki. Pint, pracownik techniczny z południa Minneapolis, który nie jest rdzennym Amerykaninem, twierdzi, że poczuł chęć pomocy ludziom, których uważa za cel „państwa policyjnego, w którym żyjemy”. W Minnesocie mówi: „Ludzie zawsze potrafią sobie pomóc”.
Wręcza towar uśmiechniętej pani Torrez, która dodaje je do stosu. Na zewnątrz wokół ogniska stoi więcej mieszkańców o rdzennych korzeniach. Dym pali lodowate powietrze.
„Walczymy z imigracją od 1400 roku” – mówi jeden z mężczyzn.
Victoria Hoffmann wniosła wkład w badania z Bostonu.


















