Główny trener Szkocji Steve Clarke zanotował serię jednego zwycięstwa w 15 meczach

Główny trener Szkocji Steve Clarke odniósł jedno zwycięstwo w 15 meczach (Getty Images)

Od tego, jak Polska obrzydzała Szkocję późnym wieczorem w Hampden, po Cristiano Ronaldo robiącego to samo w Lizbonie – w sobotni wieczór w Zagrzebiu kolej na VAR, aby przywrócić wyraz nawiedzenia na twarzach drużyny Steve’a Clarke’a.

Punkt na koniec? Chwała niech będzie! Ale nie. Życie w tej Szkocji nie wygląda teraz tak. Spalony. Bramka wykluczona. Porażka, znowu.

Od Hiszpanii po Francję, od Holandii po Niemcy, od Portugalii, a teraz po Chorwację, nieszczęsna passa Szkocji trwa. Nazwij to Wycieczką po błędach.

Koniec w Zagrzebiu nie był szybki; było to powolne spalanie, jak wiele wcześniej. Gol w 100. minucie do przegranej z Węgrami, gol w 97. minucie do przegranej z Polakami, gol w 88. minucie do przegranej z Portugalczykami, gol nieuznany w 94. minucie do przegranej z Chorwatami.

„Zawsze sprawiaj, by publiczność cierpiała tak bardzo, jak to możliwe” – powtarzała mantra wielkiego reżysera Alfreda Hitchcocka. Psychol i tyle. W tej chwili życie tej drużyny ze Szkocji to jedna wielka pętla sceny prysznicowej. Janet Leigh czytała Armię Tartanu, krzycząc z przerażenia z powodu kolejnej spóźnionej porażki, która przedarła się przez kurtynę.

Te słowa Hitchcocka mogłyby stać się hasłem Clarke’a. Jedno zwycięstwo na 15 i jeszcze większa agonia przed wtorkową wizytą Portugalii w Hampden.

Przygotuj się na coś dzikiego. Szkocja wygrywa 2: 0, gdy zgasną reflektory, niebiosa się otworzą lub spadnie plaga wściekłych ptaków, zmuszając graczy do ucieczki. Po prostu są tam, gdzie teraz są. Szkocja mogłaby spróbować kupić zwycięstwo, ale jej karta zostałaby odrzucona.

To był więcej niż godny podziwu występ, ale kolejny, który sprawił, że Clarke próbował podnieść swoich zawodników z podłogi. Kolejna niewielka porażka, która miała w sobie elementy zachęcające, ale przedłużyła najgorszą serię wyników w rywalizacji w historii Szkocji.

Remis przerwałby ponure uczucie, które panowało w tej grupie praktycznie od chwili, gdy zakwalifikowali się do mistrzostw Europy, ale odmówiono im okruchów, które Clarke zamieniłby w ucztę.

Jest w tym ogromny niuans, ale można odnieść wrażenie, że dla wielu jakiekolwiek uznanie lub zrozumienie niuansów zostało wyrzucone do kosza w Stuttgarcie, kiedy Clarke wysłał swoją drużynę na Węgry na mistrzostwach Europy z ostrożnością za pierwszą, drugą i trzecią podejście do meczu, który musieli wygrać.

Wspomnienie o tym podąża za nim. To jego cień. To szara chmura nad jego głową. To hałas, który słychać w nocy. Clarke może wskazać trzy zacięte walki z przeciwnikiem klasowym w trzech meczach od czasu Węgier, ale niektórzy po prostu zniknęli. Nie jestem zainteresowany. Wyślij nam wiadomość, gdy pojawi się nowy menedżer.

Z tym właśnie walczy Clarke. Cynizm i sceptycyzm. Starzy przyjaciele. Czekali na niego, kiedy po raz pierwszy postawił stopę w tej pracy, potem ich przegonił, a teraz wrócili.

Pozbawiona całego zespołu składającego się z co najmniej trzech, a być może pięciu lub sześciu zawodników i braku niektórych starterów, Szkocja wykazała się dużą odpornością. Nie byli zdeklasowani. Nie zostały przekroczone.

Luka Modrić zachowywał się raczej cicho przez 45 minut i chociaż jego wpływy wzrosły, nie był to występ Modricia, jaki widzieliśmy wcześniej przeciwko Szkocji.

Szkocja objęła prowadzenie, ale potem je straciła. Zostali w tyle, a potem przez kilka wspaniałych sekund wyglądało, jakby zrównali się. Punkt byłby odskocznią dla Clarke’a. Namacalna cząstka optymizmu.

Po raz kolejny pozostało mu mówić o pozytywnych znakach i byciu na właściwej drodze, mając wbrew nadziei nadzieję, że jego wątpiący słuchają i rozumieją.

Pojawiły się pozytywne sygnały i można z łatwością stwierdzić, że są na dobrej drodze, ale nie łagodzi to irytacji na myśl o ich ponownej porażce. Ben Doak dołączył do zespołu i pokazał się z dobrej strony. Jego tempo i nieustraszoność będą ogromnym atutem. Jest jeszcze dzieckiem, ale w sobotę zmieszał się z mężczyznami i wniósł imponujący wkład.

W obronie Szkocji brakowało bramkarza pierwszego wyboru i prawdopodobnie czterech zawodników, którzy mogliby zacząć mecz, ale byli zdecydowani. Istnieje pewna nadzieja, że ​​po powrocie kawalerii będzie można rozpocząć nowy etap.

Dodajmy do tego Aarona Hickeya i Kierana Tierneya, Scotta McKennę i Jacka Hendry’ego, Nathana Pattersona i Johna McGinna, Lewisa Fergusona i wybrane dzieciaki – Lennona Millera, Davida Watsona, Maxa Johnstona i innych – a obraz się zmienia.

Jednak dla niektórych do zobaczenia tej przyszłości może być wymagana wizja bioniczna. Kiedy wygrasz jeden mecz – paskudną rzecz z Gibraltarem – w ciągu roku, może być trudno patrzeć poza teraźniejszość. Clarke przez grę traci zwolenników. Taka jest rzeczywistość. Honorowe porażki tego nie zmienią.

Przejdźmy zatem do wtorkowego Hampdena i Ronaldo, którego nozdrza rozszerzyły się na myśl o dotarciu do obrony, która jak dotąd w trzech meczach w tej grupie straciła siedem bramek. Jeden z nich, oczywiście, dla niego.

Przechodzimy do kolejnego patchworkowego zespołu, który robi wszystko, co w jego mocy, aby przeciwstawić się przeciwnościom losu. Porażki, które widzieliśmy w Lidze Narodów, miały zupełnie inny ton niż te z Węgrami latem, co było po prostu obrzydliwością.

W sobotę Szkocja po raz kolejny starała się zagrać tak ambitnie, jak tylko mogła, ale nie przyniosło to nagrody, o której desperacko marzy ich menadżer.

Clarke będzie teraz próbował uzyskać przewagę przeciwko chłopakom Ronaldo. Zlituje się, prawda?

Source link